10 C
Warszawa
niedziela, 25 września 2022

Niedźwiedź na polowaniu

Koniecznie przeczytaj

Zostawmy na boku geopolitykę i spójrzmy na aktualną strategię biznesową rosyjskich oligarchów. Pomimo kryzysu ekonomicznego w kraju (a może właśnie z tego powodu) tamtejsze korporacje i grupy kapitałowe dokonują coraz większych inwestycji zagranicznych. Nie chodzi przy tym o kontrolę nad światowymi zasobami surowcowymi. Wręcz przeciwnie, coraz większym wzięciem cieszą się fundusze venture capital, wkładające środki w inkubatory innowacyjności i przedsiębiorczości.

Rosyjscy oligarchowie coraz chętniej inwestują w światowe inkubatory technologii. Tłumaczą, że chodzi o motywy biznesowe, bo start-upy należą do najbardziej zyskownych przedsięwzięć finansowych. W całej historii nie byłoby nic dziwnego, taki jest globalny trend. Z jednym zastrzeżeniem. Kreml także intensyfikuje pozyskiwanie nowych technologii, ponieważ Rosja ma ogromne kłopoty z wygenerowaniem własnych innowacji. Czy zbieżność priorytetów rosyjskich władz i oligarchów to przypadek? Mówiąc wprost, czy jest to nowa strategia gospodarcza, czy forma hybrydowej infiltracji? Bez względu na rzeczywiste intencje, najważniejszym pozostaje pytanie: w jakim stopniu problem dotyczy polskiego sektora nowych technologii?

Strategia biznesowa

Rozważania warto zacząć od prognozy globalnego rozwoju, której autorem jest izraelski ekspert, a w przeszłości dyrektor specjalnego biura „Nativ”, generał Jakow Kedmi. W jednym z wywiadów dla ITON TV stwierdził, że przed upływem najbliższego ćwierćwiecza podstawowym kryterium mocarstwowości i narodowego bezpieczeństwa stanie się zdolność generowania nowych technologii. Dlatego świat podzieli się na trzy grupy państw. W elitarnym, najbardziej uprzywilejowanym kręgu znajdą się kraje o mocnym fundamencie nauk teoretycznych, a więc dysponujące intelektualnym potencjałem wytyczania kierunków rozwoju ludzkości. Z tego powodu będą zdolne do opracowania przełomowych technologii. W drugiej, nieco szerszej grupie znajdą się państwa o takich zasobach gospodarczych i ludzkich, które pozwolą na praktyczne zastosowanie innowacji, czyli powielanie technologii w rozmiarach przemysłowych. Trzecią i przeważającą grupę będą stanowiły kraje – biorcy, a więc importerzy gotowych produktów wysoko technologicznych. Państwa niezdolne do samodzielnego generowania innowacji lub ich zastosowania, z politycznymi, gospodarczymi i finansowymi konsekwencjami takiego stanu rzeczy. Będzie to zatem grupa państw o najniższym stopniu suwerenności i najwyższym poziomie uzależnienia. Brzmi jak ostrzeżenie, którego już dziś nie można bagatelizować. Dla poszerzenia kontekstu Kedmi przewiduje, że w pierwszej grupie znajdą się USA, Chiny i wybrane państwa Europy, takie jak Niemcy. Do grupy drugiej zaliczył m.in. Izrael, Koreę Południową i Japonię. Jeśli chodzi o Rosję, to z jednej strony ma potencjał naukowy uprawniający do wejścia w najwyższy krąg uprzywilejowanych. Z drugiej strony, jeśli Moskwa nie skoryguje ustroju gospodarczego, doprowadzi do autodestrukcji posiadanych zasobów i spadnie do niższej ligi. A może najniższej zważywszy na obecne problemy z innowacyjnością.

Zostawmy jednak na boku geopolitykę i spójrzmy na aktualną strategię biznesową rosyjskich oligarchów, czyli miliarderów dysponujących najpoważniejszymi zasobami finansowymi. Jak wskazują rosyjskie media, pomimo kryzysu ekonomicznego w kraju (a może właśnie z tego powodu) tamtejsze korporacje i grupy kapitałowe dokonują coraz większych inwestycji zagranicznych. Nie chodzi przy tym o kontrolę nad światowymi zasobami surowcowymi, o co można by podejrzewać rosyjskie firmy. Wręcz przeciwnie, coraz większym wzięciem cieszą się fundusze venture capital, wkładające środki w inkubatory innowacyjności i przedsiębiorczości. Jak twierdzi portal Fast Salt Times, pierwsze inwestycje zostały dokonane po kryzysie finansowym lat 2008-2009, gdy oligarchowie poszukiwali biznesowej przystani dla swoich kapitałów w rajach podatkowych. Kolejne lata, aż po dziś to okres prawdziwej ekspansji tego typu projektów w kierunku zachodnim. Pierwotną przyczyną zainteresowania start-upami był brak perspektywicznych dziedzin inwestycyjnych w Rosji. Obecnie miliarderzy ścigają się wprost z zachodnimi grupami kapitałowymi o kontrolę i udziały w globalnych megaprojektach, takich jak Uber, Facebook i Alibaba, co potwierdza portal East-West Digital News. Oczywiście głównym terenem polowań stały się kraje o największej koncentracji innowacyjności i inkubatorów technologicznych, takie jak USA, Izrael i Zachodnia Europa. Z finansowego punktu widzenia strategia jest oczywista. Tylko start-upowe rynki gwarantują wysoką dochodowość szacowaną na 30 proc. z każdego włożonego dolara lub euro. Przy tym większość technologii już istnieje, zostały praktycznie sprawdzone, co powoduje, że spada ryzyko inwestycyjne. Kto zatem inwestuje i w jakie dziedziny? Rosyjski klon magazynu „GQ” ułożył listę największych funduszy typu venture znajdujących się pod kontrolą rosyjskich oligarchów lub będących ich własnością. Za pioniera należy uznać Jurija Milnera, pomysłodawcę i byłego prezesa Mail.ru, bodaj największego przedsięwzięcia społecznościowego Rosji. W 2009 r. Milner założył grupę DST, która obecnie przekształciła się w fundusz Global DST, a raczej pięć funduszy kryjących się pod wspólną nazwą. Według rosyjskich miar i chyba nie tylko, środki, jakimi operują są ogromne. Ich łączna suma dochodzi do 3,5 mld dolarów, wg ujawnionych zaś danych, dochodowość poszczególnych funduszy sięga 151 proc. rocznie. Nic dziwnego, skoro akcjonariusze są udziałowcami Facebooka, serwisu zakupowego Groupon i szwedzkiego portalu muzycznego Spotify. Milner nie boi się także inwestować w chińskie platformy, takie jak Alibaba czy w producenta smartfonów Xiaomi. Innym potentatem funduszowym jest Michaił Abyzow. To postać w Rosji niezwykle znana z koncesjonowanej działalności społecznej. Jest również właścicielem grupy inwestycyjnej E-4 specjalizującej się w usługach inżynierskich na ogromną skalę. Co prawda, ze względu na kryzys rosyjski interes podupadł i znajduje się na granicy bankructwa, ale za to inwestycyjne fundusze za granicą wprost kwitną. Abyzow jest głównym udziałowcem Bright Capital, złożonego z czterech funduszy venture na łączną sumę ok. miliarda dolarów. Współfinansuje amerykańskiego producenta domowych sieci Wi-Fi, firmę Quantenna Communications Inc. Co ciekawe, wśród odbiorców grantów Bright Capital znalazła się firma Ener-G-Rotors, która pracuje na zlecenie Pentagonu nad innowacyjnymi systemami zasilania. Natomiast w zeszłym roku na zachodnie rynki kapitałowe wszedł kolejny rosyjski fundusz venture Caspian VC ze skromnymi 300 milionami dolarów. Za to, jak głośno. Jego wyłącznym udziałowcem jest dagestański oligarcha Zijawudin Magomedow znany jako współwłaściciel grupy „Summa” zajmującej się logistyką, budownictwem telekomunikacyjnym i sprzedażą ropy naftowej. Mimo krótkiej historii Caspian stał się udziałowcem rewolucyjnego projektu transportowego Ilona Muska – Hyperloop i serwisu taxi – online Uber. Jak twierdzi Magomedow, jego strategia biznesowa opiera się na nieformalnych kontaktach z zachodnimi inwestorami oraz doradcami, którzy sami wskazują najbardziej innowacyjne projekty. Dzięki takim znajomościom Caspian VC współfinansuje start-up Diamond Foundry, który w Kalifornii opatentował rewolucyjną metodę hodowli, czyli syntetycznego powiększania naturalnych diamentów. Z innych źródeł wiadomo, że największy producent kamieni szlachetnych na świecie, południowoafrykański koncern De Beers dopiero pracuje nad podobnym rozwiązaniem, tymczasem amerykański inkubator ma już gotowe i sprawdzone technologie. Jak twierdzi portal „Firma”, w tyle nie pozostaje bodaj największa spółka kapitałowa Rosji – Alfa Grupa. Jej współwłaściciele Michaił Fridman oraz German i Aleksiej Hanowie utworzyli specjalną platformę kapitałową LetterOne (L1). Najważniejszym kierunkiem inwestycyjnym jest L1 Technology, finansująca głównie perspektywiczne start-upy w tej dziedzinie. Fundusz nie ujawnia poszczególnych transakcji, wiadomo jednak, że koncentrują się na segmencie szeroko rozumianej telekomunikacji. O skali inwestycji świadczy fakt, że zgodnie z oświadczeniem Friedmana, Alfa Grupa jest gotowa włożyć w ten biznes 14 mld dolarów, a więc całą sumę uzyskaną po zbyciu naftowo-gazowej spółki TNK-BP na rzecz koncernu Rosnieft. Wiadomo także, że obszarem technologicznych inwestycji L1 są USA oraz Europa Zachodnia, w związku z tym zarząd i biura funduszu przeniosły się z Moskwy do Londynu. Z boku nie pozostaje także najbardziej znany z rosyjskich oligarchów Roman Abramowicz, który działa poprzez Fundusze: Ervington Investments, Millhouse i Impulse VC. Wg magazynu „Forbes”, jak na razie miliarder zainwestował po 50 mln dolarów w inkubatory amerykańskie, izraelskie i brytyjskie. Dla porównania suma włożona w podobne przedsięwzięcia rosyjskie nie przekroczyła 10 mln dolarów. Fundusze Abramowicza inwestują środki w nowe technologie farmaceutyczne i metalurgiczne. Ponadto oligarcha sfinansował projekty amerykańskiej Propell Technologies Group, która zajmuje się innowacjami w dziedzinie wydobycia ropy naftowej i gazu z łupków. I na koniec warto przytoczyć dane dotyczące funduszu venture Maxfield Capital, który specjalizuje się w segmencie IT. Należy do właściciela grupy inwestycyjnej „Renowa” Wiktora Wekselberga. Na 23 sfinansowane projekty innowacyjne, dziesięć start-upów rezyduje w USA, sześć w Europie, a trzy w Izraelu. Natomiast w odróżnieniu od innych rosyjskich funduszy Maxfield działa także na rzecz państwowego projektu innowacyjnego, znanego pod wspólnym szyldem reklamowym – Skołkowo. I w tym miejscu warto zastanowić się, dlaczego rosyjscy miliarderzy nie wspierają sektora nowych technologii we własnym kraju.

Strategia hybrydowa

Nie ulega wątpliwości, że rosyjscy oligarchowie to prawdziwe rekiny i podobnie jak one wyczuwają na odległość doskonały interes. Wyczuwają także światowe trendy, bo fundusze typu venture to nie ich wynalazek. Pierwsi byli amerykańscy miliarderzy, w ich ślad szybko poszli przedsiębiorcy z Izraela. Zresztą dla Tel Awiwu hasło „kraj start-upów” nie tylko stało się sloganem reklamowym, lecz także rzeczywistością, bo w ilości inkubatorów technologii na głowę mieszkańca Izrael bije cały świat. Nie mniej widoczne stają się w ostatnim czasie sukcesy Chin, o Zachodniej Europie, a szczególnie Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii nie wspominając. Tylko Rosja pozostaje szarą strefą i to nie tylko innowacyjną, ale i po prostu gospodarczą. W tym tkwi najbardziej istotna przyczyna emigracji oligarchicznych kapitałów. W zgodnej opinii rosyjskich miliarderów, inwestycje w nowe technologie dokonywane za granicą są rekompensatą wobec niskiej dochodowości firm rosyjskich. Ta zaś wynika z kiepskiego zarządzania najcenniejszymi aktywami, skoncentrowanymi w państwowe holdingi. Pomimo szerokich, jak na rosyjski państwowy kapitalizm, planów prywatyzacyjnych dotyczących gigantów surowcowych i infrastrukturalnych, nikt nie pali się do udziału w projektach. Oferowane do sprzedaży pakiety akcji nie pozwalają wpływać na kierunki strategicznego rozwoju poszczególnych koncernów, które ze względu na nieprzejrzystą strukturę tracą masę środków na działalność poza głównym profilem. Negatywnego obrazu dopełnia bardzo niska wydajność pracy rosyjskich pracowników. Jeśli chodzi natomiast o sektor innowacji, to interesujących z biznesowego punktu widzenia projektów jest po prostu zbyt mało, bo autorytarny system ustrojowy zabił iskrę bożą pomysłów oraz konkurencyjność. To znaczy, zapotrzebowanie na nowe technologie jest ogromne i cały czas rośnie, ale Rosja nie dorobiła się swojego rynku start-upowego, dlatego nie ma w co inwestować. Ponadto zachodnie prawo gospodarcze gwarantuje rosyjskim udziałowcom miejsce w organach zarządzania firmami innowacyjnymi, a więc daje prawo współdecydowania o kierunkach prac i rozwoju. Obniża to w decydujący sposób ryzyko biznesowe, zwiększając natomiast przewidywane zyski. I na koniec, rosyjscy oligarchowie starają się wypracować takie model biznesowy, który zmniejszy wpływ państwa na ich działalność gospodarczą. Zredukuje także wpływ koniunktury określanej w Rosji wahaniami cen surowców energetycznych. Taki rezultat przynosi wyłącznie inwestowanie za granicą, rynki zachodnie bowiem są pod tym względem stabilniejsze i niezależne. Niemniej jednak biznesowe priorytety rosyjskich miliarderów przecinają się z politycznymi interesami Kremla, i to dokładnie w zachodnich inkubatorach innowacyjności.

Jak wskazuje Moskiewskie Centrum Carnegie, pod względem technologicznym Rosja znalazła się w krytycznej sytuacji. Pomimo głośnych zapowiedzi medialnych o rychłym skoku w innowacyjną strefę XXI w. i równie szybkim, rewolucyjnym przełomie gospodarczym, Rosja nie może przeskoczyć samej siebie, czyli swoich niedostatków. Świadczy o tym niski współczynnik innowacyjności ekonomicznej, którego indeksy opierają się na praktycznej tezie, iż nowoczesna gospodarka, a więc zdywersyfikowany przemysł, koncentrują się wokół centrów nowych technologii. Analizując sytuację pod względem złożoności gospodarczej, Niemcy mają współczynnik ECI równy 1,92, Polska – 0,93, a Rosja jedynie – 0,05. Wyklucza to w praktyce dokonanie samodzielnego skoku innowacyjnego w globalną gospodarkę XXI w. Rosja dysponuje jednak ogromnym potencjałem nauk teoretycznych oraz wybranymi dziedzinami gospodarki, takimi jak przemysł obronny czy kosmiczny, które powinny umożliwić generowanie nowych technologii. Nic z tego, mimo ogromnych nakładów w tej dziedzinie, efektywność wykorzystania środków jest bowiem niezwykle niska. Tak twierdzi odpowiedzialny za zbrojeniówkę wicepremier Dmitrij Rogozin, który powiedział: gdyby zsumować miliardy rubli, które państwo wlało w instytuty badawcze, to wszystko, we wszystkich dziedzinach powinno zostać już wynalezione. Tymczasem efekt państwowych programów rozwoju technologicznego jest równy dokładnie zeru. Przykładem są czołowe instytucje powołane w tym celu, a więc inkubator „Skołkowo” i państwowa korporacja technologiczna Rosnano (nanotechnologie). Oba projekty pochłonęły rzeczywiście miliardy rubli, tymczasem efekt zwrotny budzi wątpliwości, bo na kilka udanych projektów, które osiągnęły etap zastosowania przemysłowego, przypadło znacznie więcej porażek. W dodatku „Skołkowo” i Rosnano zepsuły sobie markę i reputację aferami korupcyjnymi, a przede wszystkim marnotrawieniem państwowych dotacji. Niemniej jednak Kreml jest w podbramkowej sytuacji gospodarczej, dlatego bez zbędnego rozgłosu wprowadza prawdopodobnie chiński model innowacyjności, polegający na partnerstwie państwowo-prywatnym. Zgodnie z danymi Agencji Bloomberg, w 2015 r. prywatny biznes chiński ulokował w funduszach typu venture 12,5 mld dolarów, oczywiście z przeznaczeniem na pozyskanie nowych technologii w kraju i za granicą. Dodatkowo władze w Pekinie wsparły ten sam cel sześcioma miliardami dolarów. Nie ulega wątpliwości, że ze względu na ścisłe uzależnienie rosyjskich oligarchów od Kremla, efekty ich zaangażowania technologicznego w USA i Europie są udostępniane nielegalnie organizacjom rządowym i państwowym instytutom badawczym. Wskazuje na to zarówno jeszcze radziecka tradycja, jak i całkiem współczesny „patriotyzm” miliarderów, motywowany potrzebą politycznej ochrony swoich fortun. Kreml udzielił przecież oligarchom politycznej koncesji na własność aktywów oraz swobodę działalności gospodarczej pod warunkiem ich całkowitej lojalności. Teraz żąda dowodów. Z drugiej strony, rosyjskie służby specjalne mają ogromny wpływ na dobór kadr w oligarchicznych imperiach, lokując bez przeszkód swoich funkcjonariuszy i agentów. Także kolejne nowelizacje prawne przywróciły radzieckie przepisy, zobowiązujące obywateli przebywających lub pracujących poza krajem do przekazywania wszelkich danych, w tym gospodarczych. I wreszcie, amerykańskie FBI nie raz udowadniało penetrację start-upów przez rosyjskie służby specjalne i firmy. Delegatura FBI zajmująca się ochroną „Krzemowej Doliny” wprost oskarża rosyjskie Skołkowo i działających tam rezydentów o infiltrację amerykańskich start-upów w celu pozyskania technologii. Ze zbieżnymi wnioskami już dawno wystąpił niemiecki kontrwywiad, który zwrócił szczególną uwagę na rosyjską infiltrację małych i średnich firm innowacyjnych, które nie mogą sobie pozwolić lub nie są w stanie ochronić się przed szpiegostwem gospodarczym. Czy Polska sfera wysokich technologii jest również narażona na rosyjską penetrację?

Polskie start-upy

Wg szacunków Ministerstwa Rozwoju w Polsce działa ponad 2600 podmiotów, które można zaliczyć do kategorii start-upów i małych firm innowacyjnych. Jak na kraj średniej wielkości to niezbyt wiele, ale trzeba wyraźnie zaznaczyć, że cała gałąź gospodarki dopiero przymierza się do wielkiego startu. Po raz pierwszy rząd przygotował zintegrowaną platformę prawną, organizacyjną i finansową, pozwalającą na dynamiczny rozwój tego typu przedsiębiorczości. Szczególnie cieszy program wsparcia kapitałowego na sumę 2,8 mld złotych, co zapewnia zrównoważone działania badawcze i wdrożeniowe na skalę ogólnokrajową. Ponadto zainicjowane zostały oddolne projekty rozwoju nowych technologii, takie jak Polska 3.0 czy w ramach zwiększania potencjału Polski Wschodniej. Oczekiwany wzrost ilości start-upów i skokowy przyrost ich efektywności z pewnością przyciągną uwagę rosyjskich funduszy venture. Za przykład niech posłuży Portugalia. Wystarczyło, aby jedna z tamtejszych firm innowacyjnych osiągnęła rozmiar „jednorożca”, jak w branży nazywa się najbardziej udane projekty, warte dziś ponad miliard dolarów, aby do Portugalii, a dokładniej do barcelońskiej strefy technologicznej pociągnęły fundusze z całego świata, w tym z Rosji. Portugalia jest przecież krajem o podobnym do Polski potencjale w tej dziedzinie oraz pod względem PKB. Jej sukces innowacyjny wskazuje, że podobny efekt czeka niebawem nasz kraj. Jak więc podchodzić do rosyjskich zabiegów, w sytuacji, gdy nigdy nie dość finansowania start-upów, o kosztach przemysłowego wdrożenia technologii nie wspominając? Nie można przecież stanąć w opozycji do globalnych trendów i równie globalnego przepływu pieniędzy i technologii, czyli do postępu cywilizacyjnego. Z drugiej strony, błędem byłoby puszczenie wszystkiego samopas. Wspólna odpowiedzialność – w tym haśle zawiera się klucz do rozwiązania sytuacji. Ze strony właścicieli naszych inkubatorów technologii, która winna wyrażać się świadomością wojskowego lub podwójnego zastosowania efektów własnej pracy. Trzeba bowiem pamiętać, że w przypadku innowacji nie chodzi jedynie o szpiegostwo przemysłowe na rzecz cywilnego sektora rosyjskiej gospodarki. Technologie XXI w. to także instrumenty hybrydowych konfliktów przyszłości. Ataki cybernetyczne na wrażliwą infrastrukturę państwa są najlepszym tego przykładem. Odpowiedzialność ze strony rządzących winna z kolei polegać na stworzeniu mechanizmu osłony kontrwywiadowczej, a raczej całego systemu bezpieczeństwa dostosowanego do tak specyficznej formy działalności intelektualnej, jaką są przecież start-upy. Tak, aby nie wylać dziecka z kąpielą, co jest możliwe. Pamiętając, że tego rodzaju biznes jest bardzo mobilny, bo opiera się najpierw na ludziach, a dopiero potem środkach finansowych i infrastrukturze. Z pomysłem w głowie można szybko zmienić kraj pobytu, na co wskazują doświadczenia rosyjskie. W przypadku tego kraju drenaż mózgów przybrał ogromną skalę, a podstawową przyczyną jest brak swobód obywatelskich. I chyba jest to kolejny powód, dla którego oligarchiczne fundusze inwestycyjne i Kreml muszą dzisiaj intensyfikować działalność zagraniczną. Nie popełnijmy zatem tego samego błędu.

Autor

Najnowsze