20.5 C
Warszawa
środa, 29 czerwca 2022

Polska wciąż bez złota

Koniecznie przeczytaj

Podczas gdy cały świat dynamicznie gromadzi złoto, polskie władze wyraźnie zostały w blokach. To błąd, który może Polskę wiele kosztować.

Wiele spośród najbardziej krwawych wojen w historii stanowiło wielki konflikt o dostęp do złóż złota. Brytyjczycy walczący w Afryce Południowej o dostęp do tamtejszych kopalni uciekli się nawet do założenia obozów koncentracyjnych dla miejscowej ludności. Gdy w XX wieku świat odszedł od pieniądza towarowego, obwieszczono triumfalnie erę nowego pieniądza, a „gorączki złota” z minionych wieków zaczęto przedstawiać jako anachronizm i dziwactwo. Współcześnie forsowane są na dodatek nowoczesne metody płatnicze wykorzystujące technologie mobilne, co mogłoby skłaniać do przyjęcia wniosku, że złoto przestało już odgrywać rolę „fetysza” i stało się na powrót zwykłym metalem.

Mimo to obserwując wydarzenia z ostatnich lat ciężko oprzeć się wrażeniu, że oto mamy do czynienia z nową gorączką złota, w której jednak mania gromadzenia zapasów cennego kruszcu dosięgła nie ludzkie masy, lecz państwa, które po cichu zbroją się w złoto. Współczesna gorączka złota nie przyciąga powszechnej uwagi mediów, gdyż rozgrywa się w zaciszu rządowych gabinetów oraz w biurach handlowców obracających cennym kruszcem na światowych giełdach. Jej charakterystyczną cechą jest to, że poszczególne państwa nie zawsze zdradzają oficjalnie, jak wielkie zasoby posiadają, co przyczynia się do jeszcze większej intensywności zmagań.

Niemcy, Rosjanie

W ubiegłym roku Federacja Rosyjska zakupiła blisko 200 ton złota, dzięki czemu umocniła swoją pozycję jako siódmy na świecie właściciel cennego kruszcu. Obecnie władze rosyjskie dysponują już ponad 1600 tonami złota, choć jeszcze w 2004 roku miały go zaledwie ok. 350 tys. ton.

Wielki wyścig po złoto nabrał rozpędu szczególnie po kryzysie w 2008 roku, który uświadomił wszystkim z całą mocą, że fikcja pieniądza papierowego nie potrwa wiecznie i że nastał czas przygotowań do nowego rozdania w światowych finansach. Pełna dominacja Stanów Zjednoczonych w światowej polityce stanowiła do tej pory główny gwarant stabilności systemu, dlatego zainteresowanie złotem było nieco mniejsze. Od kiedy jednak pozycji USA zaczęły zagrażać Chiny i inne potęgi, najważniejsze mocarstwa świata masowo wzbogacają się w złoto.

Symptomatyczna dla całego zjawiska jest postawa Republiki Federalnej Niemiec, która po II wojnie światowej przyjęła lojalne wobec Stanów Zjednoczonych stanowisko i nigdy nie dopominała się o przechowywane za Atlantykiem niemieckie złoto. Niemcy miały wszak do spłacenia wielki dług, którym było zwolnienie ich z odpowiedzialności za wywołaną wojnę. Od dłuższego czasu jednak Berlin coraz aktywniej działa na rzecz sprowadzenia własnych zasobów złota z zagranicy. Przez ostatnie 4 lata Bundesbank zdołał sprowadzić niemal 600 ton, choć nadal blisko 1670 jest zdeponowanych w Londynie i Nowym Jorku. Posiadając łącznie blisko 3,37 tys. ton złota, nasi zachodni sąsiedzi ustępują w zakresie posiadanych zasobów jedynie Stanom Zjednoczonym, a być może także i Chinom. Choć oficjalne rządowe statystyki wskazują, że Chiny mają 1842 tony złota, w rzeczywistości ich zasoby mogą być o wiele większe. Być może nawet posiadają go więcej niż Stany Zjednoczone.

Daleko w tyle

Niedawno Polska została po raz pierwszy w historii zaproszona na szczyt państw G-20 w Baden-Baden. Z czysto prestiżowego punktu widzenia to wielkie wyróżnienie, lecz biorąc pod uwagę zasoby twardego pieniądza, Polska jest w dalszym ciągu w ogonie, a jej rezerwy złota wynoszą obecnie ok. 103 tony. Polskie władze po 1989 roku konsekwentnie zwiększają rezerwy w walutach obcych państw. Co ciekawe, polskie rezerwy walutowe są nawet większe niż brytyjskie, lecz złoto stanowi nadal dość skąpe zabezpieczenie dla polskiego systemu finansowego. Niestety ani wcześniejsze, ani obecne władze polskie nie widzą póki co potrzeby zmiany tego stanu rzeczy.

Kilka lat temu głośno było o akcji „Oddajcie nasze złoto”, którą wymyślił wiceprezes Mennicy Wrocławskiej, Piotr Wojda. Jak słusznie wskazywał, w skarbcu Banku Anglii znajduje się wciąż dość spory depozyt złotego kruszcu, który w zawiłych okolicznościach trafił tam po II wojnie światowej. Transport z polskimi rezerwami w pierwszych dniach września 1939 roku został skierowany ku granicy z Rumunią i tylko cudem uniknął przejęcia przez Niemców. Następnie przez Turcję znalazł się we Francji, gdzie w wyniku niemieckiej agresji wysłano go do Dakaru w Afryce. Gdy w 1942 wkroczyli tam alianci, polskie złoto znalazło się w Londynie.

Szacuje się, że polskie rezerwy złota wynosiły wówczas ok. 77 ton. Po uznaniu przez aliantów komunistycznego rządu zostały one częściowo przekazane do Polski, gdzie w kolejnych latach najprawdopodobniej upłynniono je na zakupy w krajach Zachodu, pozostałą zaś część wypłacili sobie Brytyjczycy w ramach opłat za funkcjonowanie polskiej armii. Z pierwotnego zasobu pozostała tylko niewielka część. W kolejnych latach, a szczególnie po 1989 roku polskie rezerwy złota zostały jednak częściowo odtworzone i dziś wynoszą one ok. 103 ton. Spośród nich w Polsce znajdują się obecnie wyłącznie 2 tony, reszta znajduje się w Londynie.

Polacy chcą złota

Taka sytuacja jest w sporej mierze uzasadniona tym, że stolica Wielkiej Brytanii już od kilku wieków stanowi główne światowe centrum handlu cennym kruszcem. Jeżeli więc kiedykolwiek pojawi się potrzeba upłynnienia tych zasobów, ich obecność w Anglii z pewnością ułatwi sprawę. Jednakże trzymanie tak cennego depozytu w skarbcach Banku Anglii nie jest wcale koniecznością, o czym świadczą chociażby działania innych państw. Co prawda Wielka Brytania nie należy do grona państw, które nosiłyby się z zamiarem agresji na Polskę lub też miałyby się stać terenem jakiejkolwiek wojny, lecz sprowadzenie złota do kraju należy traktować jako czynność symboliczną, stanowiącą demonstrację politycznej niezależności.

Wspomniana akcja „Oddajcie nasze złoto” przycichła i nie widać póki co kolejnych inicjatyw na rzecz sprowadzenia polskiego złota, choć o wiele bardziej niepokojące wydaje się to, iż niewielu polityków z głównego nurtu upatruje w zwiększeniu rezerw złota priorytet polityki finansowej. Wydaje się nawet, że o wiele bardziej zakupami złota zainteresowani są sami Polacy, którzy od wielu lat systematycznie zwiększają zasoby cennego metalu. W 2015 roku zakupili go aż 6 ton, a w ubiegłym roku zapewne jeszcze więcej. Co istotne, Polaków nie zraża nawet stale rosnąca cena złota na światowych rynkach.

W tym samym czasie polskie władze, zamiast cieszyć się z roztropności obywateli stwarzają im kolejne przeszkody. Latem ubiegłego roku Narodowy Bank Polski, powołując się na rzekomą konieczność walki z przestępstwami gospodarczymi, wprowadził rejestrowany zakup złota. Choć obecnie wydaje się, że tego typu zarządzenie nie będzie miało bezpośredniego wpływu na bieżące wydarzenia, tworzy ono niebezpieczny schemat, który wcześniej już wielokrotnie służył do rekwizycji złota obywatelom. Tak właśnie postąpił Franklin Delano Roosevelt, który w 1933 roku nakazał oddanie państwu wszystkich zasobów szlachetnego metalu. Na podobny krok obecne władze z pewnością się nie zdecydują, lecz swoimi decyzjami sprawiają, że posiadając złoto, obywatel staje się dla państwa automatycznie podejrzany.

Choć polskie zasoby złota lokują nas na odległej 36. pozycji w światowym rankingu (między innymi za Rumunią czy Kazachstanem), na pocieszenie warto przytoczyć beznadziejne położenie Kanady. Tamtejsze władze ogłosiły w 2016 roku, że pozbyły się wszystkich posiadanych dotąd zasobów złota. Rządzone przez skrajnie lewicowego premiera Justina Trudeau państwo słynie ze wspierania radykalnych rozwiązań, lecz upłynnienie całych rezerw w samym środku współczesnej „gorączki złota” urasta do rangi szczególnie krótkowzrocznego kroku.

Jako bogatemu państwu, Kanadzie być może uda się w porę uzupełnić brak tak istotnego zasobu, lecz czy Polska będzie w stanie dotrzymać kroku w wielkim wyścigu?

Autor

Poprzedni artykułKasa jak za złoże
Następny artykułMilionerzy dzięki wojnie

Najnowsze