-1 C
Warszawa
piątek, 9 grudnia 2022
Advertisement

Lewandowski w gondoli

Koniecznie przeczytaj

Mazury cud natury”. To prawda. To też hasło przebiło się do powszechnej świadomości. Dziś lepsze by chyba było “Mazury czekają na cud”.

Interes Lewandowskiego, czy interes na Lewandowskiego? Twarz naszego najlepszego piłkarza wzbudza sympatię i zaufanie. Nazwisko otwiera większość drzwi w Polsce. A to nieocenione w biznesie. Robert Lewandowski zarabia na boisku, na reklamie.
Ma swój czas i chce maksymalnie wykorzystać popularność. Zarobione pieniądze inwestuje. Albo powierza innym do inwestowania. I tu już chyba traci kontrolę nad pomysłami, które promuje.

Złoty interes

Władze i radni mazurskiego Giżycka są w euforii. Spółka «Nowe Mazury 8» zgłosiła się z pomysłem na biznes przy miejskiej plaży i molo. To nic, że firma jest szerzej nieznana, choć z siedzibą w pobliskich Sterławkach. To nic, że przedstawiła plany wielomilionowej inwestycji, choć kapitał założycielski ma minimalny – 5 tysięcy złotych. Istotne jest to, że jednym z udziałowców jest Robert Lewandowski. On jest gwarantem sukcesu interesu i miasta. Nie ważne, że ma tylko 34 udziały na kwotę 1700 złotych. Ważna jest wizja i nazwisko jak magnes. To nazwisko ma przyciągać do knajpy. Tak, bo tym niesamowitym interesem ma być otwarcie restauracji. Na wodzie. Na Mazurach niezwykłe. Niezwykle też na początku oburzyły się władze miasta. Włodarze poczuli się mocno dotknięci. Spółka «Nowe Mazury 8» przedstawiła bowiem od razu plany inwestycji i wszelkie zezwolenia, w tym pozwolenie starosty na budowę. Niby profesjonalnie i normalnie, a jednak boli. Gdzie miejscowe konsultacje, spotkania… pieniądze? No właśnie restauracja ma pływać, ale z lądu też musi być jakieś wejście. W planach sprytnie zaprojektowano wiszący trap nad miejskim molem.
– Trudno sobie wyobrazić, żeby stosować jakieś preferencje, bo jakieś nazwisko jest lepsze lub gorsze. Tu w grę wchodził interes gminy – oznajmił miejscowej prasie burmistrz Wojciech Iwaszkiewicz i zaskarżył decyzję do wojewody. Spółka działała szybko. Przedstawiła wniosek o dzierżawę gruntu. Na nadzwyczajnej sesji na wynajęcie fragmentu mola zgodzili się ekspresowo giżyccy radni. To usunęło wszystkie przeszkody.

Biznes w dotacjach

Nie każdy przedsiębiorca może liczyć na taką sprawność władz miejskich. Wyjątkowe zrozumienie wywołała zapowiedź inwestora o konieczności złożenia wniosku do Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Wniosku o dotację, czyli tak naprawdę o budowę na kredyt. Termin aplikacji był bliski. Trzeba więc było działać szybko. W Giżycku potrafią. Dzięki dzierżawie miasto zarobi 25 tysięcy złotych rocznie za korzystanie z 39 m.kw. mola. Tyle, co za wynajęcie w Warszawie 2-pokojowego mieszkania i to z dala od centrum. Lepsze to jednak niż nic. Za budowlę na wodzie samorząd nie dostanie ani grosza. Tak zwany podatek denny nalicza i pobiera w imieniu państwa nowa instytucja – Wody Polskie. Według cennika za restaurację na wodzie należy się 5 złotych za metr kwadratowy rocznie lub o ile interpretacja działalności będzie mniej korzystna 8 złotych i 90 groszy. To przy planowanej powierzchni tysiąca metrów kwadratowych, w najgorszym przypadku, wynosi 8900 złotych rocznie. Wielokrotnie mniej niż za marną budę na pobliskiej miejskiej plaży płacą miejscowi restauratorzy.

Imponujący za to jest całkowity koszt inwestycji. Kompleks restauracji i przylegającego portu ma kosztować 25 milionów złotych. Z czego tylko 30 procent to pieniądze spółki. 70 procent ma być sfinansowane z unijnego programu Polska Wschodnia.

Bieda na piasku, kasa na wodzie

Przedstawiony projekt inwestycji zakłada postawienie na palach piętrowej budowli o wysokości 14 metrów. Z tarasu na piętrze będzie się rozpościerał zachwycający widok na jezioro Niegocin. Całość utrzymano w konwencji nowoczesnej architektury. Do restauracji ma przylegać elegancka marina z miejscami do cumowania dla klientów. Już można założyć, kim będą. Odpoczynek na Mazurach nie należy do tanich. Mało kogo stać na własny jacht. Ci, co odkładają na dwutygodniowy czarter, zapewne ominą tę przystań. Wydaje się, że z założenia to będzie miejsce dla elit finansowych. I też dla nich specjalne, światowe menu. Miasto niewiele skorzysta. Goście wyjdą ze swych jachtów wprost do restauracji. Zjedzą. Zapłacą. Odpłyną.

Aby inwestycja nie wyglądała zbyt elitarnie i aby nie przepadł wniosek o publiczne dofinansowanie, wymyślono coś dla ludu. Atrakcję. Przy restauracji ma cumować specjalnie sprowadzona łódź półpodwodna. Każdy, kto był w Turcji czy Egipcie, widział takie jednostki. Mają przezroczyste dno i wielkie szklane bulaje pod powierzchnią wody. Tam też pływanie na nich ma sens. Dość duża przejrzystość wody w ciepłych, słonych morzach pozwala na obserwowanie podwodnego życia.
Co innego w mazurskich jeziorach. Najlepsza przejrzystość jest zimą. Wtedy jednak nie da się pływać pod lodem. W najlepszym, ciepłym okresie wynosi około 2-3 metry. Po czym nagle spada poniżej metra. To zjawisko określane «kwitnieniem wody» pojawia się latem podczas upałów. Gwałtowny rozwój glonów i sinic czyni wodę mętną jak zupa. Nic nie widać. I tak jest do jesieni. Niestety. Stracone pieniądze. Lepiej, za darmo, poleżeć na piasku.

Mazurskie gondole

Podwodna podróż to mało. W zamyśle inwestorów biznes i Giżycko mają rozsławić gondole. Przy restauracji ma powstać keja ze sprowadzonymi z Włoch łodziami. Każdy będzie mógł taką łódź wynająć na romantyczny rejs z ukochaną i oczywiście z gondolierem. Na gondolach także mają być serwowane posiłki dla chętnych. To może być bardzo ciekawe i pouczające. Niegocin jest 7 co do wielkości jeziorem w Polsce. A przy tym ma kształt patelni. To sprawia, że nawet mały wiatr może spowodować dość dużą falę. Jedzenie w tych warunkach przypomina obiad w samolocie podczas turbulencji. A romantyzm zazwyczaj szybko pryska. Wydaje się, że to kolejny chwyt marketingowo-reklamowy mający ukazać niezwykłość projektu. Tylko że gondole na Mazurach zupełnie nie pasują. Nie ten klimat, nie ten krajobraz. Równie dobrze zaskakującą giżycką atrakcją mogłyby być łodzie wikingów lub chińskie dżonki. «Czegoś takiego na Warmii i Mazurach jeszcze nie było» pisze z zachwytem lokalna prasa. I bardzo dobrze, że nie było. No może z wyjątkiem nowej tradycji na Krutyni. Tam turystów wożą miejscowi pychówkami. Płaskodenne, rybackie łodzie wypełniają zachwyceni, najczęściej zagraniczni goście. Zachwyceni są przyrodą i talentem lokalnego gondoliera, który umila rejs, nucąc stare, mazurskie pieśni. Rzeka szemrze, aparaty strzelają, niesie się melodia «Hej sokoły!». Zawsze to powód, by nie skąpić tego euro napiwku. Cudo.

Czekając na cud

«Mazury cud natury». To prawda. To też hasło przebiło się do powszechnej świadomości. Dziś lepsze by chyba było «Mazury czekają na cud». Cud jest potrzebny, bo niedoinwestowany region żyje w dużej mierze z turystyki. A sezon jest bardzo krótki. Zazwyczaj trwa tylko trzy, góra cztery miesiące. Zbyt mało, aby zarobić na cały rok. Stąd potrzeba przyciągnięcia jak największej liczby gości. Samorządowcy liczą, że sprawi to legenda Lewandowskiego.
– Bez wątpienia to dobry argument do przekonania innych, żeby zainwestowali u nas. Na pewno wzrasta atrakcyjność miasta, a nawet całego regionu – twierdzi burmistrz Giżycka. Spółka «Nowe Mazury 8» dostała najwyższą liczbę punktów w konkursie o dofinansowanie. Budowa powinna się rozpocząć jeszcze w tym roku. Jak oświadcza prezes spółki – Robert Lewandowski bardzo lubi ten region i jest mocno mentalnie zaangażowany w ten projekt. Tylko czy zna jego szczegóły i ma świadomość, jak bardzo ryzykuje wizerunkowo. A o wizerunek dba dziś chyba najbardziej.

Autor

Poprzedni artykułŁotewska pralnia
Następny artykułCzy klienci zbojkotują Biedronki?

Najnowsze