22.2 C
Warszawa
niedziela, 3 lipca 2022

KNF na celowniku

Koniecznie przeczytaj

Prokuratura zbada, czy działania KNF w sprawie GetBack były zgodne z prawem.

Prokuratura Regionalna w Warszawie ma sprawdzić, czy urzędnicy Komisji Nadzoru Finansowego dopuścili się przestępstwa w związku z zaakceptowaniem prospektu emisyjnego GetBack w 2017 roku. Posłowie, którzy złożyli zawiadomienie w tej sprawie, przekonują, że urzędnicy mieli informacje o nieprawidłowościach oraz przygotowywanych w resorcie sprawiedliwości zmianach prawnych, które będą rzutować na funkcjonowanie spółki GetBack.

Gra polityczna?

O zbadanie działań KNF ws. Get- Back opozycja upominała się od miesięcy. Posłanka Paulina Hennig-Kloska, od której to zawiadomienie wpłynęło do prokuratury, nie ukrywała swojego zadowolenia z obrotu sytuacji.

– Cieszę się bardzo, że prokuratura przyjęła moje zawiadomienie i zbada, czy faktycznie w ogóle ten prospekt ( GetBack – red.) powinien zostać zaakceptowany – mówiła dziennikarzom Hennig-Kloska. Opozycja podejrzewa urzędników KNF o popełnienie przestępstwa z art. 231 Kodeksu Karnego (nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego). Oskarżenia wobec urzędników pojawiały się od początku afery GetBack, a ignorowanie zagrożeń stało się również tematem poruszanym w trakcie posiedzenia sejmowej komisji gospodarki. Posłowie chcieli deklaracji urzędników (m.in. KNF i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów) ws. anonimów, jakie trafi ły do nich i opisywały problemy i nieprawidłowości w Get- Back. „Donosy” miały być rozesłane pod koniec 2017 roku.

– Jeżeli to prawda, dlaczego nie wszczęto od ręki postępowania, bo dobrze wiemy, że kluczowa faza sprzedaży obligacji przypadła na pierwszy kwartał 2018 roku, więc gdyby wcześniej podjęto działania kontrolne, może nie doszłoby do ostatniej fali sprzedaży obligacji – pytała w trakcie posiedzenia komisji posłanka Hennig-Kloska. Fakt, że anonimowe donosy się pojawiły, potwierdziła wiceprezes UOKiK Dorota Karczewska.

– Tak, potwierdzam, pod koniec grudnia wpłynął anonim, ale ja z jego treści nie wyczytałam hasła „obligacje korporacyjne” – tłumaczyła się wiceprezes. Jednak pism od sygnalisty lub sygnalistów było więcej. „Gazeta Prawna” ujawniła, że listy trafiły również do Giełdy Papierów Wartościowych, służb specjalnych czy właśnie do KNF. Według dziennika anonimy wpływały do urzędników już 30 listopada 2017 roku. Miało się to zbiec w czasie z trwającą w KNF analizą dokumentacji windykatora oraz korespondencją, jaką urzędnicy wymieniali z Deloitte – audytorem spółki (szef KNF w rozmowie z „Gazetą Prawną” tłumaczył, że Nadzór przyglądał się GetBack od grudnia, jednak analizował tylko ogólnie dostępne dane).

– Sygnał ten zawierał ogólne informacje w zakresie ryzyk związanych z działalnością spółki i przedstawiał jedynie hipotezy w tym zakresie. Urząd KNF nie przekazywał przedmiotowego pisma do ABW, gdyż treść zawartych w nim informacji nie dawała podstaw do takiego działania – wyjaśniał rzecznik KNF Jacek Barszczewski w rozmowie z „Gazetą Prawną”. Z kolei wiceprezes UOKiK, w trakcie posiedzenia sejmowej komisji gospodarki zaznaczyła, że UOKiK zajmował się GetBack w zakresie jej działania jako windykatora. Według niej w anonimie, jaki trafił do Urzędu miało nie być informacji dotyczącej sprzedaży obligacji przez GetBack. Potwierdziła jednak, że w kontekście GetBack pojawiło się sformułowanie „piramida finansowa”. Posłowie-członkowie komisji byli zdania, że urzędnicy już po pierwszych sygnałach powinni dokładnie przyjrzeć się działalności windykatora i interweniować.

Przypomnijmy – akcje GetBack zadebiutowały na Giełdzie, w ramach pierwszej oferty publicznej, w lipcu 2017 roku. GPW, na wniosek KNF, zawiesiła obrót akcjami GetBack w kwietniu 2018 roku. Było to pokłosie zamieszania medialnego, gdy GetBack podał komunikat, jakoby prowadził negocjacje z PKO BP i Polskim Funduszem Rozwoju ws. finansowania o charakterze mieszanym kredytowo-inwestycyjnym w wysokości do 250 mln złotych. Zarówno PKO BP, jak i PFR zdementowały informacje, że takie rozmowy z Get- Back prowadzą. Dopiero wówczas do akcji wkroczył KNF, a rada nadzorcza windykatora odwołała prezesa ze skutkiem natychmiastowym.

Wielki szwindel?

Członkowie sejmowej komisji gospodarki podejrzewają, że za wejściem GetBack na giełdę od początku stały niecne zamiary.

– Tak naprawdę powątpiewamy, po dogłębnej analizie różnych kwestii prawnych, które opisane są w niniejszym zawiadomieniu, czy prawdziwym celem emisji nie było tak naprawdę wyprowadzenie z instytucji finansowych pod okiem KNF portfeli wierzytelności, które w krótkim okresie, po prostu straciły swoją wartość, w związku ze zmianami właśnie w Kodeksie cywilnym – wyjaśniała w ub. tygodniu posłanka Hennig-Kloska. Dotychczas w aferze GetBack zarzuty usłyszeli m.in. były prezes Konrad K. i współpracujący z nim Piotr B. Grozi im do 10 lat pozbawienia wolności.

– Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro poinformował, że, b. prezes GetBack Konrad K. usłyszał zarzuty: usiłowania wyłudzenia 250 mln złotych z Polskiego Funduszu Rozwoju w kwietniu 2018 roku, „wyrządzenia szkody majątkowej w wielkich rozmiarach” spółce GetBack w łącznej kwocie 23 mln złotych, z której ponad 15 mln złotych zostało przywłaszczonych przez podejrzanego, a także podania nieprawdy w raporcie giełdowym z 16 kwietnia 2018 roku. Z kolei Piotr B., jest podejrzany o działanie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i wyrządzenia tym szkody na kwotę co najmniej 7 mln złotych – wymieniała zarzuty dla zatrzymanych „Gazeta Prawna”.

Prokurator Marek Maksymowicz, zastępca prokuratora regionalnego w Warszawie poinformował w ub. tygodniu, iż złożone przez posłów zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych – urzędników Komisji Nadzoru Finansowego poprzez zaakceptowanie prospektu emisyjnego spółki GetBack, zostało dołączone do akt postępowania prowadzonego przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie.

Ofiary apelują do KNF

W poniedziałek 1 października w mediach ukazała się treść listu Stowarzyszenia Obligatariuszy Get- Back do prezesa KNF. Ofiary afery chcą, by Nadzór nie dopuścił do połączenia Idea Banku i Getin Noble Banku. Argumentem poszkodowanych jest to, że Idea była zaangażowana w sprzedawanie „trefnych inwestycji”, a połączenie się banków miałoby utrudnić im odzyskanie pieniędzy.

– W naszej ocenie istnieje bardzo duże ryzyko, że jeśli dojdzie do takiego połączenia, klienci Idea Bank, którzy w wyniku zbiegu szeregu nieprawidłowości, w tym prawdopodobnych przestępstw, stali się posiadaczami obligacji spółki Get- Back, mogą nie odzyskać swoich środków od Idea Banku. W wyniku fuzji aktywa Idea Banku zostaną przyjęte przez Getin Noble Bank, a po stronie spółki Idea Bank mogą pozostać tylko zobowiązania (przewidywane przez nas skutki) – przekonują sygnatariusze listu, twierdząc, że dzięki fuzji Idea odetnie się od ich roszczeń, a nawet w przypadku prawomocnych wyroków może nie mieć stosownych środków do wypłaty roszczeń.

– Niestety, istnieje duże ryzyko, że nawet jak prokuratura lub sąd w samodzielnym pozwie klienta unieważni taką umowę zakupu obligacji i zostanie wydany nakaz zwrotu środków przez Idea Bank, to po fuzji bank nie będzie mógł zrealizować takiego nakazu, ponieważ wszystkie aktywa mogą zostać wyprowadzone/ przeniesione do Getin Noble Bank – sugerują poszkodowani.

– Najpierw trzeba uregulować w całości sprawy finansowe z nami, klientami Idea Banku uwikłanymi w aferę GetBack przez bankierów, a potem można tworzyć fuzje – podkreślił prezes stowarzyszenia skupiającego poszkodowanych obligatariuszy. Jak poinformował portal Money.pl, szef KNF Marek Chrzanowski zapewnił, że poruszane przez poszkodowanych kwestie są w „kręgu stałego zainteresowania” jego urzędu, a wniosek o wydanie zezwolenia na połączenie obu banków nie wpłynął jeszcze do KNF.

Autor

Najnowsze