29.2 C
Warszawa
sobota, 25 czerwca 2022

Unia kontra Google

Koniecznie przeczytaj

Czy kolejne kary finansowe nakładane na amerykańskiego giganta zmuszą go do ograniczenia swojej działalności w Europie?

Aż 50 mln euro kary będzie musiał zapłacić Google za nieprzestrzeganie standardów wynikających z RODO. Karę na Amerykanów nałożył francuski odpowiednik urzędu ds. ochrony danych osobowych. To jednak dopiero początek, a kary, jakie mogą spaść na Google ze strony państw członkowskich Unii Europejskiej, mogą sięgać miliardów euro. Już teraz pojawiają się spekulacje, czy Google zdecyduje się zablokować na terenie Unii Europejskiej swoje Google News, z którym od lat walczą m.in. niemieccy wydawcy.

Noworoczna kara
W połowie stycznia francuska komisja ds. informatyki i wolności (CommissionNationale de l’Informatique et des Libertés) orzekła, że Google nie zastosowała się do przepisów General Data Protection Regulation (czyli RODO) w zakresie przejrzystości danych użytkowników udostępnianych reklamodawcom. Według Francuzów użytkownicy Google nie byli wystarczająco informowani co do danych, jakie firma zbierała i udostępniała w celach komercyjnych. Skarżącymi, na niestosowanie się giganta do obowiązujących przepisów, były organizacje non profit None of Your Business i La Quadraturedu Ne.

– Niezbędne informacje, takie jak: cele przetwarzania danych, okresy ich przechowywania lub kategorie danych osobowych wykorzystywanych do personalizacji reklam, są nadmiernie rozpowszechnione w wielu dokumentach, z przyciskami i linkami, których kliknięcie jest wymagane w celu uzyskania dodatkowych informacji – czytamy w uzasadnieniu grzywny. Nałożona na Google kara – 50 mln euro – jest najwyższa, jaka została zastosowana wobec nieprzestrzegających rozporządzenia o ochronie danych (RODO) od czasu wprowadzenia go w życie. Jeszcze pod koniec stycznia Google wydało komunikaty, w których odniosło się do kary. Według Amerykanów firma jest „głęboko zaangażowana w spełnianie oczekiwań i wymagań w zakresie RODO”. Jednocześnie poinformowano, że przedsiębiorstwo zamierza się odwołać od francuskiej decyzji. – Google ciężko pracował nad stworzeniem prostych i przejrzystych zasad mających zastosowanie przy kreowaniu spersonalizowanych reklam, które są zgodne z dyrektywą GDPR. […] Obawiamy się również tego, że orzeczenie to będzie mieć wpływ na wydawców, twórców oryginalnych treści oraz na firmy technologiczne, funkcjonujące zarówno w Europie, jak i poza nią. Biorąc to wszystko pod uwagę, postanowiliśmy natychmiast odwołać się od tego wyroku – przekonywał rzecznik Google.

Początek problemów?
Styczniowa kara nie była jednak najcięższą, jaka spotkała Google ze strony Europejczyków. Jeszcze w 2018 roku Komisja Europejska nałożyła na Amerykanów rekordową sumę 4,3 mld euro. Ta sankcja była z kolei wynikiem naruszenia prawa antymonopolowego. Był to też najwyższa w historii. Według Komisji Europejskiej Google wymuszał na producentach telefonów preinstalowanie swojego dodatkowego oprogramowania. Chodzi tu o urządzenia działające pod systemem operacyjnym Google Android i m.in. wyszukiwarkę Google, przeglądarkę internetową Google Chrome czy aplikacje takie jak YouTube, czy Mapy. Zdaniem Komisji Europejskiej zniechęca to konsumentów do szukania alternatyw i buduje monopol. Od tej kary Amerykanie również się odwołali i teraz sprawa trafiła do sądu pierwszej instancji w Luksemburgu. Kwestia oprogramowania na telefony komórkowe może zresztą okazać się dla Google kluczowa. Obecnie już ponad połowa globalnego ruchu w Internecie pochodzi z urządzeń mobilnych. A na nich króluje (ponad 80 proc.) system operacyjny Google. Do dominacji przyłożyli się też niezależni twórcy, którzy nierzadko pisali swoje programy z myślą o największych, doprowadzając do sytuacji, gdy okazujące się „hitem” aplikacje działały tylko na urządzeniach z systemem operacyjnym Google. Pokłosiem tego był drastyczny spadek zainteresowania urządzeniami, na których system Google nie był zainstalowany. To w efekcie doprowadziło do sytuacji, w której dziś na rynku telefonów komórkowych mamy do wyboru niemal wyłącznie urządzenia działające z systemem operacyjnym Google i bardzo drogie telefony Apple z iOS.

– Zdaniem Komisji Europejskiej praktyki giganta ograniczają możliwości tworzenia własnych systemów operacyjnych przez producentów smartfonów. Nie pozwalają im też na tworzenie własnych nieuzgodnionych z Google’em wersji Androida, co UE uważa za zachowanie ograniczające konkurencję na rynku. Google twierdzi, że chce jedynie zapewnić prawidłowe działanie swoich aplikacji na każdym telefonie z systemem Android. Zarzuty Komisji pośrednio potwierdzają dane rynkowe: w latach 2016–2017 inne mobilne systemy operacyjne poza Androidem i iOS-em już praktycznie nie istniały – informowała pod koniec lipca „Gazeta Wyborcza”. Co ciekawe – w niektórych państwach spoza Unii na Google wymuszono umożliwienie użytkownikom swobodnego wyboru np. wyszukiwarek na telefonach z systemem operacyjnym Android. W Rosji doprowadziło to do wzrostu popularności wyszukiwarki Yandex (z 34 proc. do 46 proc.).

Google szuka pomocy
Kolejną kwestią są przepisy dotyczące prawa autorskiego. Gdy wejdą w życie, za niestosowanie się do nich giganta czekają olbrzymie kary. Google jako właściciel największej i najpopularniejszej platformy video – YouTube ma kłopot. Firma staje bowiem przed zadaniem niemal niewykonalnym – tj. upilnowania, by żaden z jej użytkowników – niezależnych twórców, nie złamał prawa autorskiego. Stąd też wzmożona kampania giganta – z jednej strony informacyjno-motywująca dla twórców, którym daje się do zrozumienia, że w przypadku wejścia w życie nowych przepisów na platformie zostaną tylko ci, którzy dadzą Google gwarancję unikania procesów. To w praktyce doprowadzić może to wzrostu popularności agencji zrzeszających wybranych twórców, które na mocy podpisanych z Google umowami przejmą na siebie odpowiedzialność prawną za działania swoich podopiecznych. Z drugiej strony „konsumentów” bombarduje się filmami, które mają przekonać ich do wyrażenia sprzeciwu wobec nowelizacji prawa. Już dziś niektórzy eksperci przekonują, że najpewniej w tym roku Google zdecyduje się wyłączyć swoją usługę Google News na terenie całej Unii Europejskiej (wcześniej konflikt wydawców z Google doprowadził do wyłączenia tej usługi w Hiszpanii, a w ostatnim czasie na rozwiązanie nieprzychylnie patrzyli wydawcy niemieccy).

Kary za wycieki
Najbardziej zabójczymi dla Google mogą jednak okazać się kary za wycieki danych użytkowników. Tylko w grudniu rynkiem wstrząsnęła afera z luką, która pozwalała na nielegalne pozyskiwanie danych z Google+ – portalu społecznościowego Google. W związku z wyciekami danych na Google skargę zdecydowały się złożyć fundacje pozarządowe – w Polsce Fundacja Panoptykon, na której czele stoi Karolina Iwańska. Skarga Panoptykonu trafiła już do prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. – Na aukcje trafi a więcej danych, niż jest to potrzebne, by dopasować reklamę. Często są to dane wrażliwe, które można przetwarzać tylko w ściśle określonych przypadkach. Na podstawie lokalizacji, zapytań, które wpisujemy w wyszukiwarce, adresów stron, które odwiedzamy, historii naszych zakupów można wnioskować, na co chorujemy, jakie mamy poglądy polityczne, zainteresowania, nałogi i zaburzenia – czytamy w dokumencie.

Autor

Poprzedni artykułRozliczeniowa niemoc rządu
Następny artykułFiskus wszechmogący

Najnowsze