28.6 C
Warszawa
czwartek, 30 czerwca 2022

Co zrobi armia?

Koniecznie przeczytaj

Komu zależy na przejęciu władzy w Wenezueli i kontroli nad jej złożami ropy?

Na ulicach Wenezueli trwają demonstracje opozycji i zwolenników dotychczasowego prezydenta. Sporowi między szefem parlamentu Juanem Guaidói a Nicolasem Maduro bacznie przyglądają się inwestorzy z całego świata. Wenezuela ma bowiem największe złoża ropy na świecie (około jednej czwartej światowych zasobów). Czy do konfliktu włączy się wojsko i państwa ościenne?

Gorący styczeń
23 stycznia w trakcie demonstracji w stolicy Wenezueli Caracas przewodniczący parlamentu Juan Guaidó ogłosił, że przejmuje obowiązki głowy państwa. Według Guaidó i opozycji wybory z 2018 roku zostały sfałszowane. Poparcie dla Guaidó zadeklarował prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, a zaraz po nim przywódcy wielu państw Unii Europejskiej. W poniedziałek 4 lutego szef polskiego MSZ Jacek Czaputowicz poinformował, że Polska uznaje Guaidó za tymczasowego prezydenta Wenezueli. Na ten gest Guaidó zareagował osobiście – dziękując Polsce za pośrednictwem portalu społecznościowego Twitter. – Dziękuję polskiemu rządowi za wspieranie wszystkich Wenezuelczyków w walce, którą prowadzimy dla ratowania demokracji, wolności i sprawiedliwości dla naszego narodu – napisał na Twitterze Guaidó.

Jednak dotychczasowy prezydent Wenezueli Nicolás Maduro nie zamierza składać broni i również pozyskuje sojuszników. Maduro do 2013 roku był wiceprezydentem. Po śmierci Hugo Cháveza został tymczasowym prezydentem, a po wygranych wyborach prezydentem Wenezueli. W maju 2018 roku odbyły się wybory prezydenckie, w których ubiegający się o reelekcję Maduro (Zjednoczona Partia Socjalistyczna Wenezueli) zmierzył się z byłym wojskowym Henrim Falconem (Postępowa Awangarda). Wybory zbojkotowała część opozycji, a ich wynik, dający zwycięstwo Maduro, nie został uznany przez wiele państw. Gdy w styczniu doszło do oficjalnego zaprzysiężenia Maduro na drugą kadencję, opozycja wyszła na ulice Caracas. Na uroczystości nie przybyli przedstawiciele m.in. Stanów Zjednoczonych, a opozycja przekonywała, że rządy Maduro prowadzą do izolowania Wenezueli i są druzgocące dla gospodarki oraz odpowiedzialne za wysoką inflację. Wydarzenie zbojkotowała też Unia Europejska. – Kraje członkowskie Unii Europejskiej oraz jej instytucje tym razem nie były reprezentowane na uroczystości inwestytury prezydenta Maduro w Caracas. […] Daliśmy bardzo jasno do zrozumienia, że wybory prezydenckie nie były wolne ani sprawiedliwe – informowała rzeczniczka unijnej dyplomacji Maja Kocijanczicz, dodając, że Unia jest gotowa udzielić Wenezueli wsparcia w rozwiązaniu kryzysu.

Na uroczystości pojawił się za to wiceprezydent Turcji Fuat Oktay i delegacje rządowe kilkunastu innych państw. Z kolei pod koniec stycznia prezydenturę Maduro uznała Rosja. Kreml krytycznie odniósł się do deklaracji krajów Unii Europejskiej, które poparły i uznały za tymczasowego prezydenta JuanaGuaidó. – Narzucanie jakichkolwiek decyzji czy usiłowanie legitymizacji próby uzurpacji władzy stanowią, naszym zdaniem, bezpośrednią, jak i pośrednią ingerencję w sprawy wewnętrzne Wenezueli – powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, dodając, ż takie działania nie sprzyjają „pokojowemu, skutecznemu i sprawnemu uregulowaniu kryzysu”, który Wenezuelczycy „powinni przejść samodzielnie”.

Asy w taliach Według opozycji wybory z 2018 roku należy uznać za sfałszowane, ponieważ część przeciwników Maduro została pozbawiona praw wyborczych, a niektórzy nawet uwięzieni. Opozycjoniści wskazują też, że w ciągu ostatnich lat zlikwidowano wiele redakcji, nieprzychylnych wobec prezydenta. Ponadto Maduro miał de facto pozbawić kompetencji parlament, w którym to obecnie przewagę ma opozycja. Jego miejsce zastąpiło Narodowe Zgromadzenie Konstytucyjne. Po stronie Maduro opowiedział się Najwyższy Trybunał Sprawiedliwości. Jego przewodniczący – Maikel Moreno publicznie zamanifestował lojalność wobec prezydenta Maduro. Co więcej – w ostatnim czasie prezydent zyskał poparcie Chin i Iranu.

Wojskowe biznesy
W ostatnich dniach największe emocje wywołują spekulacje dotyczące postawy wojska. Prezydent Stanów Zjednoczonych ostrzegł Maduro przed użyciem siły wobec protestującej opozycji. Z kolei Unia Europejska oświadczyła, że „głos ludu” nie może być ignorowany. W odpowiedzi Maduro ogłosił zerwanie stosunków dyplomatycznych ze Stanami Zjednoczonymi. Natomiast minister obrony narodowej Wenezueli Vladimir Padrino López oskarżył opozycję, Stany Zjednoczone i ich sojuszników o próbę doprowadzenia do zamachu stanu. Przestrzegł też, że sytuacja może skończyć się wojną domową. – Wenezuelska armia odrzuca autoproklamację przewodniczącego parlamentu Juana Guaidóna tymczasowego prezydenta Wenezueli – zadeklarował Padrino López. – Rozpacz i nietolerancja podkopują pokój naszego narodu, a my, żołnierze ojczyzny, nie akceptujemy prezydenta narzuconego w cieniu mrocznych interesów lub samozwańczego, wbrew prawu. Wojsko broni naszej konstytucji i jest gwarantem narodowej suwerenności – dodał we wpisie na Twitterze szef wenezuelskiego MON. Niektórzy obserwatorzy wskazują, że poparcie wojska dla prezydenta to efekt systematycznego wkupywania się Maduro w łaski armii. Już dziś niemal połowa ministrów to wojskowi.

– Armia zarządza […] PDVSA, państwowym przedsiębiorstwem naftowym, które ma wyłączność na wydobycie ropy (Wenezuela ma jej największe zasoby na świecie) i generuje połowę PKB. Poza tym czynni i emerytowani wojskowi kierują kilkudziesięcioma spółkami mającymi uprzywilejowaną pozycję na ponad 20 rynkach – od górnictwa, przez produkcję stali, po towarzystwa ubezpieczeniowe. Ich firma, mająca wyłączność na produkcję odzieży dla armii, działa od trzech lat w stołecznym Forcie Tiuna (mieści Akademię Wojskową, przed laty Chávez był tu wykładowcą Padrino), gdzie wykorzystuje za darmo tamtejsze magazyny jako szwalnie oraz zakład butelkowania wody mineralnej – wyliczała „Gazeta Wyborcza”. Zgrzyt w armii nastąpił jednak dość szybko. Na początku lutego z frontu proprezydenckiego wyłamał się bowiem członek naczelnego dowództwa sił powietrznych – gen. Francisco Yanez. W sobotę 2 lutego gen. Yanez ogłosił, że uznaje Guaidóza tymczasowego prezydenta kraju. Wezwał też Wenezuelczyków do udziału w demonstracjach przeciwko prezydentowi Maduro. – Przejście do demokracji jest nieuchronne – stwierdził Yanez. Po tym wydarzeniu na twitterowym koncie Sił Lotniczych Wenezueli pojawiło się zdjęcie generała z napisem „zdrajca”.

Szansa na pokój?
W obliczu coraz większego chaosu prezydent Maduro zaproponował rozpisanie przedterminowych wyborów parlamentarnych. Według części opozycji nie jest to jednak przejaw dobrej woli lub ustępstwa. Przeciwnicy prezydenta podejrzewają, że planuje on sfałszować wybory tak, by w ich efekcie uzyskać większość w kontrolowanym obecnie przez opozycję parlamencie. Guaidó natomiast domaga się rozpisania przedterminowych wyborów prezydenckich. Część ekspertów wskazuje jednak, że sytuacja w Wenezueli nie zmieni się na korzyść mieszkańców, dopóki nie upora się ona z następstwami wieloletnich rządów lewicy. – Jednym z priorytetów samozwańczego prezydenta jest zwiększenie wydobycia ropy, znajdującego się dziś na najniższym poziomie od 70 lat. Bez miliardów ze sprzedaży czarnego złota nie da się odbudować gospodarki. Problem w tym, że infrastruktura naftowa pozostaje w fatalnym stanie – stare rurociągi pękają, szyby nie pracują. Państwowym koncernem naftowym PDVSA zarządzają ludzie wywodzący się z armii, którzy nie znają się na paliwowym biznesie – ocenił red. Jacek Pawlicki z „Newsweeka”.

 

Autor

Poprzedni artykułNowinkarski Lotos
Następny artykułIn Vino Veritas

Najnowsze