20.2 C
Warszawa
sobota, 2 lipca 2022

Wisła przeciera szlaki w crowdfundingu

Koniecznie przeczytaj

„Biała Gwiazda” sprzedała kibicom swoje akcje przez Internet.

W ślad za Wisłą pójdą inne zespoły na dorobku. Na „zachodzie” taki sposób finansowania klubów już nikogo nie dziwi.

Polska ekstraklasa widziała wiele klubowych wzlotów oraz upadków. Zarówno sportowych, jak i finansowych. Jednak to, co przytrafiło się Wiśle Kraków, nie ma precedensu w historii polskiego futbolu. I wcale nie chodzi o sposób, w jaki „Biała Gwiazda” stoczyła się na dno. Wszak niejeden zespół z „topu” stał się ofiarą zwykłych oszustów, liczących na wyciągnięcie forsy z klubowego konta. Chodzi raczej o drogę, która wyprowadziła Wisłę na prostą. A konkretnie o sposób, w jaki 13-krotny mistrz Polski zdołał podwyższyć swój kapitał i spłacić najpilniejsze długi. Krakowski klub wykorzystał do tego platformę crowdfundingową, na co nigdy wcześniej nie wpadła żadna instytucja sportowa znad Wisły. A przecież zadłużonych po uszy klubów u nas nie brakuje.

Efekt? W zaledwie 24 godziny 9 tysięcy kibiców nabyło akcje Wisły Kraków S.A. warte łącznie 4 mln zł. Finansowy respirator w postaci najnowszych technologii pozwolił Wiśle na przedłużenie licencji i dokończenie sezonu w ekstraklasie. Dotychczas akcje ratunkowe klubowych bankrutów przebiegały według jednego z dwóch scenariuszy. Albo zadłużano się w gminach (np. Ruch Chorzów, Śląsk Wrocław), albo w pomoc angażowano podejrzanych inwestorów (np. jeden z nich, chcąc wykupić akcje Wisły, posługiwał się podrobionym dowodem osobistym oraz sfałszowanymi gwarancjami kredytowymi). To dlatego internetową zbiórkę dla „Białej Gwiazdy” należy traktować jako przetarcie nieznanej dotąd ścieżki i jako drogowskaz dla pozostałych klubów na dorobku. Jak wynika z ustaleń „GF”, za Wisłą poszły inne zespoły, nie tylko piłkarskie. I dobrze, bo „na zachodzie” finansowanie sportu poprzez platformy crowdfundingowe już od dawna nikogo nie dziwi. Przeciwnie, jest to narzędzie, z którego korzystają poważne europejskie marki, zbierając w ten sposób pieniądze, chociażby na budowę ośrodków treningowych, albo klubowych muzeów.

Na czym to polega?
Wbrew pozorom crowdfunding nie jest instrumentem nowym, powstałym na fali XXI-wiecznej ekspansji nowych technologii. Sama idea alternatywnego finansowania i pierwsze tego typu platformy pojawiły się już w latach 90. ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych. Za symboliczny początek tego procesu uważa się tradycyjną zbiórkę pieniężną zorganizowaną przez klub muzyczny „Marillion” w celu sfinansowania tournée po USA. Powodzenie akcji zainspirowało młodych informatyków z Nowego Jorku do założenia pierwszego internetowego serwisu artistshare.net dedykowanego artystom z pomysłem, lecz bez pieniędzy. Na fali sukcesu tej platformy powstały kolejne serwisy, a wśród nich najsłynniejszy – indiegogo.com (2008 r.), wykorzystywanego głównie przez technologiczne start-up’y. Rok później uruchomiono popularnego Kickstartera, który w kilka lat zdominował amerykański rynek platform crowdunfingowych. W ciągu dekady serwis ten zrealizował ponad 110 tys. projektów na łączną kwotę ok. 2,5 mld dol., angażując w to blisko 11 mln internautów. Co w zamian za wsparcie otrzymują amatorzy inwestowania? To już zależy od pomysłowości autorów danego projektu oraz od wysokości wpłaconej kwoty. Najczęściej rekompensatą jest gotowy produkt (np. gra komputerowa lub nowoczesny gadżet). Zasada jest prosta: im więcej wpłacisz, tym więcej otrzymasz. Najhojniejsi internauci otrzymują z reguły darmowe wejściówki na eventy, bezpłatne abonamenty, mogą również liczyć na osobiste spotkanie z autorami projektu. A co jeśli pomysł nie wypali albo nie uda się zebrać założonej kwoty? Wówczas wpłacone pieniądze zostają zwrócone, przy czym niektóre platformy potrącają symboliczną prowizję od wkładów.

Crowdfunding w Polsce
W Polsce rynek crowdfundingu dopiero raczkuje, a świadomość społeczna o jego potencjale jest bardzo ograniczona. W dziedzinie tzw. alternatywnego finansowania dominuje kilka platform, takich jak: wspieram.to, polakpotrafi.pl oraz beesfund.com. Przy czym o ile dwa pierwsze serwisy w zamian za wsparcie oferują najczęściej świadczenia rzeczowe, o tyle użytkownicy beesfund.com wpłacając pieniądze, wykupują jednocześnie akcje danej spółki, zyskując prawo do udziału w dywidendzie. Jeżeli określony projekt podbije rynki, wówczas właściciel akcji zarobi dodatkowo na ich ewentualnej sprzedaży. Jak dotychczas platforma ta zebrała łącznie 17,7 mln zł od 14 tys. użytkowników, przyczyniając się w ten sposób do realizacji kilkudziesięciu projektów. Obecnie w serwisie beesfund.com trwa zbiórka dla znanej spółki OGON, działającej w branży testów genetycznych oraz biologii molekularnej. Pakiet dwóch akcji spółki można nabyć już od 82 zł, a w zamian inwestor otrzymuje tzw. Certyfikat Akcjonariusza, prawo udziału w dywidendzie oraz zaproszenie na Walne Zgromadzenia. Z kolei nabywając 110 akcji za co najmniej 4,5 tys. zł, uzyskuje się na 5 lat 15 proc. rabatu na raporty genetyczne.

Wisła przeciera szlaki
To właśnie platforma beesfund.com pomogła Wiśle Kraków w uniknięciu bankructwa. Pomysł wykorzystania alternatywnego finansowania zrodził się w głowie Jarosława Królewskiego, założyciela firmy Synrise, działającej w branży IT. Młody przedsiębiorca (31 l.) z Krakowa wspólnie z byłym współwłaścicielem Legii Warszawa Bogusławem Leśnodorskim oraz prezesem Wisły Rafałem Wisłockim przeprowadzili w mediach kampanię zachęcającą do zakupu klubowych koszulek, gadżetów oraz biletów na ligowe spotkania. Społeczny odzew przerósł ich oczekiwania i na jego fali postanowili zebrać dodatkowe miliony na platformie crowdfundingowej. Optymistycznie założyli, że w dwa tygodnie uda się zebrać 4 mln zł. Przeliczyli się, ponieważ wystarczyła do tego niecała doba od uruchomienia oferty sprzedaży akcji. W ten sposób 5 proc. udziałów w Wiśle Kraków trafiło w ręce 9 tys. kibiców w tempie, którego nie powstydziłaby się niejedna spółka notowana na GPW. Co ciekawe, gdyby nie limit 1 mln euro emisji publicznej bez prospektu, to w dwa tygodnie (jak pierwotnie założono) udałoby się uzbierać znacznie więcej. Przykład Wisły zainspirował inne klubu do szukania finansowania w podobny sposób. Jak wynika z ustaleń „GF”, jeden z zespołów ekstraklasy prowadzi rozmowy z beesfund.com na temat szczegółów sprzedaży akcji. Z kolei prezes serwisu, Arkadiusz Regiec, przyznał w rozmowie z Money.pl, że po sukcesie akcji crowdfundingowej w wykonaniu „Białej Gwiazdy” na platformę zgłosiło się ponad 20 instytucji sportowych, również z zagranicy, reprezentujących różne dyscypliny.

Na zachodzie to standard
To, co w Polsce traktuje się jako skok cywilizacyjny, na zachodzie Europy od dawna jest standardem. W 2012 roku były włoski piłkarz, grający m.in. w Chelsea Londyn (1996-99), założył crowdfundingowy serwis Tifosy.com przeznaczony do finansowania wyłącznie inicjatyw o charakterze sportowym, szczególnie klubów oraz wydarzeń piłkarskich. Co ciekawe, z platformy korzystają nie tylko kluby balansujące na granicy bankructwa, jak i te, które na brak pieniędzy narzekać nie mogą. Przykładem jest, chociażby angielski FC Portsmouth, który w 2014 roku w niespełna 3 miesiące zebrał na wspomnianej platformie 270 tys. funtów od 5,5 tysiąca kibiców i w ten sposób sfinansował budowę nowoczesnej akademii piłkarskiej. Jak do tej pory crowdfundingowy rekord należy do innego angielskiego klubu – Norwich City, który od 740 inwestorów uzbierał aż 5 mln funtów. W zamian kibice zainkasowali 8 proc. odsetek od wpłaconego kapitału, z czego 5 proc. otrzymali w gotówce, natomiast pozostałe 3 proc. w postaci rzeczowej (koszulki, gadżety, piłki, darmowe posiłki w klubowej stołówce) oraz w ramach rabatów na ligowe mecze. Ponadto nazwiska najhojniejszych inwestorów zostały wygrawerowane na specjalnej tablicy, umieszczonej w ośrodku treningowym pierwszego zespołu. Crowdfunding zyskuje na popularności również na południu Europy. Przykład? Chociażby włoska FC Parma, która dzięki Tifosy.com sfinansowała budowę klubowego muzeum „Crociato” wartego ok. 200 tys. euro.

Autor

Najnowsze