3.9 C
Warszawa
niedziela, 27 listopada 2022
Advertisement

Ze-Ukraina

Koniecznie przeczytaj

Co dalej?

Warszawa powinna przystąpić do zdecydowanej intensyfikacji dialogu z Ukrainą. Mamy wspólny interes wychodzący daleko poza sprzeciw wobec polityki energetycznej Rosji. Największym zagrożeniem jest nieobliczalność Moskwy. Jednostronne odmrożenie wojny w Donbasie może pokrzyżować najlepsze plany reform. Dlatego warto spojrzeć na Zełenskiego z nadzieją na przyszłość, odrzucając uproszczone stereotypy.

Zdecydowana większość polskich mediów przypięła Wołodymyrowi Zełenskiemu łatkę prorosyjską. Ostrożnie z prymitywnymi stereotypami! Ukraińska rzeczywistość wcale nie jest czarno-biała. Prezydent Zełenski będzie kreował politykę wobec Polski, a nie ma wątpliwości, że w naszych wzajemnych relacjach jest potrzebne nowe otwarcie.

Umarł „Poroch” niech żyje „Ze”!
Ukraińska ulica już dawno ochrzciła prezydencki wyścig Petro Poroszenki i Wołodymyra Zełenskiego starciem „Porocha” i „Ze”. Przydomek ostatniego skwapliwie podchwyciły media. Dziś mówią o Ze-Ukrainie i Ze-gospodarce, prognozując strategię nowej głowy państwa. No cóż, „Ze” może się kojarzyć z bohaterami filmowej sagi „Gwiezdne Wojny”, tym bardziej, że w satyrycznej działalności Zełenski często posługuje się konwencją fantasy. Tym razem jednak, mówiąc słowami klasyka, chodzi o oczywistą oczywistość, czyli przyszłość czterdziestomilionowego, europejskiego narodu. Dlatego medialne „Ze” można interpretować jako generalne zakłopotanie z wyników prezydenckiego wyścigu. A przecież, gdy jeszcze nikt nie brał kandydatury Zełenskiego poważnie, „Ukraińska Prawda”, przeczuwając niecodzienny finał, dokonała ważnego odkrycia. „Sztab Zełenskiego prowadzi niestandardową kampanię wyborczą, która zamiast procesu politycznego przypomina show w narodowej skali. Pomysł polega na tym, żeby informować wyborców o jej przebiegu w trybie online, posługując się sieciami społecznościowymi i wideo blogami”. Jak na poradziecką Europę było to śmiałe ale także ryzykowne zagranie. W siermiężnych realiach Ukrainy, a więc w kraju dziurawych dróg i ubóstwa na afrykańskim poziomie, wykorzystanie Internetu i mobilnych nośników komunikacji mogło zakończyć się klęską. Jednak „Ze” ma również głębsze źródło. Jest nim kompletny brak pewności, co do realnej polityki nowego prezydenta i to w każdym wymiarze. Od kwestii wewnętrznych i zagranicznych, po gospodarkę i finanse. Program wyborczy tak odbiegał od kanonów jego konkurentów, że najprościej mówiąc, powalał z nóg.

Wielki znak zapytania
Podobne wrażenie odnoszą europejskie i amerykańskie środki masowego przekazu. Według „Th e Financial Times” i „Th e Washington Post” wspólnym mianownikiem dla Zełenskiego jest wielki znak zapytania. Myślą przewodnią obu tytułów jest rzekomy populizm triumfatora wyborów, który wpisuje Zełenskiego w jeden szereg na przykład z Donaldem Trumpem. „Le Monde” dodaje: „Zwycięstwo nowicjusza na ukraińskiej scenie politycznej jest jak skok w nieznane. Zostawił za sobą wszystkich konkurentów, a mimo to jego plany skrywa zasłona tajemnicy”. Za podsumowanie zachodnich niepokojów należy uznać cytat z BBC: „Zełenski rzadko mówi, jak widzi swoją prezydenturę”. A więc dlaczego zwyciężył? Podczas debaty z urzędującym prezydentem na stadionie kijowskiego „Dynama” powiedział oponentowi: „Jestem Pana produktem panie Poroszenko” i dodał: „Jeszcze niedawno ja, prosty chłopak z Zaporoża nie myślałem o wejściu do polityki”. Z pewnością na sukcesie Zełenskiego zaważyło socjalne położenie obywateli. Jak zauważył „Der Spiegel”, satyrykowi udało się osiodłać nastroje wyborców zniechęconych do obecnych elit władzy. Zełenski dokonał niemożliwego, zjednoczył protestacyjny elektorat, bez względu na to, czy ten mówi po ukraińsku czy po rosyjsku. Jeśli chodzi o konkrety warto spojrzeć na badania ukraińskich ośrodków socjologicznych. Społeczeństwo chce znaczącego przyspieszenia reform zadeklarowanych na majdanie i obiecanych przez Poroszenko. Walka z korupcją, niezależność wymiaru sprawiedliwości, ochrona prywatnego biznesu, wreszcie udrożnienie systemu ochrony zdrowia i edukacji wszystkich szczebli. W dalszej kolejności znalazły się postulaty odejścia od surowej polityki finansowej narzuconej przez MFW, której przykładem jest nieustanny wzrost cen gazu i energii elektrycznej. Słowem Ukraińcy nie chcą już ponosić kosztów niezbędnych reform, które z powodu nieudolności oraz korupcji oligarchicznych elit zostały przerzucone na jego barki. Przecież uśredniona płaca wynosi 320 dolarów, co sytuuje Ukraińców za Mołdawianami uznawanymi do niedawna za najuboższą nację w Europie. Dlatego, jak mówi jeden z kijowskich politologów: „Ukraińcy nie chcą gonić polskiego poziomu życia przez następne 15 lat. Żądają natychmiastowej, radykalnej poprawy”.

Trzecia droga
Czy oznacza to, że Poroszenko zawiódł totalnie? Podczas wyborów 2014 r. uzyskał przecież 54 proc. głosów. W czasie jego prezydentury udało się powstrzymać rosyjską agresję. Poroszenko wzmocnił armię i był akuszerem niezależności narodowego kościoła prawosławnego od Moskwy. Przede wszystkim podpisał umowę stowarzyszeniową z Brukselą oraz przeforsował konstytucyjny zapis o dążeniu do pełnej integracji z UE i NATO. We wszystkich punktach znokautował Kreml, wyprowadzając Ukrainę z rosyjskiej strefy wpływów. Zarazem jednak pozostawił kraj w objęciach kleptokratycznych oligarchów i skorumpowanego aparatu władzy. Wiele z zadeklarowanych zmian zastopował w pół drogi lub w ogóle pozostawił na papierze. Podczas wyborów zapłacił za to ogromną cenę. Trzy lata temu opublikowałem artykuł, w którym zawarłem spostrzeżenie o ukraińskiej dyskusji na temat powrotu do trzeciej drogi. Definiując zjawisko jako symptom powiększającego się niezadowolenia z sytuacji wewnętrznej i międzynarodowej, uznałem pomysł za nietrafiony. Wówczas fundamentem dyskusji były sentymenty, jakby żywcem wyjęte z projektu Putina o mocarstwowej Rosji powstającej z kolan. Jeśli wschodnia ścieżka integracji grozi ponownym wchłonięciem w ZSRR-bis Putina, a droga do Europy jest długa i niepewna ze względu na różnice rozwojowe, może trzeba postawić na idee narodowe, wyrażone pretensjami do mocarstwowej Ukrainy z mocnym podtekstem historycznym, a nawet terytorialnym. W aspekcie społecznym celem było zjednoczenie Ukrainy, czego wyrazem byłoby nowe przywództwo. Do tej pory elity wschodu lub zachodu kraju zawłaszczały całą scenę polityczną kosztem interesów konkurencji. Jak się wydaje projekt odżył w osobie Zełenskiego, który wykorzystał protestacyjne, a więc antyelitarne nastroje Ukraińców. Z tym, że jego projekt nie wydaje się ani populistyczny, ani nacjonalistyczny, tylko na wskroś demokratyczny i wolnorynkowy.

Trzeba dodać, że „Ze” wykorzystał także zmęczenie wojną. To znaczy, dziś Ukraińcy tak samo mocno nie godzą się na aneksję Krymu i separację wschodnich obwodów. Z drugiej strony, po pięciu latach wojny nie wierzą w skuteczność militarnej konfrontacji z Rosją. Tak doszło do rewolucyjnej zmiany myślenia politycznego. Program Zełenskiego stawia na zjednoczenie wszystkich regionów i społeczeństwa pod sztandarem równości wobec prawa i walki z korupcją. Pomyślne rozwiązanie obu kwestii ma doprowadzić do szybkiego rozwoju gospodarczego, napływu zagranicznych kapitałów i inwestycji, a w konsekwencji do skokowego podwyższenia poziomu życia. Taki projekt nie mógł się nie spodobać, choć jego warunkiem jest zamrożenie wojny z Moskwą. Tylko do czasu, bo jak deklaruje nowy prezydent: „Nie ma mowy o handlu ludźmi i terytoriami”. Inaczej mówiąc, Kijów nigdy nie pogodzi się z utratą Krymu i nie uzna prorosyjskich marionetek rządzących oderwanymi regionami Donbasu. Gdzie w tym prorosyjskość? Ponadto sztab Zełenskiego, który nota bene składa się z osób o patriotycznej i prozachodniej orientacji zarazem, deklaruje marsz w kierunku UE i NATO, choć nie pod presją zewnętrzną, ani za wszelką cenę. Stanie się tak, gdy taką potrzebę uzna społeczeństwo w drodze referendum. A tak się stanie, gdy strategia koncentracji na wewnętrznym rozwoju uczyni Ukraińców zamożnymi, a więc zainteresowanymi euroatlantycką integracją gwarantującą obronę osiągniętego statusu. Jakie korzyści z nowego myślenia prezydenta o państwie i relacjach międzynarodowych może wyciągnąć Polska?

Ze-Warszawa
Nie trzeba być wnikliwym obserwatorem, aby dostrzec kryzys w stosunkach ukraińsko-polskich. U jego podstaw znalazł się konflikt polityk historycznych, tak silny, że doprowadził do wzajemnych retorsji. Na przykład w postaci zakazów badawczych, prawnych i symbolicznych wynikających z odmiennego interpretowania trudnej historii. Urazy polityczne oddziałują jednak na relacje społeczne. To paradoks, ale Polska w oczach Ukraińców ma dobrą opinię adwokata w UE i NATO, co odzwierciedla zresztą oficjalny slogan o strategicznym partnerstwie. W tym samym czasie 1,5 mln obywateli Ukrainy ratuje nasz rynek pracy, a więc wzrost gospodarczy. Jednak ponad 40 proc. Polaków ma do Ukrainy i jej mieszkańców negatywne nastawienie. Dane statystyczne zapożyczyłem od Ołeny Betlij, pracownika naukowego Akademii Kijowsko-Mohylańskiej. Nie ma na Ukrainie lepszej uczelni, a przy tym o prozachodniej i propolskiej orientacji. Betlij jest autorką głośnego artykułu o tym „jak rozbroić przeszłość” w relacjach ukraińsko-polskich. Trudno nie zgodzić się z tezą o tym, że aby pozostawić historykom badanie skomplikowanych pretensji, a więc Rzezi Wołyńskiej i zbrodni UPA, potrzebny jest obustronny impuls polityczny. Mówiąc wprost dialog muszą podjąć najwyższe instancje władzy, a nie siewcy burz, czyli IPN-y z Polski i Ukrainy. Niestety sztab Zełenskiego ograniczył się do ogólnikowego sformułowania o pozostawieniu historii jedynie naukowcom. Tyle że tak działo się w kampanii wyborczej, a więc podczas walki o głosy galicyjskiego elektoratu nacjonalistycznego. Po objęciu urzędowania, Zełenski nie będzie już skrępowany i może wpisać restart stosunków z Polską na listę sąsiedzkiej polityki odprężenia. W przeciwieństwie do relacji ukraińsko- węgierskich w naszych kontaktach sprawy nie zaszły tak daleko. Potrzebny jest tylko, lub aż, kompromis pomiędzy Kijowem i Warszawą. Do naszego prezydenta, jako naturalnego rozmówcy należy przekonanie ukraińskiego partnera o zyskach z nowego otwarcia. Musimy wykorzystać następujące fakty. Wbrew pozorom Ukraina nie ma dobrej prasy i opinii w Europie, która postrzega ją przez pryzmat uciążliwej ekonomicznie i militarnie konfrontacji z Rosją. Ponadto program zamrożenia konfliktu z Rosją może automatycznie zmienić podejście Waszyngtonu, który uzna, że różnorakie inwestycje w Ukrainę nie są tak opłacalne. Trzecim czynnikiem pozostaje Moskwa. Wbrew stereotypowi Zełenski nie jest ani dogodnym, ani pionkiem Putina. Choć kremlowskim hasłem ukraińskich wyborów prezydenckich było: każdy tylko nie Poroszenko, zyski z nowej głowy państwa mogą okazać się bardzo iluzoryczne na dłuższą metę. Wprawdzie Zełenski mówi dużo o dialogu z Putinem to stawia warunki jak poprzednik. Okazując gotowość rozmów stawia Moskwę w bardzo niedogodnej pozycji międzynarodowej. Strategicznie, każde powodzenie Zełenskiego w reformowaniu aparatu państwa, wymiaru sprawiedliwości, a szczególnie w likwidacji korupcji jest dla rosyjskich elit władzy zagrożeniem wręcz śmiertelnym.

Alternatywa dla polityki Kremla
Pokazuje Rosjanom realną alternatywę dla polityki Kremla, zaś ciosem miłosierdzia stanie się wzrost zamożności Ukraińców. Skutki dla stabilności putinowskiego systemu opartego na złodziejstwie i konsumpcji bogactwa przez wybranych mogą okazać się nieobliczalne. Z drugiej strony powodzenie planu wyborczego Zełenskiego jest szansą na zwiększenie polskiej obecności ekonomicznej na Ukrainie. Jeśli powstaną gwarancje prawne ochrony własności prywatnej, a więc inwestycji i kapitałów, droga przed naszym biznesem, od lat zainteresowanym tamtejszym rynkiem stanie nareszcie otworem. Natomiast patrząc z punktu widzenia nowej administracji Zełenskiego, nasze doświadczenia transformacyjne mogą okazać się wreszcie tak potrzebnym wsparciem w rozwoju i reformowaniu Ukrainy. Pamiętajmy, że mamy silny atut społeczny. To dobre doświadczenia półtoramilionowej rzeszy ukraińskich pracowników w Polsce. Jeszcze więcej można oczekiwać od tysięcy ukraińskich absolwentów polskich uczelni, którzy niebawem odegrają poważną rolę na styku biznesu, polityki i samorządności różnego szczebla. Musimy się jednak pospieszyć, bo własne listy zysków opracowują Niemcy i Francja. Niestety, podczas kampanii wyborczej i Poroszenko, i Zełenski pielgrzymowali do Paryża i Berlina, skrzętnie omijając sąsiedzką Warszawę. Tymczasem, jak twierdzi Ołena Betlij bez polskiego wsparcia Ukraina nigdy nie zakotwiczy się w Europie Środkowej, a więc ostatecznie nie zerwie geograficznego i cywilizacyjnego przekleństwa Rosji. Pewną szansą jest współdziałanie polsko- amerykańskie. Tak się składa, że jedną z koncepcji nowego prezydenta dla przełamania impasu w mińskich rokowaniach z Rosją jest rozszerzenie tzw. formatu normandzkiego o USA i Wielką Brytanię. Równoległa propozycja środkowoeuropejska, na przykład w ramach V-4 byłaby wskazanym uzupełnieniem i zachętą w relacjach polsko-ukraińskich. W każdy razie nad takimi inicjatywami integracyjnymi powinna obecnie pracować nasza dyplomacja, po to, aby przełamać impas blokujący obustronnie korzystną współpracę.

Wiele „ale”
Oczywiście to tylko założenia oparte na skąpych informacjach sztabu wyborczego Zełenskiego. Nie możemy zapominać o kluczowym fakcie. Powodzenie lub nie relacji Warszawy i Kijowa w podstawy sposób będzie zależało od rozwoju sytuacji na ukraińskiej scenie politycznej. Nowy prezydent nie ma własnego zaplecza politycznego, przynajmniej do czasu wyborów parlamentarnych zapowiedzianych na październik. Wtedy o wszystkim zadecydują wyniki partii Zełenskiego – „Sługa Narodu”. Być może będą potrzebne koalicje w Radzie Najwyższej, które, jak wiadomo, z praktyki są najbardziej kosztownymi kompromisami. Ponadto broni nie złożyli konkurenci z wyborów prezydenckich, na czele z Petro Poroszenko i Julią Tymoszenko. Oboje dysponują parlamentarnym zapleczem, a dotychczasowy prezydent nawet większością. W takiej sytuacji prawdopodobnym scenariuszem stanie się przegłosowanie zmian w konstytucji ograniczających prerogatywy prezydenta. Władzę wykonawczą zdominują szerokie uprawnienia szefa rządu, na stanowisko którego chrapkę ma zarówno Poroszenko, jak i Tymoszenko. Wreszcie nie wiadomo, jak zachowa się galicyjski klan władzy, który dotąd dominował w dyskursie ideologicznym i historycznym Ukrainy. Zełenski może zetknąć się już nie tylko z separatyzmem wschodnim, lecz także zachodnim. Dlatego po niedługim czasie zwyczajowej kwarantanny, która ujawni zespół doradców Zełenskiego oraz prawdziwe kierunki zmian i możliwości, Warszawa powinna przystąpić do zdecydowanej intensyfikacji dialogu z Ukrainą. Mamy wspólny interes wychodzący daleko poza sprzeciw wobec polityki energetycznej Rosji. Największym zagrożeniem jest nieobliczalność Moskwy. Jednostronne odmrożenie wojny w Donbasie może pokrzyżować najlepsze plany reform. Dlatego warto spojrzeć na Zełenskiego z nadzieją na przyszłość, odrzucając uproszczone stereotypy.

 

Autor

Poprzedni artykułLaskowa
Następny artykułSąd ustawia fiskusa do pionu

Najnowsze