20.2 C
Warszawa
sobota, 2 lipca 2022

Romans Macron-Putin

Koniecznie przeczytaj

Spotkanie prezydentów Francji i Rosji wywołało niemałe zamieszanie

Największy niepokój spowodował Emanuel Macron, deklarując potrzebę normalizacji stosunków z Moskwą i wieszcząc upadek zachodniej hegemonii w świecie. Czy należy się bać ostrego zwrotu Paryża w relacjach międzynarodowych z nieprzewidywalnymi konsekwencjami dla przyszłości Europy?

“Prezydent Francji uważa, że przyszła pora, aby Europa rozszerzyła relacje z Rosją”. Takim wnioskiem „The Washington Post” podsumował niedawny szczyt Macron–Putin. W ocenie amerykańskich mediów, celem dla którego francuski przywódca podejmował rosyjskiego odpowiednika w rezydencji Bregancon, pozostaje „utrzymanie Moskwy w zachodniej przestrzeni, a zarazem kontrola jej mocarstwowych ambicji”.

Francuski łącznik
Nie można pominąć interesów Paryża, który najwyraźniej szuka swojego miejsca w nowej konfiguracji stosunków międzynarodowych. Podczas corocznego spotkania z ambasadorami prezydenckie exposé ujawniło nowe postrzeganie roli Francji w świecie. Od sierpnia 2019 r. Francja widzi się jako „równoważące mocarstwo” pomiędzy Rosją i Zachodem na czele z USA, ale także pomiędzy USA i Iranem oraz wysokorozwiniętymi i ubogimi regionami świata. Tylko przyklasnąć! Nie jest odkryciem wyczerpanie formuły globalnego pokoju, która tak dobrze zdała egzamin podczas zimnej wojny, pozwalając zapobiec gorącemu konfliktowi. Każda inicjatywa wzmacniająca podmiotowość Unii i Sojuszu Północnoatlantyckiego, których Francja jest członkiem, uważając się wręcz za jeden z politycznych i militarnych filarów, jest korzystna dla Europy. Szczególnie na tle pogłębiającego się marazmu politycznego, a więc kryzysu przywództwa dotychczasowego lidera Niemiec. Nie bez znaczenia jest nieuchronny brexit, a tym bardziej transakcyjna polityka Waszyngtonu, którą wiele państw starej Unii uważa za szkodliwą dla Europy i spójności przestrzeni euroatlantyckiej.

Problem w tym, że jak pokazał dwustronny szczyt Macron–Putin, głównym adresatem nowej polityki Francji okazuje się Rosja, a nie USA oraz sojusznicy z NATO i Unii Europejskiej. Wyraz swojej dezaprobaty dał nasz minister spraw zagranicznych. Jacek Czaputowicz w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedział, że nie rozumie działań Francji, to jest dlaczego Paryż stawia na pierwszym miejscu relacje z państwami autorytarnymi. O takiej hierarchii świadczy decyzja Macrona o przyszłorocznej wizycie w Moskwie podczas obchodów sowieckiego zwycięstwa w II wojnie światowej. Tymczasem na tegorocznych obchodach wybuchu tej samej wojny w Polsce Pałac Elizejski będzie reprezentować urzędnik niższej rangi. Jak dodał Czaputowicz, niezrozumienie nie ogranicza się do sfery symbolicznej. Logiczne, że dla Polski kluczowymi partnerami są państwa UE i NATO, a nie antydemokratyczne reżimy. Tymczasem, podsumowując wyniki rozmów w Bregancon, Macron podkreślił: „Wypychanie Rosji z Europy jest wielkim błędem”, dodając: „wierzę w taką koncepcję, która uważa Rosję za integralną część Europy. Wierzę, że powinniśmy od nowa zbudować architekturę zaufania pomiędzy Europą i Rosją. W tym dziele Francja wypełni swoją misję do końca”. Aby zrozumieć słowa Macrona, trzeba ponownie odwołać się do jego międzynarodowego exposé. Prezydent uściślił, że izolacja Rosji po krymskiej aneksji, czyli napaści na Ukrainę była nie zwykłą, tylko strategiczną pomyłką. Co więcej, to „błędy i słabości” Europy leżą u podstaw obecnych sukcesów Rosji na arenie międzynarodowej i są źródłem aliansu Moskwy z Pekinem. Dla Macrona wnioski są oczywiste. Po pierwsze, „Nie leży w naszych interesach bycie winnym i słabym, dlatego należy zapomnieć o wszystkich nieporozumieniach (sic!) i ponownie się zjednoczyć”. Po drugie, „Kontynent europejski nigdy nie będzie stabilny, nigdy nie będzie bezpieczny, jeśli nie uspokoimy i nie wyjaśnimy naszych stosunków z Rosją”. Trudno, aby w takim spojrzeniu „The Washington Post” nie widział groźby aktywnego wpływu Francji na anulowanie antyrosyjskich sankcji UE. Co prawda Macron nie powiedział tego oficjalnie, ale dał jasny sygnał: „nowe sankcje nie leżą w naszych interesach”. Prezydent Francji, jak na liberalnego przywódcę, skarcił Putina za represje wobec opozycji i nieprzestrzeganie praw człowieka. Z tym, że wiele europejskich i amerykańskich tytułów jest zgodnych, prezydent Rosji odnosi się do Zachodu z ogromnym lekceważeniem, o Unii nawet nie wspominając. Bez wątpienia mają rację ponieważ to Moskwa jest i będzie głównym beneficjentem polityki Macrona, natomiast Europa najwięcej na niej straci. Nic dziwnego, że wokół rezultatów szczytu Paryż–Moskwa rozpoczęła się ostra polemika.

Nie umierać za Gdańsk
Niestety rozmowy francusko-rosyjskie to wyraz głębszej frustracji Pałacu Elizejskiego własną i globalną sytuacją międzynarodową. Kluczem do deszyfrażu jest przekonanie Macrona o zmierzchu zachodniej hegemonii. Warunki się zmieniają, jesteśmy świadkami narodzin nowych mocarstw. Chiny przesunęły się do pierwszego rzędu na światowej arenie, a Rosja odnosi oszałamiające sukcesy dzięki swojej asertywnej lub raczej agresywnej polityce. To kwestia czasu, gdy Europa, a więc i Francja, znajdzie się na stole globalnej gry jako karta o niskiej wartości. Pora na decyzje, które zapewnią Paryżowi inne, ważniejsze miejsce na arenie międzynarodowej. Doktor Frédéric Encel, ekspert geopolityki z Uniwersytetu Paryskiego VIII, ocenia wykładnię Macrona jako wyraz realizmu, choć dodaje, że wobec nadużywania tego pojęcia za rządów Charlesa de Gaulle i Françoisa Mitterranda woli określenie pragmatyzm. Encel nie zgadza się, że koncepcja Macrona tak globalnie, jak wobec Rosji, jest doraźnym, a więc powierzchownym rozwiązaniem i instrumentem bieżącej polityki w rodzaju reelekcji, czy zwiększenia osobistego autorytetu prezydenta, a takie opinie słychać także i w Polsce. Zdaniem eksperta, Macron jedynie odwzorowuje dokładnie obecną oraz przyszłą sytuację Europy, Rosji, USA i reszty świata, dlatego należy podejść do niego poważnie. Weźmy choćby Moskwę, która na skutek militarnego i geopolitycznego zaangażowania w różnych regionach, takich jak Europa, Bliski Wschód czy Afryka stała się graczem, bez udziału którego nawet USA nie są w stanie rozwiązać sytuacji konfliktowych lub kryzysowych. To nic, że Rosja sama zdestabilizowała uprzednio Syrię, Ukrainę czy obecnie Libię i Wenezuelę. Fakt pozostaje faktem, a strategia Macrona tylko wyciąga wnioski z zastanej rzeczywistości. Problem w kosztach zbliżenia francusko-rosyjskiego, które jest niczym innym, tylko próbą lawirowania europejskiego, a nie światowego mocarstwa, bo taki status ma Francja. Drugi problem, to kto je poniesie. Z punktu widzenia doświadczeń historycznych Polski, a chyba nie będzie przesadą, że całej Europy Środkowej, można odnieść wrażenie, że tak jak w 1939 r. Francja nie zamierza umierać za Gdańsk. Pałac Elizejski wchodzi wyraźnie na drogę Davida Chamberlaina, który ustępstwami zamierzał w pokojowy sposób pohamować apetyty Hitlera. Z taką tezą najwyraźniej zgadza się „Libération”. Francuski przecież tytuł ironizuje na temat, jak prezydent Putin odniósł się do gorących słów sympatii Macrona o europejskości Rosji. Przykłady mędrców oświecenia Woltera i Diderota kupionych przez carycę Katarzynę II czy polakożercy Dostojewskiego uznaje za mocno nietrafione. Romans Macron–Putin nazywa ciężkim przypadkiem „kremlinizmu”. Objawem zdurnienia kolejnego zachodniego polityka, który jest gotów zaprzeć się wartości, których broni w swoim kraju, ale z gotowością wybacza ich łamanie w Rosji. Zgadza się ze słowami putinowskiego ideologa Władysława Surkowa, który powiedział, że problemem dla Zachodu nie jest „mityczna” ingerencja Rosji we wszelkie możliwe akty wyborcze. Jest nim wpływ na światopogląd zachodnich polityków. Putin wszedł im do głów i nie wiedzą, co z tym zrobić. Niestety trudno o trafniejszą definicję politycznego idiotyzmu elit starej Unii na czele z Francją.

Kto zapłaci?
Pierwszym płatnikiem francuskiej polityki będzie Ukraina. Rozmowy w Bregancon w dużej mierze były poświęcone temu problemowi. Nawet konserwatywny „Le Figaro” nie wierzy w jakiekolwiek ustępstwa Kremla. Skoro agresja dotąd popłacała, a nieustępliwość wobec Zachodu prowadzi tylko do podziałów Unii, to kto wycofa się ze skutecznej strategii politycznej? Takie pytanie jest retoryczne. Oczywiście Putin mami Macrona drobnymi ustępstwami w rodzaju wymiany jeńców lub wznowienia Formatu Normandzkiego, co zdaniem Kremla pozwala na „coś w rodzaju ostrożnego optymizmu”. Fraza obiegła świat, Macron kąpie się w sławie twórcy pokoju, ale czy Putin odda Krym lub wycofa swoich najemników z Donbasu, dopuszczając do wyjścia Ukrainy ze swojej strefy wpływów? Wątpliwe. Kolejną ofiarą może być Europa Środkowa, a więc i Polska. Jak komentuje „Libération” nowa architektura bezpieczeństwa europejskiego Macrona, przewidująca włączenie Rosji, jest rozumiana w Moskwie jak powtórka planu Mołotowa z 1954 r. Jej osią pozostaje oparcie kontynentalnego bezpieczeństwa o siłę militarną Kremla, ale za cenę usunięcia z Europy armii amerykańskiej. „Moskwa od Mołotowa przez Gorbaczowa po Putina zawsze rozumiała wspólną przestrzeń od Lizbony po Ural jako przyłączenie Europy do Rosji, a nie odwrotnie”. Taką myśl poddał Macronowi Putin podczas Petersburskiego Forum Ekonomicznego w 2018 r. „Nie przeżywajcie (polityki transakcyjnej Trumpa). Pomożemy. Zapewnimy wasze bezpieczeństwo”, przypomniał „Libération”. Jeszcze groźniej brzmi uwaga francuskiego prezydenta o tym, że jego rosyjska polityka natrafia na opór sojuszników, którzy na ostracyzmie wobec Moskwy budują swoje interesy. Mimo że nie wymienił konkretnych nazw, nietrudno zgadnąć, że chodzi o kraje naszego regionu na czele z Polską. Pałac Elizejski jest jednak twardo przekonany o konieczności zbliżenia z Rosją bez względu na opinie, zagrożenia i historyczne doświadczenia Europy Środkowej. Jeśli dodać do tego frazę o tym, że Europy nie można przecież ograniczać do Zachodu, otrzymujemy zarys planu Ribbentrop–Mołotow w wersji 2.0. Wymarzona przez Rosję finlandyzacja dotknie całej Europy, pozbawionej amerykańskiego parasola militarnego. A jeśli miejsce USA zajmie Rosja, natychmiast rozciągnie hegemonię na zewnętrzny krąg imperium byłego ZSRR. W tym na Warszawę, Pragę, o Wilnie, Rydze i Tallinie nie wspominając.

To nie koniec potencjalnych korzyści Kremla. Najlepsze przed nami. Jak wiadomo, Rosja jest jądrowym gigantem i ekonomicznym karzełkiem. Sankcje robią swoje, rosyjski lud się burzy, a gospodarka jest w coraz większym dołku. Za to Putin zbudował od nowa armię. Służby specjalne represjonują społeczeństwo. Zaproponowany przez Francję alians z Europą jest dla Putina warty przemyślenia. Unia ma środki finansowe, technologie i przemysł, które po faktycznym podporządkowaniu posłużą Moskwie do modernizacji nowej euroazjatyckiej wspólnoty. Taki cel należy uznać za niezwykle atrakcyjny z punktu widzenia chronicznego zacofania Rosji i jej porażającej korupcji. A co z Brukselą? Spełniony romans Macron–Putin to, najprościej rzecz ujmując, koniec UE jaką znamy. Ambicje francuskiego prezydenta, aby koronować się imperatorem Europy, nie są nowe. Podobnie jak wyznaczyć Francji szczególną rolę na kontynencie. Zbliżenie z Rosją powiększa taki potencjał. Na korzyść Paryża gra polityczny kryzys w Niemczech połączony z gospodarczą stagnacją. Era Merkel dobiega końca, podobnie jak przyszłość rządzącej koalicji CDU/CSU/SPD. A wraz z nimi rosyjska polityka Berlina straciła na inicjatywności. Macron nie działa na pustym miejscu, zważywszy na jego propozycje integracji europejskiej według dwóch prędkości. Z tym, że do waśni o Europejskich Stanach Zjednoczonych i Europie Ojczyzn dojdzie ostry spór o politykę wobec Rosji, przyszłość sankcji i udział Moskwy w architekturze bezpieczeństwa. Czy będzie to ostatnia kropla, która rozsadzi i tak nadkruszoną skałę unijnej spójności, eliminując zarazem integralność NATO? To prawdziwy paradoks. Paryż gani Waszyngton za transakcyjną politykę, czyli przenoszenie ciężaru relacji międzynarodowych z płaszczyzny wielostronnej lub, jak mówią Rosjanie, blokowej na platformę dwustronną. Teraz Macron idzie śladem Trumpa, co jest tylko na rękę Putinowi. Rosja od dawna gra o destrukcję NATO i UE, wiążąc nadzieję z wpływem na świat poprzez udział w koncercie mocarstw. Uważa się za jedno z centrów siły, które będzie decydowało o losach innych. Za pomocą Francji oraz europejskiego potencjału gospodarczego ma poważne szanse na realizację swoich planów. Czy to możliwe? Emanuel Macron zdaje sobie sprawę, że jego romans z Putinem wywołuje ostry sprzeciw sojuszników z NATO i partnerów z UE. Dla bezpieczeństwa zastrzega, że jego strategia jest obliczona na dalszą perspektywę. Nie wyjaśnia, czy chodzi o następcę Putina, czy możliwość demokratyzacji Rosji. Jednak rosyjska opozycja uważa, że akurat robi wszystko, aby oddalić taką ewentualność. Wiele zależy od Niemiec, w których na pomysły Macrona nie ma zgody. Berlin zgodził się wprawdzie zainicjować wraz z Paryżem nowe otwarcie rozmów o Ukrainie. Z drugiej strony widać przypływ niemieckiej sympatii do Polski, Węgier i innych państw naszego regionu. Przed jaką alternatywą stanęłaby więc Polska, gdyby nie wybór opcji amerykańskiej? To proste. Powrót do rosyjskiej strefy wpływów z błogosławieństwa Paryża lub udział w Mittel Europe pod przywództwem Berlina. Natomiast Francja już jest wygrana. Nacisnęła Rosją „niemiecki pedał”, kto wie jakie integracyjne ustępstwa uzyska Macron od osłabionej Merkel. Innym tematem francusko-rosyjskiego szczytu była współpraca w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Co prawda Macron przyznał, że jego kraj odegrał główną rolę w destrukcji Libii, ale interesy gospodarcze biorą górę. Paryż jest zainteresowany stabilizacją libijskiego położenia, natomiast Rosja ma ku temu odpowiednie instrumenty. Czy z podobnych przyczyn obie strony zainicjowały w drugiej połowie września nowy format konsultacji 2+2? Wezmą w nich udział ministrowie spraw zagranicznych i obrony, a pierwsza sesja odbędzie się w Moskwie.

 

Autor

Poprzedni artykułNiemiecka zmiana
Następny artykułAlternatywa dla Google

Najnowsze