3.9 C
Warszawa
niedziela, 27 listopada 2022
Advertisement

Krach na rynku kart paliwowych

Koniecznie przeczytaj

Wyrok unijnego trybunału to cios dla firm płacących za paliwo kartami.

„Wydawanie kart paliwowych to usługa finansowa, która nie podlega podatkowi VAT” – orzekł TSUE.

Firmy udostępniające tzw. karty paliwowe oraz podmioty korzystające z tych produktów mają poważny problem, który może przewrócić do góry nogami biznesowy model takich przedsiębiorstw. Chodzi o wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z maja br. (C-235/18), w którym sędziowie stwierdzili, że zarówno te pierwsze firmy, jak i te drugie, nie mają prawa do odliczenia podatku VAT wynikającego z wydatków poniesionych na zakup paliwa. Dlaczego? Zdaniem TSUE nie dochodzi tutaj do dostawy towarów, a jedynie do świadczenia usług kredytowania, a te zaś są zwolnienie z podatku VAT. To z kolei oznacza brak możliwości odliczenia daniny. Skutki wyroku odczują zarówno emitenci kart paliwowych, jak i ich użytkownicy. Jedni i drudzy muszą zmienić zasady rozliczenia tego typu zakupów. Niewykluczony również, że fiskus będzie weryfikował „wstecz” rozliczenia firm i żądał od nich dopłaty zaległego podatku.

Cisza przed burzą
Wyrok TSUE dotyczy austriackiej spółki VEGA International oraz jej „córki” – VEGA Poland. Kierowcy (pracownicy) tej drugiej firmy nabywają na polskich stacjach paliwo, jednak nie płacą za nie od razu, ponieważ koncern wystawia zbiorczą fakturę za dany okres na spółkę-matkę. Ta zaś refakturuje koszty na „córkę”. Zakup paliwa na stacjach odbywa się zatem bezgotówkowo, przy użyciu specjalnych kart, wyemitowanych przez austriacką firmę na rzecz polskiej. Taki sposób rozliczeń ma wiele korzyści: po pierwsze, większa spółka może wynegocjować korzystniejszą cenę, a po drugie, pozwala to uniknąć wielu obowiązków księgowo-administracyjnych, ponieważ zamiast stosu faktur, wystawiana jest jedna, np. na koniec każdego miesiąca. Dodatkowo, podmiot korzystający z kart paliwowych może ustalić z ich emitentem korzystne dla siebie terminy płatności. Mało tego, jeżeli spółki dokonują między sobą więcej transakcji, to zapłata może nastąpić w formie kompensat lub potrąceń. Tak właśnie było w przypadku austriacko-polskiej grupy. Podobny mechanizm jest powszechnie stosowany np. przez firmy leasingowe, logistyczne lub podmioty udostępniające floty samochodów służbowych. Najpierw negocjują one warunki zakupu paliwa z koncernami, a następnie wydają karty swoim klientom. W tej łączonej transakcji wystawiane są dwie faktury: pierwsza przez stację paliw na rzecz np. firmy leasingowej, druga przez tę ostatnią na rzecz jej klientów. Do tej pory nie było wątpliwości, że odbiorcy takich faktur mają prawo do odliczenia podatku VAT. Transakcje były bowiem traktowane jako dostawa towaru (paliwa) podlegająca opodatkowaniu. Nie kwestionował tego zresztą fiskus; głosu w tej sprawie nie zabrało także ministerstwo finansów. Była to jednak cisza przed burzą.

Sprawa nie taka nowa
Pierwsze ciemne chmury nad użytkownikami kart zebrały się w 2012 roku, kiedy Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) orzekł, że tego typu transakcje nie podlegają opodatkowaniu VAT-em, ponieważ nie dochodzi do dostawy towarów, lecz do świadczenia usług finansowych, tj. kredytowania zakupu (sygn. akt I FSK 1177/11). Rozpatrując wówczas sprawę jednej z polskich spółek, NSA zainspirował się wyrokiem TSUE z 2003 roku, w którym unijny trybunał stwierdził, że leasingobiorca nabywający paliwo w imieniu leasingodawcy nie ma prawa do odliczenia VAT-u. Dwa lata później, w 2014 roku, NSA złagodził jednak swoje stanowisko, zwracając uwagę, że każdą sprawę trzeba rozpatrywać indywidualnie, uwzględniając warunki umowy pomiędzy koncernem paliwowym a emitentem kart (sygn. akt I FSK 1478/13). „Może się bowiem okazać, że wydawca karty ma istotny wpływ na cenę oraz inne elementy transakcji”, orzekł sąd. A jeżeli tak jest, to można uznać, że jednak dochodzi do dostawy towarów, bo gdyby nie rola emitenta, to finalny nabywca zakupiłby paliwo na zupełnie innych warunkach – argumentował NSA, który zdaniem ekspertów w dosyć zręczny sposób uchylił się od zajęcia jednoznacznego stanowiska. Przez trzy kolejne lata sprawa wisiała w powietrzu, a podatnicy korzystali z tego stanu rzeczy, odliczając VAT od zakupów paliwa. Dopiero w 2017 roku do problemu znów powrócił NSA, jednak zamiast rozstrzygnąć istotę zagadnienia, skierował w tej sprawie pytanie prejudycjalne do TSUE.

TSUE: to jest usługa finansowa
Na odpowiedź luksemburskiego trybunału trzeba było czekać aż do maja br. W omawianej sprawie TSUE zajął bardzo restrykcyjne wobec podatników stanowisko. Uznał bowiem, że zarówno emitent kart paliwowych, jak i ich użytkownicy, nie mają prawa do odliczenia podatku VAT. Sąd wykorzystał starą argumentację, sprowadzającą się do tego, że nie dochodzi do dostawy towarów, a jedynie do świadczenia usług finansowych, polegających na kredytowaniu zakupu paliwa (np. przez leasingodawcę na rzecz jego klientów). To o tyle istotne, ponieważ zgodnie z unijnymi oraz polskimi przepisami usługi finansowe nie podlegają podatkowi od towarów i usług (art. 43 ustawy o VAT). Tym samym podatnicy nabywający usługi (lub towary) wyłączone z opodatkowania, nie mogą odliczać daniny z otrzymanej faktury. TSUE stwierdził, że wystawca kart w żadnym momencie transakcji nie dysponuje towarem jako właściciel i zasadniczo nie ma wpływu na to, na której stacji zatankuje dany kierowca. Jego rola sprowadza się jedynie do pośrednictwa i sfinansowania transakcji. Tym samym, emitent nabywa paliwo od koncernów w celu świadczenia usług finansowych, zatem sam też nie może odliczyć VAT-u. Sąd zauważył, że Vega International „działa w tym zakresie jak zwykła instytucja finansowa”, nie zaś jako dostawca konkretnego towaru.

Stanowisko TSUE może okazać się zabójcze dla wystawców i użytkowników kart. Skutki wyroku najmocniej odczują firmy posiadającą liczną flotę samochodów służbowych, leasingodawcy oraz przedsiębiorstwa logistyczne. Zasadniczo mają one tylko jedno wyjście: nie odliczać VAT-u, jeżeli nie chcą narazić się fiskusowi. Mogą jednak zaryzykować i zmienić umowy z koncernami paliwowymi w taki sposób, by wynikało z nich, że mają istotny wpływ na elementy transakcji oraz że są jedną ze stron obrotu. W orzecznictwie już dawno przyjęło się uważać, że dostawca towaru nie musi nim fizycznie dysponować, wystarczy jedynie, że w łańcuchu transakcji odgrywa taką rolę. Jeżeli zatem z umów będzie wynikało, że emitent karty ma wpływ np. na cenę i ilość paliwa oraz inne parametry transakcji, wówczas będzie to istotny argument za odliczaniem VAT-u.

Z drugiej strony…
Nie ulega wątpliwości, że brak możliwości odliczenia daniny od zakupionego paliwa w negatywny sposób wpłynie na płynność finansową firm. Na sprawę można jednak spojrzeć również w pozytywny sposób. Dlaczego? Otóż podatek VAT w części, w jakiej nie podlega odliczeniu, może stanowić koszt podatkowy. Zasada jest taka, że do kosztów wrzuca się tylko kwotę netto wykazaną na fakturze. Jeżeli jednak podatnik nie może odliczyć podatku (np. gdy nabywa usługę/ towar niepodlegające opodatkowaniu), wówczas kwota daniny stanowi jego koszt. Zatem negatywne skutki w podatku VAT zostaną w pewien sposób zrekompensowane w podatku dochodowym. Niestety wyrok TSUE może zostać bezwzględnie wykorzystany przez aparat skarbowy, który na bieżąco śledzi orzecznictwo unijnego trybunału i wykorzystuje korzystne dla siebie wyroki. Niewykluczone, że fiskus skontroluje nie tylko bieżące rozliczenia firm, lecz również te z przeszłości, nawet do 5 lat wstecz. W sukurs skarbówce może przyjść resort finansów, który niejednokrotnie po ważnym wyroku unijnego sądu publikował interpretację ogólną, stanowiącą oręż fiskusa w walce z podatnikami.

 

Autor

Poprzedni artykułAustriacki reset
Następny artykułUwaga na oszustów!

Najnowsze