9.8 C
Warszawa
poniedziałek, 3 października 2022

Złoty strzał w dziesiątkę

Koniecznie przeczytaj

NBP kupił złoto

Narodowy Bank Polski zakupił w czerwcu 100 ton złota. To najlepsza od lat decyzja polskiego banku centralnego.

Prezes NBP Adam Glapiński podjął decyzję odważną, gdyż na zakup cennego kruszcu przeznaczono aż 4 mld dolarów, czyli ok. 15,2 mld zł. Dla porównania roczny koszt sztandarowego programu socjalnego Prawa i Sprawiedliwości 500 plus wynosić będzie w 2019 roku prawie dwa razy tyle (31 mld zł). Krytycy partii rządzącej mogliby stwierdzić, że środki z transferów socjalnych można by od samego początku przeznaczać na zakup złota, lecz faktem pozostaje to, że w najnowszej historii Polski jeszcze nikt nie zwiększył rezerw złota w tak dużym zakresie. Do tej pory rekord należał do Hanny Gronkiewicz-Walt, która pełniąc obowiązki prezesa banku centralnego w 1998 roku zakupiła 70 ton złota, korzystając z relatywnie niskiej ceny.

Odwrócenie niepokojącego trendu
Późniejsi zarządcy Narodowego Banku Polskiego najczęściej nie widzieli praktycznie żadnej potrzeby zasilenia skarbca twardymi środkami rezerwowymi. Najczęściej uważano, że odpowiednim zabezpieczeniem na wypadek kryzysu jest posiadanie papierów wartościowych denominowanych w najbardziej popularnych walutach rezerwowych, emitowanych w Nowym Jorku czy też Frankfurcie nad Menem. Trend ten zmienił po wielu latach Adam Glapiński, kupując latem ubiegłego roku 12,5 ton złota. Wtedy jednak wydawało się, że zakup ten był jedynie zabiegiem doraźnym, nie powiązanym z żadną głębszą strategią zmiany struktury posiadanych rezerw. Na rzecz takiej tezy świadczyły chociażby wypowiedzi członka zarządu NBP i byłego ministra finansów, Pawła Szałamachy, który studził entuzjazm związany z nabywaniem kruszców i przekonywał, że rola złota w kontekście strategii polskiego banku centralnego jest mocno ograniczona.

Zakup 100 ton złota trudno więc rozpatrywać w innych kategoriach niż właśnie miłej niespodzianki. Do dokonania takiego ruchu bank centralny zachęcił zapewne fakt, że w ostatnim czasie odnotowano bardzo dobrą dynamikę przyrostu aktywów rezerwowych. W okresie między majem i czerwcem tego roku przybyło ich aż ponad 4 mld dolarów. Warto dodać, że wydatek rzędu 4 mld dolarów nie stanowi w tym momencie dla NBP zbyt wielkiego ciężaru, gdyż łącznie rezerwy wynoszą ponad 456 mld zł. Potencjalnie Polska może więc jeszcze nabyć dużo więcej złota, nie nadwyrężając przy tym podstaw swojego bezpieczeństwa finansowego. Doceniając fakt, że prezes Glapiński wyrwał Polskę ze stanu strategicznego letargu warto przypomnieć, że polskie państwo zdecydowanie zostało w blokach startowych. Globalny wyścig o złoto trwa na dobre co najmniej od 9 lat. Od czasów ostatniego kryzysu finansowego państwa na całym świecie poszukują zdecydowanie lepszego zabezpieczenia dla własnych gospodarek, dlatego kupują złoto w coraz większych ilościach. W minionym roku banki centralne z całego globu kupiły łącznie aż 651 ton złota, co stanowi rekord od czasu, gdy prezydent Richard Nixon zamknął „złote okno”, zrywając powiązanie między walutą papierową a cennym kruszcem. Nabywając aż 100 ton złota, Polska przyłączyła się wreszcie z bardzo dużym impetem do ogólnoświatowego trendu, przyciągając uwagę inwestorów na całym świecie.

Powrót do Polski
Złotym zakupom przeprowadzonym przez NBP ma dodatkowo towarzyszyć akcja repatriacji polskiego złota, które do tej pory przebywa głównie w Londynie. Jak tłumaczy prezes Glapiński, zabieg ten wychodzi naprzeciwko oczekiwaniom polskiego społeczeństwa. Rzecz jasna, dotyczy to jedynie części zasobów, niemniej jednak sama ta decyzja pokazuje wyraźnie, że złoto ma być traktowane jako zasób o strategicznym znaczeniu, a nie jako zasób przeznaczony do szybkiego upłynnienia. Repatriacja złota nie jest zresztą czymś odosobnionym we współczesnym świecie. Po wielu dekadach zmniejszonego zainteresowania kruszcem możemy obecnie zaobserwować zwiększone wysiłki na rzecz sprowadzania go na terytorium poszczególnych krajów. Tak uczyniły m.in. Niemcy, Węgry, Austria czy Holandia. Krajom tym nikt nie zarzuca nadmiernej zapobiegliwości w zakresie dbałości o własne bezpieczeństwo finansowe, dlatego decyzję NBP należy uznać za jak najbardziej słuszną.

Dokonane właśnie zakupy sprawiły, że Polska awansowała o sześć lokat w globalnym rankingu państw posiadających największe rezerwy złota. Z 228,6 tonami kruszcu polskie państwo nie może się jeszcze wprawdzie równać do światowych potęg (takich jak USA, Niemcy czy Chiny), lecz prezentuje się całkiem nieźle na tle krajów o zbliżonym potencjale. Innymi słowy, polskie zasoby złota wreszcie przestały być zatrważająco małe i coraz bardziej odpowiadają aspiracjom polskiego państwa. Inwestycja w złoto ma w chwili obecnej sens tym bardziej, że lokowanie przez Narodowy Bank Polski środków w obligacje obcych państw coraz bardziej traci rację bytu ze względu na ich znikomą rentowność. Złoto jest mniej stabilne pod względem ceny, lecz jako takie stanowi bardzo perspektywiczny przedmiot inwestycji. Na rzecz takiej tezy świadczy bez wątpienia chociażby fakt, że w globalnej strukturze handlowo-finansowej dochodzi do coraz bardziej dynamicznych przeobrażeń. Trwająca od wielu miesięcy wojna handlowo-technologiczna Stanów Zjednoczonych z Chinami przyczynia się do erozji obecnego systemu opartego na dominacji dolara. Kraje dążące najsilniej do zakwestionowania politycznego status quo są jednocześnie tymi, które wykazują duże zainteresowanie złotem i wprowadzeniem nowej waluty rezerwowej. Polska zwyczajnie nie może pozwolić sobie na to, aby nie być przygotowaną na szykujące się nowe rozdanie, w którym obecna struktura rezerw dewizowych może okazać się zwyczajnie zawodna.

Bezpieczna przystań
Zwiększenie rezerw złota może w dłuższej perspektywie przynieść polskiej gospodarce niemałe korzyści. Nasza waluta może być postrzegana jako posiadająca bardziej zdywersyfikowane zabezpieczenie, co powinno przełożyć się na jej siłę. Polski bank centralny wysyła w świat mocny sygnał, który z pewnością zostanie zauważony. Po latach zastoju Polska włącza się do ważnej rozgrywki, choć czeka ją jeszcze wiele pracy. W ostatnim czasie wokół zarządzanego przez Adama Glapińskiego Narodowego Banku Polski zbierały się coraz gęstsze chmury. Wpływ na to miała m.in. kwestia niezwykle wysokich wynagrodzeń pobieranych przez jego asystentki, a ostatnio także rosnące szybciej niż pierwotnie zakładano ceny. Nabycie 100 ton złota może jednak pomóc przezwyciężyć te trudności i odwrócić uwagę krytyków. Glapiński ma bowiem szansę przejść do historii jako osoba, która doprowadziła niemal do podwojenia polskich zasobów złota. Takie rzeczy nie dzieją się co dzień. Wypada tylko mieć nadzieję, że NBP nie spocznie na laurach i nie zatrzyma się na obecnym poziomie rezerw złota. W ciągu ostatnich pięciu lat polskie rezerwy dewizowe wzrosły o ok. 30 mld euro, dlatego władze banku centralnego mają wciąż dużą przestrzeń do działania. W światowej gospodarce panuje wciąż bardzo dobra koniunktura, która jednak niedługo może się skończyć. Wtedy inwestorzy mogą szukać schronienia w dobrze zabezpieczonych walutach. Oby Polska mogła wtedy wystąpić w roli jednej z nielicznych bezpiecznych przystani.

 

Autor

Poprzedni artykułUbezpieczony jak rolnik
Następny artykułŚmierć legendy

Najnowsze