20.2 C
Warszawa
sobota, 2 lipca 2022

Mafia w natarciu

Koniecznie przeczytaj

Terroryzm, Rosja, a może nielegalna imigracja?

Nie, największym zagrożeniem dla Unii Europejskiej jest mafia. Głównymi frontami, na których przebiega walka ze zorganizowaną przestępczością są Niemcy, Włochy i Hiszpania, co nie znaczy, że inne kraje, w tym Polska, są bezpieczne.

Jak raportuje Europol, „największym zagrożeniem europejskiego bezpieczeństwa jest międzynarodowa przestępczość, a nie terroryzm lub nielegalna imigracja”. Zgodnie z danymi policyjnymi, największymi graczami na unijnym rynku kryminalnym są: mafia włoska, gangi motocyklowe, ale przede wszystkim bandyci ze wschodniej Europy. Jednak w podział stref wpływów coraz aktywniej włączają się afrykańskie grupy przestępcze. Najbardziej niepokoją metody działania. Krwawe porachunki o opanowanie danego kraju lub miasta zastąpiło zgodne współdziałanie. Niemiecki dziennikarz, autor wielu artykułów poświęconych problematyce kryminalnej Jürgen Rot (nie mylić z aferzystą Rothem), mówi: „Euromafia nie jest monolitem ze ścisłą hierarchią i organizacją. To raczej konfederacja etnicznych grup i gangów współpracujących dla zysku ekonomicznego. Ma sieciową strukturę rozgraniczonych stref wpływów, które jednak ściśle ze sobą kooperują, lecz nie są kierowane przez jedno centrum”. A jest na czym zarabiać, bo jak szacuje Europol, roczne dochody unijnej przestępczości sięgają nawet 110 mld euro, czyli ok. jednego procenta europejskiego PKB. Nie brak jednak szacunków potrajających mafijne pieniądze.

Z kolei według organizacji „Transcrime” (think tanku Katolickiego Uniwersytetu Sacro Cuore w Mediolanie) Unię Europejską opanowało 5 tys. etnicznych grup przestępczych. Tylko handel narkotykami ma przynosić 28 mld euro rocznie, a na kolejnych miejscach uplasowały się: niewolnictwo XXI w., cyberprzestępczość, kontrabanda papierosów oraz alkoholu, hazard, prostytucja i przemyt broni. Dlatego według Europejskiego Centrum ds. Przestępczości Zorganizowanej: „Mafia jest obecnie największym ryzykiem wewnętrznego, w tym gospodarczego i finansowego bezpieczeństwa na naszym kontynencie”. Dowody? W Szwecji, idyllicznej krainie opieki socjalnej i Mekce ekonomicznych imigrantów, bombowe zamachy stały się codziennością. Jak informuje Sverige Radio tylko w pierwszym półroczu 2019 r. doszło do 50 ulicznych wybuchów. Na przykład 8 czerwca spokojnym miasteczkiem akademickim Linkoping na południu Szwecji wstrząsnęła detonacja, która raniła 25 osób i uszkodziła 250 mieszkań. „To niewiarygodne, że nikt nie zginął”, wyraził zdziwienie rzecznik lokalnych służb ratunkowych.

A co powiedzieć o Goeteborgu lub Malmö, w których tygodniowo dochodziło do trzech zamachów bombowych? Co więcej, spokojne dotychczas ulice szwedzkich miast zamieniły się w westernowe plenery. W 2018 r. doszło na nich do 45 strzelanin z ofiarami śmiertelnymi. Policja długo była bezradna, nie wiedząc komu przypisać falę terroru: islamskim radykałom czy rodzimym neofaszystom. Rozwiązanie okazało się prostsze. Krwawe porachunki były dziełem kryminalnych grup dzielących nową kolonię. Szkopuł w tym, że europejskie mafie traktowały dotąd szwedzką neutralność poważnie, wykorzystując jej terytorium jako bazę wypoczynkową i negocjacyjną. Wszystko zmieniło się wraz z przybyciem afrykańskich i azjatyckich imigrantów, którzy naruszyli spokój i rozpoczęli wojnę między sobą. Walki są tak intensywne, że rząd w Sztokholmie był zmuszony proklamować „dynamitową amnestię”, zachęcając wszystkich posiadaczy materiałów wybuchowych do ich przekazania państwu. W przypadku Szwecji i UE można zatem użyć parafrazy naszego przysłowia: mądry Europejczyk po szkodzie.

„Gdy uganialiśmy się za terrorystami i wyłapywaliśmy fałszywych azylantów, kryminaliści wyszli z cienia. Obecnie jedynym ratunkiem jest zacieśnienie współpracy transgranicznej” – tak brzmi wniosek tegorocznej analizy Interpolu. Eksperci Międzynarodowej Organizacji Policji, zrzeszającej 194 kraje świata, radzą: „Aby zablokować zorganizowaną przestępczość, konieczna jest współpraca na szczeblu międzynarodowym, ponieważ kryminaliści już dawno wpadli na ten sam pomysł”. Niestety, wspólnym mianownikiem przestępców w całej Europie jest niezwykła brutalność, która przewyższa skłonność do przemocy, do jakiej przywykliśmy w XX w. Jak wygląda podział sfer wpływów i geografia etnicznych gangów?

Kryminalna mapa
Generał włoskich karabinierów, a zarazem szef DIA (Dyrekcja do walki z mafią), słynny Giuseppe Governale podkreśla: „Wprawdzie sycylijska Cosa Nostra, neapolitańska Camorra i kalabryjska Ndrangheta nadal dzierżą palmę pierwszeństwa w Europie, ale w basenie Morza Śródziemnego po piętach depcze im nigeryjski odpowiednik”. To jedna z najpotężniejszych mafii afrykańskich, a zarazem największych organizacji kryminalnych świata, której macki sięgają 80 państw, głównie za sprawą procesów migracyjnych. Governale podkreśla, że Nigeryjczycy są bardziej nieprzewidywalni i brutalni od „chłopców z ferajny” Palermo czy Neapolu. Cosa Nera (Czarna Mafia) kontroluje już Turyn, a mackami sięga do Wenecji, rekrutując nowych „żołnierzy” w licznych ośrodkach dla uchodźców. Raport DIA z 2018 r. podkreślił: „Pomiędzy falą nielegalnej migracji i wzrostem siły afrykańskiej mafii istnieje bezpośredni związek”.

Rządu nie obudziły jednak policyjne i prokuratorskie alarmy, tylko opinia publiczna. W ubiegłym roku jeden z nigeryjskich „capo” zgwałcił, a następnie ze szczególnym okrucieństwem zamordował osiemnastoletnią Włoszkę. Policyjny raport głosił: „Ciało Pameli Mastropietro zostało rozczłonkowane i pozbawione całej krwi. Narządy wewnętrzne usunięto, wymyto wybielaczem i porzucono na poboczu drogi w wózkach z supermarketu”. Policyjny podsłuch w celi udowodnił, że czarny mafioso nosił się początkowo z zamiarem ugotowania i zjedzenia ofiary, dlatego umieścił jej ciało w zamrażarce. Pomysłodawca makabrycznej zupy usłyszał wyrok dożywocia, choć proces przebiegał z zakłóceniami. Koledzy capo tak zastraszyli nigeryjską tłumaczkę, że uciekła z rozprawy w nieznanym kierunku. Sąd miał poważne kłopoty ze znalezieniem kolejnych chętnych, którzy bali się o swoje życie we Włoszech i los bliskich w Nigerii. Nic dziwnego, gdyż przy mordercy znaleziono telefon z nagraniami torturowanych ziomków.

Piovra Nera (Czarna Ośmiornica) zajmuje się handlem narkotykami i ludźmi. Jej ofiarami są w pierwszym rzędzie młode Nigeryjki zmuszone do zaciągnięcia ogromnych długów, które następnie spłacają w burdelach całej Europy. Oprócz tego Afrykańczycy specjalizują się hazardzie, podrabianiu kart kredytowych i żebractwie. Natomiast grupy przestępcze z Turcji i państw arabskich są niekiedy łączone w jedną turecko-arabską mafię. Działają w całej Europie, ale szczególnie upodobały sobie Niemcy, Wielką Brytanię i Holandię. Według Deutsche Welle tylko w Berlinie operuje 50 arabskich i tureckich gangów, zajmujących się sutenerstwem, wymuszeniami, a głównie rozprowadzaniem heroiny. Arabscy przestępcy wywodzą się natomiast z rodzinnych klanów Libanu i Palestyny. Oprócz Berlina ich głównymi siedzibami są Brema, Saksonia i Westfalia, co odpowiada mapie imigracyjnych skupisk etnicznych. Według federalnego MSW przybysze z Bliskiego Wschodu oprócz sutenerstwa i handlu narkotykami nie gardzą ulicznymi grabieżami. Zapuścili mocne korzenie w europejskim showbiznesie. Tymczasem minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer zajmuje się politycznymi gierkami związanymi z pokoleniowymi zmianami na berlińskiej scenie politycznej i w bawarskiej CSU, z przewodniczenia której zamierza ustąpić w przyszłym roku.

W tym samym czasie szef związku zawodowego policjantów wzywa do reformy systemu bezpieczeństwa. Benjamin Jendro mówi: „Efektywność naszego działania blokuje słaba koordynacja. Zwalczaniem przestępczości zajmują się policje poszczególnych landów (ziem), podczas gdy uprawnienia federalnego MSW pozostają czysto administracyjne”. Jendro wskazuje na nowe zagrożenia, do jakich niewątpliwie należą bandyci z Albanii. Zasadniczą trudnością w zwalczaniu 15 przestępczych klanów działających z Niemiec na obszar USA, a nawet Australii jest ich konserwatyzm i hermetyczność. Dewiza albańskich mafioso brzmi: rodzina, honor, lojalność. Dotyczy to kilku tysięcy członków wchodzących w każdą z sieci, która zajmuje się przemytem narkotyków, ludzi i broni.

Ruscy? Nie, Czeczeni
„Frankfurter Allgemeine Zeitung” opublikował reportaż z dreszczykiem. Jego bohaterowie pędząc samochodami po ulicach miasta ostrzelali z kałasznikowów turecki bar. Bywalcy cudem nie zginęli, mimo 37 kul wypuszczonych w witrynę kebabu. Jak ustaliła policja, zamach był dziełem Czeczenów, którzy w ten sposób domagali się zysków z heroiny rozprowadzanej przez tureckie gangi. Jak Europa długa i szeroka, zewsząd niosą się wieści: miejsce rosyjskiej mafii zajmują czeczeńskie grupy przestępcze. Zacznijmy od sprostowania mitu. To prawda, że w Europie działają wszystkie odnogi rosyjskiej przestępczości, poczynając od tambowskiej, przez oriechowską, a kończąc na nieco przereklamowanej grupie sołncewskiej. Jednak raporty MSW Niemiec, Austrii i Szwajcarii nazywają posowiecką przestępczość „rosyjsko-euroazjatycką” mając na myśli bandytów ze wszystkich 15 byłych republik ZSRR. Ich lingua franca jest po prostu język rosyjski niezbędny w interesach. Niemniej jednak policje Europy obserwują, jak grupy czeczeńskie (a szerzej kaukaskie) przesuwają się w hierarchii ważności.
Szef niemieckiego Biura ds. kryminalnych (BKA) Holger Munch powiedział jesienią tego roku: „Czeczeńscy bandyci nie zadowalają się już podwykonawstwem na rzecz większych organizacji i intensywnie penetrują kryminalny biznes”. Jego kolega Michael Nagel z Biura ds. przestępczości zorganizowanej wymienia sfery czeczeńskiej aktywności: narkotyki, kradzieże, grabież i produkcja podrobionych towarów. Tym, co najbardziej niepokoi policję trzech krajów, jest przenikanie Czeczenów w biznes ochroniarski, co zdaniem Nagela najdobitniej świadczy o rezygnacji z usługowej roli tamtejszych grup i ich rosnących ambicjach.

Czeczeńska przestępczość jest groźna z kilku powodów. Pierwszym jest nietypowa dla europejskich mafii hermetyczność i poczucie więzi. Dyrektor berlińskiego więzienia Tegel Lars Hoffmann twierdzi: „Policji nie uda się uplasować agentów wśród czeczeńskich bandytów, gdyż zostaną natychmiast zlikwidowani. Nigdy nie uda się pozyskać źródła w postaci skruszonego bandyty, próba jego »odwrócenia« jest zadaniem beznadziejnym”. Hoffmann wie, o czym mówi: na 1200 pensjonariuszy jego przybytku około 100 rozmawia bowiem po rosyjsku. Zajmują osobne, piąte piętro więzienia, a prym wiodą byli mieszkańcy Kaukazu, którzy podporządkowali sobie resztę. Drugim problemem jest infiltracja. Jeśli rosyjskojęzyczną mafię słowiańską kontroluje FSB, analogiczne wpływy wśród przestępczości czeczeńskiej ma Ramzan Kadyrow. Społeczne Towarzystwo Niemiecko-Czeczeńskie udziela pomocy humanitarnej imigrantom tej narodowości. Przewodniczący Ekkehard Maaw jest przekonany, że wśród jego podopiecznych kryją się agenci przysłani z Groznego. Po co? „Aby z pomocą bandytów Kadyrow mógł likwidować niewygodne osoby, jak również partycypować w kryminalnych zyskach”.

I wreszcie czeczeńscy bandyci są powiązani z islamskim terroryzmem. Od czasu, gdy w 2015 r. kaukascy islamiści podporządkowali się ISIS, władze UE nie wiedzą, ilu bandytów jest jednocześnie fundamentalistami i czy ich kontakty powinny rozpracowywać policje kryminalne, czy służby bezpieczeństwa? Na przykład niemiecka policja ma kartoteki 250–300 bandytów tej grupy etnicznej, na ogólną liczbę 30 tys. Wajnachów (jak się określa zarówno Czeczenów, jak i Inguszy) w kraju. Jednak nawet polityk Seehofer uznał czeczeńską przestępczość za szczególne wyzwanie bezpieczeństwa. „Zwalczanie klanowych gangów Północnego Kaukazu najwyższym priorytetem” – oświadczył rzecznik prasowy ministra Steve Alter. Przecież zachodnioniemieckie landy o dawna nie życzą sobie osiedlenia Czeczenów. Cała imigracja zatrzymuje się więc w byłej NRD, a, prawdę mówiąc, po drugiej stronie naszej granicy. BKA już otrzymało polecenie wdrożenia specjalnego programu skierowanego przeciwko czeczeńskiej przestępczości. Kolejnym ograniczeniom ulegnie prawo pobytu w Niemczech oraz zaostrzone zostaną reguły przyznawania licencji działalności gospodarczej. „Skończyliśmy z życzliwą naiwnością” – komentuje zmiany Ekkehard Maaw.

Kryminalne innowacje
Jak przed afrykańską, kaukaską i bałkańską konkurencją bronią się starzy gracze europejskiej mafii? Rosjanie wyspecjalizowali się w cyberprzestępczości. Dyrektor BKA Holger Munch przyznał, że europejskim policjom trudno odpowiednio zareagować na taką tendencję. Dowodem jest niska wykrywalność na całym świecie, ponieważ 70 proc. przestępstw nie udaje się wyjaśnić. Problemy tylko rosną, gdyż bandyci nie tylko wykradają dane bankowe i fałszują elektroniczne dokumenty ,czyszcząc nasze konta. System finansowy Unii jest wykorzystywany do oszustw VAT, w których prym wiodą także przybysze z byłego ZSRR. Rosjanie są natomiast mistrzami w legalizacji mafijnych pieniędzy za pomocą internetowych portali zakupowych, a szczególnie e-kasyn, czyli hazardu. Natomiast mafie włoskie czerpią ogromne zyski z ekologii. Cosa Nostra opanowała wywóz śmieci, co dla mieszkańców milionowego Palermo zakończyło się klęską ekologiczną. Podobny interes zwietrzyła Camorra, która zdaniem onkologa Diego Serraino przekształciła Neapol we „Włoski Czarnobyl”. Za sprawą mafii tamtejsze wysypiska śmieci ciągle płoną, co posłużyło im nadaniu medialnej nazwy „Ognista Ziemia”. Toksyny, które skaziły powietrze, wodę i glebę stoją za wzrostem chorób onkologicznych wśród dzieci o 30 proc.

Śmieciowy interes mafii kwitnie w całych Włoszech, a jego dopełnieniem jest biznes związany z uchodźcami. Podobnie jak w przypadku odpadów komunalnych, grupy przestępcze wchodzą w układ z urzędnikami i biznesem, kradnąc większość pieniędzy UE oraz z Rzymu, przeznaczonych na utrzymanie Azjatów i Afrykańczyków. A jakie jest miejsce Polski na mafijnej mapie Europy? Tranzytowe, można by rzec. Jesteśmy jednym z głównych kanałów przerzutowych narkotyków, podrabianych towarów, a coraz częściej broni i ludzi. Rosyjskojęzyczna mafia także nie stoi w miejscu, dlatego tysiące Ukraińców trafiają do Polski i dalej w głąb UE jako współcześni niewolnicy. O przemycie papierosów z Ukrainy, Białorusi, a nawet dalekiego Rostowa nawet nie warto wspominać. Od dawna wiadomo, co dzieje się na przejściach granicznych z tymi państwami i rosyjskim obwodem kaliningradzkim. A przecież jedna ciężarówka wypełniona papierosami, która przejedzie z Polski do Niemiec, Francji lub Wielkiej Brytanii oznacza dla przestępców zysk od pół miliona euro w górę.

To prawda, że nasza policja rozbiła rodzime gangi i obecnie nie stanowią żadnej konkurencji dla zagranicznej mafii. Tym gorzej, bo świat kryminalny także nie znosi próżni i na ich miejsce ktoś już wszedł. Świadczy o tym przykład kalabryjskiej przestępczości, która bardzo interesuje się polskimi hotelami, gastronomią i infrastrukturą wypoczynkową. Dowodami w sprawie są wyraźne ślady rosyjskojęzycznych rezydentów, nadzorujących kanały kontrabandy narkotyków i broni. Polskie wysypiska śmieci także płoną. Zbieżność metod czy coś więcej? Głównym problemem jest faktyczny stopień powiązania z bandytami naszych elit władzy, samorządowych i aparatu państwa. Przecież mafia przede wszystkim korumpuje polityków, urzędników i biznes. Dlaczego Polska miałaby stać się wyjątkiem od europejskiej, a wręcz globalnej reguły?

Autor

Poprzedni artykułWęglowa ekspansja Chin
Następny artykułEra inwigilacji

Najnowsze