12.5 C
Warszawa
wtorek, 27 września 2022

Koniec wakacji

Koniecznie przeczytaj

Turystyka to biznes, który koronawirus zmieni najbardziej.

– Dopóki wirus nie zniknie, musimy zapomnieć o wakacjach takich, jak kiedyś – ogłosił pod koniec kwietnia Łukasz Szumowski, minister zdrowia. Później wyjaśniał, że chodzi o obostrzenia sanitarne, że nie będzie koloni i obozów. Turystyka w Polsce generuje ok. 6 proc. PKB. Dla przykładu w Grecji jest to prawie 25 proc., czyli jedna czwarta gospodarki, w Hiszpanii – 15 proc. Ponad 4 mln Polaków każdego roku przynajmniej część wakacji spędzała za granicą. Część z tych wyjazdów organizowały biura podróży. To właśnie w nie najbardziej uderza kryzys. Szczególnie, że część wyjazdów była zarezerwowana i opłacona jeszcze w 2019 r. A to może oznaczać konieczność oddawania zaliczek i przedpłat. Turystów na pewno będzie mniej. Chodzi nie tylko o to, że ludzie zbiedniają, ale także zwyczajnie o strach przed podróżowaniem. Poza tym spędzanie urlopów przy zakrytych maseczkami twarzach do przyjemnych sposobów spędzania wolnego czasu nie należy. Turystyka to biznes, który koronawirus zmieni najbardziej. Ale to nie będzie koniec wakacji, tylko koniec wypoczynku, jaki znaliśmy do tej pory.

A miało być pięknie
Branża szykowała się na jeden z rekordowych wyników. Ostatnie cztery lata były czasem prosperity i coraz więcej Polaków decydowało się na urlopy. Biura podróży podawały wzrosty sprzedaży między 10 a 20 proc. – Zapowiadał się udany sezon, liczba klientów na lato rosła o 20 procent. Ale koronawirus zniszczył nasze plany. Ten rok skończymy z 40-50 procentowym spadkiem biznesu – komentował dla serwisu Turystyka.rp.pl wiceprezes biura podróży „Itaka” Piotr Henicz. Szef biura podróży TUI Poland Marcin Dymnicki w rozmowie z „Wiadomościami Turystycznymi” szacował spadek wartości rynku nawet na 40 proc.

Co ciekawe, wciąż są przedstawiciele branży, którzy dostrzegają, że Polacy raczej przekładają wakacje na późne lato, niż w ogóle rezygnują. Jest bowiem w Polakach silne przekonanie, że ruch turystyczny zostanie wznowiony. Problemem jest jednak, czy straty wynikłe z gospodarczego zastoju związanego z pandemią i rosnącym bezrobociem pozwolą Polakom cieszyć się wypoczynkiem. Już pod koniec marca, a więc niedługo po wprowadzeniu w Polsce pierwszych obostrzeń, ruszyła akcja Polskiej Organizacji Turystycznej „Ocalmy turystykę”. W ramach akcji namawia się Polaków, aby przekładali wyjazdy, ale nie rezygnowali z nich. Rzucono też hasło „1000 plus”, aby przyznać Polakom na cele turystyczne 1000 zł specjalnego dodatku. Miałoby to pomóc branży ocaleć.

Obawą jest reakcja łańcuchowa, którą kryzys wywołuje w gospodarce. Dobrze ilustruje ten mechanizm anegdota z kryzysu gospodarczego lat 2008-2010. Opowiadano, jak na jedną z greckich wysp (gdzie wszyscy żyją z turystów) przyjechał bogaty niemiecki turysta i zapytał o wolne pokoje. A ponieważ wolne były wszystkie, to dostał parę do obejrzenia, by sprawdzić, czy mu odpowiadają. Bierze klucze i jako kaucję zostawia 100 euro, po czym idzie oceniać. Właściciel hotelu bierze pieniądze i płaci dostawcy mięsa, któremu był dłużny. Ten z kolei płaci swojemu dostawcy, miejscowemu rolnikowi, u którego był zadłużony. Rolnik zaś reguluje dług u prostytutki, ta zaś wraca te 100 euro do właściciela hotelu, któremu zalegała z opłatą za pokoje na spotkania z klientami. Po chwili Niemiec wraca, ale niczego nie wynajmuje i zabiera swój banknot. Chociaż nic nie wydał, to jego krótka wizyta poprawiła znacznie płynność lokalnych rozliczeń. To właśnie ten brak płynności jest największym zagrożeniem dla biznesów turystycznych.

Urlopy szkodzą zdrowiu?
Niezależnie od tego, że większość krajów znosi ograniczenia w działalności gospodarek, to trudno mówić o przełomie w walce z epidemią koronawirusa. Takiego przełomu może nie być jeszcze przez lata. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wprost zaapelowała do obywateli krajów członkowskich UE, aby nie planowali urlopów w wakacje, bo nikt nie jest w stanie stwierdzić, co się wówczas będzie działo. Nie chodzi tylko zresztą o strach ludzi, ale także obowiązujące zasady trzymania tzw. dystansu publicznego. Trudno sobie wyobrazić lot tzw. „tanimi liniami” lotniczymi, w którym będą przestrzegane chociażby minimalne wymogi sanitarne przeciwko koronawirusowi (czyli zajęty co drugi fotel, jak w polskiej komunikacji miejskiej). Cały przemysł kurortów turystycznych obliczony jest na jak największą liczbę gości. Tłok jest na plażach, hotelowych basenach, w kolejkach po lody czy jedzenie. Takie kurorty, raczej nie mogą liczyć na napływ chętnych w tym roku. Szczególnie, że duża część turystów np. w Polsce, Grecji czy Hiszpanii, to zamożni Niemcy, przyjemnie spędzający czas na emeryturze. A jak wiadomo im człowiek starszy, tym zakażenie koronawirusem jest dla niego groźniejsze.

W Polsce na niemieckich turystach zarabiał krocie cały przemysł turystyczny na Pomorzu. W tym roku trudno się spodziewać ich powrotu. Ale dla branży jest nadzieja. Polacy są zmęczeni przymusowym zamknięciem w domach i chcą wyjechać na urlopy, niemal za wszelką cenę. Z badań Profitroom, firmy która zajmuje się rezerwacją miejsc w hotelach wynika, że 93 proc. Polaków w związku sytuacją i kłopotami z wyjazdami, planuje urlop w kraju. To może pomóc przetrwać branży spadek wpływów od zagranicznych turystów. Na pewno większą popularnością będą cieszyły się te miejsca, która przygotują się na takie odwiedziny turystów, aby przestrzegać podwyższone normy sanitarne wprowadzone przy okazji zwalczania epidemii. Pomysłów jest dużo: od posiłków dostarczanych do pokoi, do specjalnych sposobów przemieszczania się po hotelach.

Na pewno cieszyć popularnością będą się także domki do wynajmowania dla rodzin, czy agroturystyka. Turystyka, czyli przemieszczanie się w celach rekreacyjnych i poznawczych znana jest od starożytności. Pogłoski o śmierci branży są więc na pewno przesadzone. Na pewno jednak tłumów, takich jak były, prędko w kurortach nie zobaczymy. I na pewno wakacje będą droższe. W końcu bezpieczeństwo kosztuje. Pojawia się też biznesowa szansa dla tych, którzy będą w stanie zagospodarować wolny czas tym, którzy zdecydują się pozostać w miejscach zamieszkania.

 

Autor

Poprzedni artykułSzczepionkowy strach
Następny artykułKoniec kin

Najnowsze