9.4 C
Warszawa
niedziela, 20 września 2020

Ślepa miłość przedsiębiorców do PO

Koniecznie przeczytaj

Opodatkowanie spółek komandytowych podatkiem dochodowym od osób prawnych (CIT)

Jedna z większych zmian w prawie podatkowych w ostatnich latach

Żabka rozwija dział ekspansji

Sieć convenience w Polsce liczy już ponad 6400 sklepów

Letnia zbiórka

Ponad 15 tys. kg produktów trafi do najbardziej potrzebujących

Władze Tokio rozważają zakup zmiennowirnikowca AW609 od Leonardo

Władze prefektury Tokio sprawdzają możliwości maszyny AW609

W pierwszej turze wyborów prezydenckich Rafał Trzaskowski okazał się bezapelacyjnym zwycięzcą w elektoracie przedsiębiorców, notując wynik 43,3 proc. i zostawiając daleko w tyle Andrzeja Dudę, na którego zagłosowało 25,1 proc. tej grupy wyborców.

 Muszę się Państwu w tym miejscu przyznać do pewnej bezradności. Zwyczajnie nie potrafię sobie racjonalnie wytłumaczyć, skąd u przedsiębiorców bierze się to zauroczenie Platformą (bo to jest długofalowa prawidłowość), które teraz znalazło odzwierciedlenie w tak szerokim poparciu dla jej kandydata. Już prędzej zrozumiałbym gremialne głosowanie na Konfederację i Krzysztofa Bosaka, również podnoszących wolnościowe postulaty gospodarcze. Tymczasem nie – ma być PO i basta. Czyżby wciąż działał mit rzekomych liberałów? Po tym, jak pamiętane sprzed lat hasło 3×15 (przypomnę – 15 proc. PIT, CIT i VAT) z dnia na dzień po wyborach powędrowało do kosza? O efektach picownej komisji Przyjazne Państwo Palikota nie wspominając? Po tym, jak wielkie inwestycje związane z Euro 2012 zakończyły się bezprecedensową falą bankructw w sektorze budowlanym, których ofiarami padli podwykonawcy nie mogący doczekać się pieniędzy za wykonane prace na stadionach i autostradach? Po podwyżce VAT do 23 proc.? Naprawdę przedsiębiorcy wspominają lata 2007–2015 z aż takim rozrzewnieniem niczym tzw. prosty lud epokę Gierka?

Patrząc zdroworozsądkowo, sentyment do PO i ośmiu lat jej rządów mogą czuć co najwyżej dwie bardzo specyficzne grupy. Pierwsza to wielkie, międzynarodowe korporacje, które w tamtym okresie wyprowadzały „prawem i lewem” z Polski co roku grube miliardy, traktując nasz kraj niczym kolonialny bantustan (polecam tu raporty watchdoga „Global Financial Integrity”). Druga to specyficzny typ biznesmenów pokroju różnych „Rychów, Mirów i Zbychów” – specjalistów od negocjacji na cmentarzach i kupowania ustaw tudzież mistrzów karuzel vatowskich i ustawianych przetargów, odwdzięczających się politykom usługami prostytutek oraz generalnie fachowców od kręcenia lodów na styku biznes–polityka. Tak, tych jestem w stanie zrozumieć, ale reszta? W jednym PO jest faktycznie dobra: w operowaniu wolnorynkową retoryką, mając zawsze na podorędziu Balcerowicza tudzież innych ekonomistów ukształtowanych w kulcie naszej sławetnej transformacji wg planu podyktowanego przez Jeffreya Sachsa. Tyle że świat nie stoi w miejscu, a i sam Sachs zdążył w międzyczasie radykalnie zmienić poglądy – do tego stopnia, że dziś jego artykuły są przedrukowywane przez skrajnie lewicową „Krytykę Polityczną”. Tymczasem u nas jego uczniowie zatrzymali się w latach 90., czyli w epoce tzw. Balcerowicza łupanego i ani myślą przyjąć do wiadomości, że głoszone przez nich dogmaty coraz bardziej trącą myszką. Dowodem mogą być zgłaszane przez balcerowiczowskich ekonomistów i organizacje przedsiębiorców kolejne propozycje walki z koronakryzysem, utrzymane w duchu pamiętnej terapii szokowej.

Skoro już przy tym jesteśmy, czy głosujący na Trzaskowskiego przedsiębiorcy poważnie sądzą, że doczekaliby się od PO większej pomocy niż ta, która popłynęła w ramach kolejnych tarcz antykryzysowych za rządów PiS? Platforma od „piniendzy ni ma i nie będzie” wysupłałaby więcej socjalu dla biznesu niż ponad 300 mld w gotówce, gwarancjach kredytowych, umorzeniach ZUS i ulgach podatkowych? Nawiasem, rządzona przez Trzaskowskiego Warszawa wlokła się w ogonie miast wypłacających firmom należne im środki. Jest to tym bardziej szokujące, że przez minione pięć lat PiS wręcz nadskakiwało przedsiębiorcom, obniżając różne daniny: mały ZUS dla drobnego biznesu, zerowy PIT dla młodych, obniżka PIT do 17 proc., obniżka CIT dla sektora MŚP do 9 proc., obniżka VAT na szereg artykułów, a już za rogiem czeka estoński CIT. Do tego rząd zaniechał propracowniczych reform Kodeksu pracy, nie zrobił niczego w kwestii plagi śmieciówek, a na dodatek dogodził biznesowi tabunami gastarbeiterów z Ukrainy i Azji, mrożąc tym samym presję płacową ze strony polskich pracowników.

Tak naprawdę to widzę dwa czynniki mogące wpłynąć na podejście przedsiębiorców do obecnego rządu – wyklinane 500+ dla nierobów i zapowiadane na najbliższe lata podwyżki płacy minimalnej do cywilizowanego poziomu. Tyle, że 500+ napędziło wewnętrzny popyt z korzyścią również dla polskich firm, czego przedsiębiorcy nie raczą dostrzegać, a podwyżki płac zostały na skutek koronakryzysu odłożone ad calendas Graecas. Z kolei jedyny realny powód nostalgii za rządami PO, jaki potrafię znaleźć, to totalne uśmieciowienie rynku pracy, co w połączeniu z nędznymi płacami było jednym z czynników wypychających Polaków na emigrację, i to w takiej skali, że gdy wróciła koniunktura, przed naszymi Januszami biznesu stanęło widmo braku rąk do pracy.

Przywykło się mniemać, że ludzie biznesu to osoby chłodno kalkulujące i myślące perspektywicznie. Kiedy próbuję jednak zrekonstruować sobie ich motywacje, nabieram co do tego coraz głębszych wątpliwości.

Poprzedni artykułRzeź restauratorów
Następny artykułMiliardy widmo

Najnowsze

Jak finansować polityków?

Od początku istnienia III RP mamy systemowy problem z wynagradzaniem polityków i finansowaniem działalności politycznej. Wszystkie dotychczasowe próby uregulowania tej sfery funkcjonowania...

Postkolonializm zachodnich elit

"Każde państwo, które nie ma charakteru kolonialnego i nie chce takim zostać, musi kształcić własne kadry, dać im szanse zdobycia doświadczenia i...

Białoruska „Solidarność”?

Ciekawe, czy strajkujący robotnicy zdają sobie sprawę, że ich zakłady pracy bez reżimu Baćki nie przetrwają nawet kilku lat, a demokratyzacja oznacza...

Czy inwestować w Białoruś?

Przeglądając doniesienia prasowe z ostatnich dni można odnieść wrażenie, że dla Polski nie ma obecnie ważniejszej sprawy niż obalenie Łukaszenki i zamontowanie na Białorusi...

Bruksela – żandarm rewolucji

Helena Dalli, unijna komisarz ds. równości, poinformowała o odrzuceniu sześciu polskich wniosków o dofinansowanie w ramach projektu Partnerstwo miast. Odrzucone wnioski dotyczą...