10.9 C
Warszawa
środa, 28 października 2020

Pseudohumanitarny absurd

Koniecznie przeczytaj

Pełzający lockdown

Nie zrobiono nic...

Górski Karabach. Nowe ludobójstwo Ormian?

Do tej wojny nigdy by nie doszło...

Lockdown w wersji pełzającej

Pod dyktando paniki

Perły polskiego biznesu

25 najbardziej przedsiębiorczych kobiet

Po ogłoszeniu „Piątki dla zwierząt” ujawniły się dwie szkoły dotyczące kwestii uboju rytualnego. Wg pierwszej, reprezentowanej chociażby przez eurokomisarza ds. rolnictwa Janusza Wojciechowskiego, mięso z takiego uboju nie stanowi istotnej gałęzi polskiego eksportu, bowiem 91 proc. wołowiny i 71 proc. drobiu kierujemy na rynki unijne, a zatem „mapa głównych kierunków eksportowych zarówno wołowiny, jak i drobiu z Polski nie potwierdza tezy, że jest to eksport szczególnie uzależniony od rynków wymagających uboju bez ogłuszenia”.

Do powyższego dochodzi argumentacja o charakterze humanitarnym, w myśl której ubój rytualny to barbarzyństwo powodujące niepotrzebne cierpienie zwierząt. Istotnie – wg reguł prawa żydowskiego i muzułmańskiego zwierzęcia przed ubojem nie wolno ogłuszać. Reguły koszerności wymagają, by certyfikowany przez rabina rytualny rzezak (szojchet) przeciął jednym cięciem arterie i tchawicę, doprowadzając do szybkiego wykrwawienia się zwierzęcia. Natomiast ubój wg halal wymaga ciosu w tętnicę szyjną, wskutek czego również następuje szybkie wykrwawienie. Z kolei szkoła druga podnosi, iż ubój rytualny nie przysparza zwierzęciu znacząco większych cierpień od uboju standardowego. Poszukując jakichś miarodajnych danych, natrafiłem na artykuł Roberta Mroczka pt. „Ubój rytualny w Polsce – wybrane aspekty”, który ukazał się w „Zeszytach Naukowych SGGW” (rok 2017, zeszyt 1). Dowiadujemy się z niego, że w przypadku uboju halal czas od przecięcia arterii do utraty świadomości wynosi 20 sekund u owiec, do 2 minut u bydła i do 2,5 minuty (czasem więcej) u drobiu. Podkreśla się również, iż mięso halal i koszer stanowi istotny element polskiego eksportu mięsnego. Takie stanowisko zajął np. Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso w wystąpieniu przed senacką Komisją Ustawodawczą – eksport wołowiny stanowi 5 proc. wartości eksportu rolno-spożywczego (6,7 mld zł), z czego 2 mld przypada na wołowinę z uboju religijnego; z kolei eksport drobiu w 2019 r. osiągnął wartość 12,6 mld zł, z czego 40 proc. (5,04 mld zł) to mięso z uboju rytualnego. Wg szacunków, zakaz uboju rytualnego na eksport może poskutkować obniżką cen rzędu 2–3 zł na kilogramie żywca wołowego, co przełoży się na 1–1,5 tys. zł. straty na każdej sprzedawanej sztuce, na czym ucierpią rolnicy.

Nie ukrywam, że o wiele bliżej mi do drugiego stanowiska. Najpierw może kwestie humanitarne, tak rozpalające emocje opinii publicznej. Otóż po pierwsze – rezygnacja z uboju rytualnego, by odniosła jakikolwiek realny skutek, musiałaby mieć wymiar globalny. To, że zrezygnujemy z niego w Polsce, nie sprawi, że żydzi i muzułmanie nagle przestaną jeść mięso koszerne i halal. Efekt będzie tylko taki, że utracimy z trudem zdobyte rynki zbytu, na które wejdą producenci z innych krajów – zwierzęta więc nadal będą w ten sposób zabijane, tyle że gdzie indziej. Poza tym taki zakaz przyczyni się do zwiększonego eksportu żywych zwierząt z Polski do państw, w których ubój rytualny pozostaje legalny, co paradoksalnie wpłynie jedynie na zwiększenie cierpienia krów i drobiu, przewożonych na znaczne odległości. Na powyższe nakłada się argument ekonomiczny – eksport żywca jest mniej opłacalny niż mięsa, a w szczególności halal i koszer, które (jak podkreślają producenci) zaliczane jest do produktów wysokomarżowych. Mówiąc po ludzku, takie mięso jest droższe i przynosi większe zyski. Wracając do przytoczonego na wstępie Janusza Wojciechowskiego – to, że większość mięsa eksportujemy na rynki unijne, nie oznacza, że nie wysyłamy tam mięsa z uboju rytualnego. Przeciwnie – rosnąca muzułmańska diaspora w takich państwach jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania sprawia, że kraje te stają się coraz bardziej chłonnymi i atrakcyjnymi rynkami również z punktu widzenia eksportu mięsa halal. Na dzień dzisiejszy jest to ok. 30 mln potencjalnych konsumentów, a wraz z postępującą islamizacją Europy liczba ta będzie jedynie wzrastać. Generalnie zresztą populacja muzułmanów rośnie na całym świecie, jest więc to rynek nader perspektywiczny. Mamy z niego rezygnować z powodu moralnych skrupułów Jarosława Kaczyńskiego i kilku lewackich „obrońców zwierząt”, dla których jest to jedynie wstęp do zakazu wszelkiej hodowli zwierząt – o czym przecież mówią zupełnie otwarcie? Powtarzam: inni producenci skwapliwie przejmą ten kawałek tortu, śmiejąc się w kułak z naszej głupoty. Raz już taką głupotą się wykazaliśmy – na szczęście wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 10 grudnia 2014 r. przywrócił ubój rytualny, uznając jego zakaz za sprzeczny z konstytucyjną zasadą wolności religijnej. Straty na rynkach Europy i Bliskiego Wschodu musieliśmy jednak odrabiać latami. Dziś, gdy z trudem odzyskaliśmy dawną pozycję, ponownie jesteśmy wpychani w odmęty pseudohumanitarnego szaleństwa – na dodatek w atmosferze moralnego szantażu i czysto emocjonalnych, irracjonalnych argumentów. Międzynarodowa konkurencja przebiera z niecierpliwością nogami.

Poprzedni artykułPodatnicy nie chcą nowego JPK-VAT
Następny artykułStrajk w skarbówce

Najnowsze

Pełzający lockdown

Nie zrobiono nic...

Pandemiczny „korpo-socjalizm”

1 proc. posiada dziś blisko 1/3 całego bogactwa USA

Zielone ORMO

Fundamentalne prawa, jak własność prywatna, swoboda prowadzenia działalności gospodarczej czy mir domowy, zostały złożone na ofiarnym ołtarzu zwierzęcej rewolucji.