26.2 C
Warszawa
środa, 29 czerwca 2022

Inflacja to problem globalny

Koniecznie przeczytaj

Opozycja urządza histerię, twierdząc, że inflacja to głównie polska specjalizacja, winiąc oczywiście rząd Zjednoczonej Prawicy. To kłamstwo, podobnie jak twierdzenie, że mamy jeden z najwyższych wskaźników wzrostu cen na świecie. Inflacja jest problemem globalnym, a Polska mieści się w nader licznym gronie „średniaków”. Co najważniejsze, na skuteczną walkę ze zjawiskiem wpływają czynniki niezależne od RPP i rządu.

Histeryczna narracja

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych podskoczyły w kwietniu o 2 proc. w stosunku do marca. Natomiast rok do roku ceny wzrosły o 12,4 proc. Inflacja jest najwyższa od ćwierćwiecza. To najważniejszy wniosek z raportu GUS na temat niepokojącego zjawiska.

Jeszcze bardziej niepokojące są jednak sygnały medialne, które wskazują na brak konsensu wszystkich sił politycznych wokół programu walki ze wzrostem cen, uderzającym w kieszenie wszystkich Polaków, a przede wszystkim kredytobiorców. Opozycja obwinia prezesa Adama Glapińskiego o to, że nie przewidział zerwania globalnych łańcuchów dostaw i szybkiego odbicia światowej gospodarki po pandemii. Prezes NBP, o zgrozo, nie przewidział rosyjskiej napaści na Ukrainę. Za chwilę będzie obwiniany o spowodowanie nawrotu Covid-19, który w kwietniu i maju powalił na kolana drugą gospodarkę świata – chińską.

Absurd goni absurd, ponieważ opozycja zarzuca rządowi Zjednoczonej Prawicy paraliżowanie antyinflacyjnych wysiłków NBP i RPP. Chodzi o kontynuację programów socjalnych dla najbardziej potrzebujących i emerytów. Tymczasem to Donald Tusk wystrzelił w kwietniu z pomysłem 20-procentowej podwyżki płac dla sfery budżetowej. Zapowiedział, że PO wystąpi w tej sprawie z odpowiednią inicjatywą legislacyjną.

– Chcemy ten pakiet ratunkowy dla polskich rodzin wprowadzić jak najszybciej – dodał Tusk, który dobrze wie, że niebezpiecznie gra populizmem. Po pierwsze, to prosta droga do rozkręcenia spirali inflacyjnej. Po drugie, faktycznym celem jest rozgrzanie oczekiwań socjalnych, a więc presji społecznej na rząd. Dlatego nawet media przychylne liderowi PO zachowały wobec jego pomysłu daleko idącą rezerwę.

Tymczasem tarcza antyinflacyjna rządu, wprowadzona już w styczniu (to à propos rzekomej bezczynności), nie tylko nadal działa, ale zgodnie z majową zapowiedzią ministra rozwoju większość jej rozwiązań zostanie przedłużona. Co nie znaczy, że NBP i rząd nie będą ograniczały wzrostu cen, a walka z inflacją stanie się lekka, łatwa i przyjemna. Wręcz odwrotnie. Będzie kosztowna dla wszystkich Polaków. Szczególnie jeśli chodzi spiralę płacową, co przypomniał także Tuskowi portal Business Insider.

– Kierunek jest jasny. Dopóty inflacja będzie się utrzymywała na tym poziomie, będziemy próbowali utrzymywać większość narzędzi, które starają się ograniczać wzrost poszczególnych koszyków dóbr – powiedział minister Buda.

Tusk zadeklarował również plan wsparcia kredytobiorców hipotecznych oraz emisji dwuletnich obligacji. Tyle że to Mateusz Morawiecki uruchomił realną pomoc dla pierwszych i zwiększył presję na banki w sprawie korzystniejszego lokowania oszczędności Polaków. Tym samym rząd nie bawi się w populistyczne gierki wyborcze, twardo chodząc po ziemi.

Polski problem ze wzrostem cen wynika także z tego, że opozycja nie słyszy Adama Glapińskiego ani premiera, którzy mają rację, mówiąc o proinflacyjnych przyczynach zewnętrznych, na które nie mają wpływu. Najpierw pandemia, następnie wojna. Obecnie największym wyzwaniem jest spowolnienie chińskiej gospodarki, która z powodu blokad sanitarnych, wzrosła w kwietniu poniżej prognoz, bo jedynie o 4 proc. To sytuacja w Chinach wpływa na globalną stagflację, a nie polski rząd lub bank centralny. Podobnie jak na wysokość naszej inflacji wpłynął decydująco wzrost cen surowców energetycznych serwowany Europie dzięki paktowi Putin-Merkel w sprawie intensyfikacji współpracy gazowej Moskwa-Berlin. Na skutek katastrofalnej polityki uzależnienia Niemiec od Rosji, na gwałtowny wzrost cen żywności, energii i transportu cierpi dziś cała Europa.

Jedno jest pewne, inflacja ma charakter globalny, a Polska trzyma się nieźle w grupie „średniaków”.

Świat

Przynajmniej tak ocenia sytuację Statista, niemiecka firma zajmująca się zbieraniem danych, plasując nasz kraj w największej grupie państw świata o średnim poziomie inflacji. Porównywanie z liderem rankingu – Wenezuelą (500 proc.) mija się z celem. Podobnie wygląda zestawienie z najbardziej rozwiniętymi państwami świata, czyli G-20. Według serwisu Bloomberg pierwsza w rankingu jest Turcja (ok. 70 proc.). Za nią zmierzają Argentyna (55,1 proc. w marcu) i Rosja (powyżej 19 proc.). Kolejne miejsca zajmują USA (8,5 proc.) oraz strefa euro (7,5 w kwietniu). Polska znalazłaby się dokładnie w środku.

A jak na naszym tle wygląda cała Unia Europejska? Zgodnie z kwietniowym raportem Eurostatu, inflację wyższą od Polski odnotowują: Rumunia, Bułgaria, Łotwa, Czechy, Litwa i Estonia. Głównie za sprawą rosnących kosztów energii i paliw, które generują ceny żywności, produkcji i dystrybucji. Oczywiście można epatować tytułami, w rodzaju: „Polska z siódmym, najwyższym wskaźnikiem inflacji w UE”, jednak tuż za nami plasuje się niespodziewanie inny kraj europejski. Kwietniowa statystyka wskazuje, że inflacja w Wielkiej Brytanii osiągnęła poziom 9 proc. i przyspiesza.

W Niemczech wynosi 7,5 proc. Sondaże opinii publicznej ujawniają, że nasi zachodni sąsiedzi uważają problem za bardziej dotkliwy od pandemii i wojny (Deutsche Welle). Zgodnie z majowym badaniem amerykańskiej firmy doradztwa strategicznego McKinsey, ponad 30 proc. Niemców stwierdziło, że ich największym zmartwieniem jest konieczność zmiany stylu życia.

– Ludzie odczuwają wzrost cen i widzą, że na koniec miesiąca w ich portfelach pozostaje mniej pieniędzy – komentują autorzy sondażu. Więcej na żywność wydaje dwie trzecie ankietowanych, na benzynę i koszty transportu oraz na energię 61 proc. badanych. Wymuszone oszczędności dotyczą wydatków na kosmetyki, odzież, rozrywkę i podróże. Niemcy spodziewają się rosnącej inflacji przez kolejne 12 miesięcy.

W tym miejscu warto przyjrzeć się, jak poszczególne państwa walczą ze wzrostem cen. Otóż ciągle rozgrzewają gospodarki. Jak inaczej traktować informację portalu Axios o tym, że Amerykanie kupują, jak szaleni, mimo cen galopujących najszybciej od 40 lat?

„To dobry znak dla amerykańskiej gospodarki” – ocenia portal. Sprzedaż detaliczna wzrosła o 8,2 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim, podczas gdy inflacja o 8,3 proc. Konsumenci zwiększyli wydatki gastronomiczne, odzieżowe, meblowe i motoryzacyjne. Ekonomiści szukają oznak załamania konsumpcji z powodu inflacji. Jak dotąd bezskutecznie.

Z kolei Francja może poszczycić się kwietniowym wynikiem bazowym 5,4 proc. Zawdzięcza to energetycznej niezależności od rosyjskich paliw (energetyka jądrowa) oraz pozostaniu wielu firm na rosyjskim rynku. Jednak największą rolę odegrały budżetowe środki wlane w programy osłonowe. Dokładnie chodzi o prawie 7 miliardów euro w postaci dotacji do cen energii elektrycznej, paliw, a nawet żywności. Dlaczego polska opozycja nie krytykuje paryskiej mody, ganiąc wytrwale własny rząd za „rozkręcanie spirali inflacyjnej”, czyli kontynuację programów socjalnych i tarczę? Dlaczego nie wskazuje, na identyczny projekt Borysa Johnsona, który szykuje kolejną transzę pomocy osłonowej?

– Kraje na całym świecie borykają się z rosnącą inflacją. Nie możemy całkowicie chronić ludzi przed tym globalnym wyzwaniem, ale zapewniamy wsparcie tam, gdzie możemy i jesteśmy gotowi do podjęcia dalszych działań – oświadczył brytyjski kanclerz skarbu Rishi Sunaka.

Jeśli porównać działania NBP i polskiego rządu z działaniami innych banków centralnych i władz państwowych, są do siebie podobne. Chodzi o to, aby zmniejszać inflację, nie niszcząc popytu konsumpcyjnego. Uwagę zwracają za to różnice. Spoglądając na globalne wskaźniki PKB lat 2020-2021, NBP przeprowadził Polaków przez epidemię suchą stopą. Gdy z przyczyn zewnętrznych nastąpił wzrost inflacji, podjął decyzję o wzroście stóp procentowych wcześniej od innych banków centralnych. A to wskazuje, że galopada cen w Polsce będzie od III kwartału zwalniała, podczas gdy w innych krajach dalszy wzrost oczywisty.

Autor

Poprzedni artykułARGENTYŃSKI PARADOKS
Następny artykułMiliarderzy biorą media

Najnowsze