4.6 C
Warszawa
poniedziałek, 25 października 2021

Nowa pandemia – koronachaos

Koniecznie przeczytaj

Koniec krypciochy w internecie?

Niemcy chcą polskich eurofunduszy

Ratunek we francuskim atomie?

W listopadzie ubiegłego roku premier Morawiecki ogłosił „sto dni solidarności” w walce z COVID-19. Plan zawierał jasne zasady ograniczeń i, co ważne, był efektem rozmów z przedstawicielami przedsiębiorców. Czy ktokolwiek może dostarczyć informacji, co z tym planem się dzieje? Szczerze wątpię – ocenia Krzysztof Przybył prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego, organizator konkursu „Teraz Polska”.

Minister finansów, po długim okresie milczenia, zapowiedział niedawno, że na przełomie I i II kwartału zapewne zniknie 80 proc. ograniczeń dla firm. Cieszyć się czy wręcz przeciwnie? Mamy drugą połowę stycznia, zatem mowa o okresie 2-3 miesięcy. Poza tym procentowe określanie likwidowanych ograniczeń to żaden konkret. Przedsiębiorcę, który liczy straty wywołane zamknięciem biznesu, mało interesuje, czy będzie to 80, 90 czy zaledwie 30 proc. Jego interesuje, kiedy w końcu będzie mógł otworzyć działalność i ewentualnie z jakimi ograniczeniami.
Cytowany plan na sto dni zawierał przynajmniej konkrety, lecz szybko się okazało, że przestał istnieć. Nie zrezygnowano z niego oficjalnie, nie zastąpiono innym, ale po prostu urzędnicy zaczęli zachowywać się tak, jakby planu nigdy nie było. Zaczęły pojawiać się inne projekty. Na sztandary wzięto „narodową kwarantannę”, a przedstawiciele resortu zdrowia i GIS w mediach zaczęli przedstawiać własną wizję zamrażania i odmrażania działalności. Słowem, wygląda to tak, jakby specjaliści od zdrowia stali się nagle również specjalistami od gospodarki.
Oczywiście każdy ciągnie w swoją stronę. Osoby rozumiejące uwarunkowania prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce przekonują, że każdy tydzień lockdownu przybliża nas do katastrofy. Z kolei specjaliści od medycyny kreślą czarny scenariusz, który ma się ziścić po przedwczesnym otwarciu hoteli, sklepów i lokali gastronomicznych. Tyle tylko, że urzędnicy od zdrowia przyjęli karkołomne założenie, które, co widać gołym okiem, w ogóle się nie sprawdza. Mianowicie obostrzenia mają nie tyle zlikwidować ogniska potencjalnych zakażeń, co zniechęcić obywateli do niepotrzebnego wychodzenia z domu. Obywatele jednak tej logiki nie chcą zrozumieć i dziwią się chaotycznemu systemowi ograniczeń. Oto sklep znanej sieci z artykułami dla dzieci, działający w galerii handlowej, jest zamknięty, zaś inny sklep, o wielkiej powierzchni jest czynny (i wypełniony klientami po brzegi), bowiem działa poza galerią. Księgarnie w galeriach handlowych działają, ale sklepy z ubraniami – nie. Bardzo dobrze, że rząd uznał, iż książka to artykuł pierwszej potrzeby, lecz skarpetki również nie są zbędnym luksusem… Chyba, że patrząc na wskaźniki czytelnictwa w Polsce uznano, iż do księgarni zabłąka się jedynie przypadkowy przechodzień.
Jest bardzo możliwe, że cały kalendarz obostrzeń będzie można wrzucić do kosza, tak jak to zrobiono z planem na sto dni. Przedsiębiorcy otwarcie zapowiadają, że będą ignorować zakazy działalności, zaś sądy administracyjne taśmowo uchylają kary za złamanie lockdownu, jako nałożone bez odpowiedniej podstawy prawnej. Tylko jeden Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przez trzy styczniowe dni uchylił 21 kar. Polska ma szansę stać się jedynym krajem w Europie, w którym system restrykcji związanych z pandemią zostanie rozmontowany przez samą władzę – nie zapominajmy bowiem, że sądy też są elementem systemu władzy. A im więcej doniesień o uchylaniu kar, tym większa śmiałość w ignorowaniu zakazów.
W ten oto sposób możemy jako pierwsi w Europie pozbyć się obostrzeń (także tych rozsądnych) i przyjąć trzecią falę koronawirusa. Co gorsza, wielu Polaków może uznać, że skoro sądy uchylają zakazy zamknięcia np. restauracji, to oni mogą ignorować obowiązek noszenia maseczek czy zachowywania społecznego dystansu. Na złość władzy odmrożą sobie uszy. A przy okazji odmrożą je tym, którzy koronawirusa nie uważają za „całkiem przyjemną chorobę” albo za efekt światowego spisku.
Refleksja nasuwa się oczywista: gdyby trzymano się tego, co w rozmowach z przedsiębiorcami ustalono w listopadzie, gdyby wysłuchano ostrzeżeń prawników, to sytuacja byłaby inna. Szczególnie, że odsetek tych, którzy bagatelizują zagrożenie koronawirusem, od wiosny znacząco spadł. Polska poradziła sobie z pierwszą falą pandemii – na tle innych europejskich krajów – znakomicie. Źle by było, gdyby teraz stała się symbolem chaosu i bezradności państwa.
Źródło: natemat.pl

Autor

Poprzedni artykułTęsknimy za biurem
Następny artykułIzby aptekarskie wciąż silne

Najnowsze