25.2 C
Warszawa
piątek, 20 maja 2022

Polska hubem gazowym?

Koniecznie przeczytaj

Rosja postanowiła nałożyć na siebie sankcje i z dniem 27 kwietnia Gazprom wstrzymał dostawy gazu do Polski i Bułgarii (wcześniej Litwa sama zrezygnowała z rosyjskiego surowca) z powodu odmowy uiszczania należności w rublach. Cóż, nas to zbytnio nie zaboli – bardziej już Bułgarię, która była zależna od rosyjskiego gazu w 90 proc. 

Bułgarzy jednak szybko zareagowali, dogadując się z Grecją w sprawie wspólnych zakupów gazu LNG przez grecki gazoport w pobliżu Aten. Od lipca ma zacząć działać łączący oba kraje interkonektor. Ponadto Grecy planują szybką rozbudowę swojego terminalu LNG oraz budowę następnego w Alexandroupolis (do końca 2023 r.). To jest wręcz fascynujące, jak kolejnymi rozpaczliwymi ruchami Rosja sama osłabia swoją pozycję. Mniejsza nawet o Polskę, bo i tak nie zamierzaliśmy przedłużać wygasającego w tym roku kontraktu, ale Bułgaria dotąd uchodziła za kraj przyjazny Rosji. Teraz Rosja będzie miała o jednego potencjalnego sojusznika mniej, na dodatek swym szantażem wymusiła na krajach UE szybki rozwój strategicznej infrastruktury przesyłowej, pogłębienie współpracy energetycznej i otwarcie się na nowe kierunki dostaw.

Oczywiście, kluczowe w tej układance Niemcy i Austria nie byłyby sobą, gdyby nie spróbowały obejść osławionej „europejskiej solidarności” za pomocą swych firm, używając ich w charakterze „łamistrajków” (mówi się w tym kontekście m.in. o austriackim OMV i niemiecko-fińskim Uniperze). Mechanizm jest następujący: firmy te formalnie płaciłyby w euro, lecz jednocześnie miały otworzyć rachunki rublowe w Gazprombanku, dzięki czemu byłoby możliwe przewalutowanie ich płatności na kupowane przez Gazprombank ruble. Wilk syty i owca cała. Pozostaje kwestia, czy jest to jedynie chwilowe ratowanie się przed drastycznym niedoborem surowca w obliczu braku możliwości zaopatrywania się z innych źródeł (Austria uzależniona jest od rosyjskiego gazu w 80., a Niemcy w 55 proc.) – czy też Niemcy i Austria postanowiły stosować taktykę „na przeczekanie”, obchodząc sankcje i licząc, że po zakończeniu wojny na Ukrainie będzie możliwy powrót do business as usual. A warto przypomnieć, że Nord Stream 2 nie został przecież zdemontowany i od strony technicznej można go uruchomić praktycznie w każdej chwili. Wprawdzie zarówno Komisja Europejska, jak i same Niemcy, na razie twardo deklarują wolę odejścia od rosyjskiego gazu i ropy – ale tu należy brać poprawkę na interesy lobby przemysłowego bazującego na tanich surowcach ze wschodu. Jak to mówią – pożywiom, uwidim.

W porównaniu z Niemcami Polska znajduje się na zupełnie innym etapie. Nasze zapotrzebowanie wynosi 20 mld m3 rocznie, z czego dotąd sprowadzaliśmy z Rosji ok. 10 mld m3, z własnego wydobycia pochodziło ok. 5 mld m3 (w tym 1,2 mld ze złóż PGNiG w Norwegii i Pakistanie), niespełna 4 mld m3 sprowadzaliśmy przez gazoport w Świnoujściu, resztę zaś z kierunków zachodniego i południowego. Za chwilę jednak sytuacja będzie diametralnie inna. Już teraz uruchomiony został polsko-litewski gazociąg GIPL (przepustowość 2,5 mld m3 w kierunku litewskim i 2 mld m3 w kierunku polskim), dający nam dostęp do terminala LNG w Kłajpedzie. Jest to o tyle istotne, że PGNiG w swych długoterminowych kontraktach na gaz LNG (z USA i Kataru) ma zagwarantowane dostawy na łącznie 12 mld m3 rocznie – z czego część będzie odbierana właśnie przez Kłajpedę (PGNiG już zarezerwowało odpowiednią przepustowość). Obecna przepustowość terminalu w Świnoujściu to 6,2 mld m3 – i gazoport pracuje na pełnych obrotach – a wkrótce będzie to 7,5 mld m3, docelowo zaś – 8,3 mld m3 (od 2024 r.). No i wreszcie Baltic Pipe, który ma zostać uruchomiony w październiku i do końca roku osiągnąć przepustowość 10 mld m3 – z czego ok. 1/4 stanowić będzie gaz ze złóż należących do PGNiG. Do tego mamy magazyny zapełnione w 80 proc. przy unijnej średniej 34 proc.

Spójrzmy teraz na Niemcy, które nie mają ANI JEDNEGO terminala LNG. Dopiero teraz ruszyła budowa pływającego gazoportu w Wilhelmshaven i planowane są dwa kolejne, które jednak nie będą w stanie zaspokoić niemieckiego zapotrzebowania wynoszącego 90 mld m3 rocznie – a nawet zastąpić wolumenu dostaw z Rosji sprzed wojny. Pytanie, czy Niemcy odpowiednio szybko znajdą dostawców. Nawet jeżeli – to będą musiały pożegnać się z wizją europejskiego hubu gazowego, dzielącego na resztę kontynentu rosyjski surowiec.

Za to takim hubem – przynajmniej na skalę naszego regionu – ma szansę stać się Polska. Od lipca ma ruszyć gazociąg Polska-Słowacja o przepustowości w kierunku Polski 5,7 mld m3 i w kierunku Słowacji 4,7 mld m3. Podjęte zostały rozmowy z Czechami w sprawie powrotu do zarzuconego niegdyś interkonektora Stork II (obecnie Czechy są w 90 proc. uzależnione od Gazpromu). Z naszym rozwiniętym i zdywersyfikowanym systemem dostaw i dystrybucji wyrastamy pomału na liczącego się gracza. Jeszcze trochę i może się okazać, że „jamalskim” połączeniem Polska-Niemcy popłynie „nasz” gaz ze Świnoujścia i Baltic Pipe. Kto by pomyślał…

Autor

Najnowsze