OPEC pod presją
Przebieg wojny w Iranie pokazał, że zmiana władzy w Teheranie nie wydaje się na razie możliwa. Oznacza to, że ryzyko kolejnych konfliktów w rejonie Zatoki Perskiej będzie nadal wysokie. Dla państw grupy OPEC z tego regionu oznacza to bardzo dużą skalę wyzwań.
Agresja na Iran przyczynia się do dalszej erozji wpływów OPEC, a potentaci naftowi poszukują bardziej bezpiecznych źródeł dostaw. Przez kilkadziesiąt lat kraje zrzeszone w grupie OPEC rozdawały karty na rynku surowcowym, kontrolując w latach siedemdziesiątych nawet do 80 proc. całego światowego wydobycia ropy naftowej i gazu.
Wypełnianie próżni
Tamte złote czasy zapewne już nigdy nie powrócą, choć organizacja zrzeszająca m.in. Arabię Saudyjską, Nigerię, Irak, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy też Gwineę Równikową odpowiada wciąż za niemal jedną trzecią światowych dostaw. Jeszcze do niedawna siłę OPEC wzmacniały zawierane okresowo porozumienia z Rosją, dzięki czemu możliwe było decydowanie o światowych cenach ropy. W ostatnich latach wszystko zmieniło się jednak za sprawą rewolucji łupkowej w Stanach Zjednoczonych, które po kilkudziesięciu latach nie tylko odzyskały samowystarczalność w zakresie dostaw ropy naftowej, lecz stały się także największym producentem na świecie.
Obecnie wszystko wskazuje na to, że erozja wpływów grupy OPEC będzie tylko postępowała. Izraelsko-amerykański atak na Iran stworzył ogromną niepewność co do kształtu dalszych dostaw surowca z Zatoki Perskiej. Kraje żyjące ze sprzedaży nie wiedzą wciąż właściwie, kiedy, ile i na jakich zasadach będą znów mogły eksportować surowiec, który stanowi dla nich podstawowe źródło utrzymania. Każdy kolejny dzień blokady Cieśniny Ormuz pogłębia desperację kluczowych członków OPEC, dla których już wkrótce największym zaskoczeniem może być to, jak bardzo światowy rynek dostaw zmieni się pod wpływem trwającej wojny.
Świat nie znosi próżni i w związku z tym luka, którą stanowią dostawy z rejonu Zatoki Perskiej, już teraz jest intensywnie wypełniana przez światowych gigantów. Rzecz jasna, nie może być tu mowy o całkowitym zastąpieniu dostaw z wciąż najbardziej roponośnego obszaru na kuli ziemskiej. Ogromne obawy związane ze stabilnością w regionie bliskowschodnim sprawiają jednak, że coraz więcej uwagi poświęca się regionom, które latami były nieco zaniedbane pod względem inwestycyjnym.
Giganci działają
Największa amerykańska spółka naftowa, ExxonMobil, podjęła od początku marca wiele działań na rzecz dywersyfikacji dostaw. Na pierwszy plan wysuwa się przede wszystkim projekt zainwestowania nawet do 24 mld dol. w eksploatację złóż podwodnych w Nigerii. Wyższe ceny ropy sprawiają, że gigant jest w stanie podejmować się realizacji nowych odwiertów, które przy niższych cenach uznawane były za nieopłacalne. Coraz ważniejsza dla Exxona staje się także Gujana, w której w projekty głębokomorskie zainwestowano w ciągu ostatnich lat nawet 30 mld dol. W ten sposób niewielkie południowoamerykańskie państwo przekształca się w jednego z zauważalnych światowych dostawców, osiągając zdecydowanie ponad 1 proc. całego światowego rynku.
Chevron stawia z kolei na Wenezuelę, która po niedawnej interwencji amerykańskiej otwiera się coraz bardziej na amerykański kapitał. Spółka stara się także zwiększyć wydobycie w takich krajach jak Argentyna, Surinam, Nigeria, Angola czy Namibia. W grę wchodzą zarówno złoża głębokowodne, jak i lądowe. Znaczną aktywność w tym zakresie amerykańska spółka wykazywała jeszcze przed agresją na Iran, lecz po jej rozpoczęciu intensywność starań jeszcze bardziej się wzmogła.
Florek: 200 miliardów zł co roku wypływa z Polski!!!
Kolejny z gigantów, BP, zaangażował się m.in. w eksploatację złóż w Wenezueli, Kongo, Algierii, Angoli, Egipcie, a nawet Kazachstanie. Tak jak w przypadku innych wiodących spółek, aktywność w zakresie nowych odwiertów czy też zwiększenia poziomu wydobycia wyraźnie nasiliła się w ostatnich tygodniach.
Bezsprzecznie największym beneficjentem zmian związanych z wojną z Iranem jest jednak Brazylia, w której znaczną część rynku kontroluje rodzimy Petrobras. Największe państwo Ameryki Południowej dzięki nowym odwiertom będzie w tym roku kontrolowało nawet do 4,5 proc. światowego rynku „czarnego złota”, co będzie stanowiło jego najlepszy rezultat w historii i uplasuje je na szóstym miejscu wśród wszystkich producentów na świecie. Za znaczącym sukcesem Brazylii stoją także światowi potentaci, którzy ogłosili w ostatnich tygodniach wolę zwiększenia inwestycji w regionie.
Wiele wskazuje jednak na to, że w dłuższej perspektywie dużo więcej na problemach państw grupy OPEC zyskać może Afryka (lub raczej podmioty w niej inwestujące). Wydobycie ropy naftowej czy też gazu ma na tym kontynencie, a przynajmniej w jego środkowej i południowej części, dużo mniejsze tradycje niż w innych częściach świata. Podejmowane w ostatnim czasie działania eksploracyjne oraz inwestycyjne mogą jednak znacząco to zmienić. Czarny Kontynent jest wprawdzie obarczony ryzykiem regionalnych konfliktów i wojen, lecz w przeciwieństwie do Zatoki Perskiej eksport z niego nie jest uzależniony od jednej, wąskiej cieśniny, tym bardziej że złoża surowców są rozproszone po niemal całym kontynencie.
Wedle obecnych prognoz większość z ogłoszonych niedawno inwestycji w Ameryce Południowej i Afryce zacznie przynosić efekt dopiero w 2027 i 2028 r. Branża naftowa uczy się szybko dostosowywać do zmienności politycznej, lecz mimo wszystko nie jest w stanie zareagować w trybie natychmiastowym.
Pozytyw z wojny
Warto wspomnieć, że beneficjentem obecnego konfliktu mogą się stać nie tylko kraje południowoamerykańskie czy też afrykańskie, lecz także dotychczasowi liderzy. W sposób oczywisty obecny rozwój sytuacji cieszy Rosję, dla której kryzys naftowy i wzrost cen ropy przyszedł w momencie, gdy coraz trudniej było jej domknąć budżet. W diametralnie innej sytuacji znajdują się za to Stany Zjednoczone. Administracja Trumpa już w pierwszych dniach swojej agresji na Iran zatwierdziła plan rozwoju projektu o nazwie „Kaskida” w Zatoce Meksykańskiej. Wykorzystując nowoczesną technologię, Amerykanie chcą dokonywać odwiertów w morzu na bardzo dużych głębokościach, pozyskując docelowo nawet 29 mln baryłek rocznie. Start całego projektu ma mieć miejsce dopiero w 2029 r., lecz jego uruchomienie pokazuje, jak bardzo obecna wojna przyspiesza zmiany na rynku ropy. Dokonujący się postęp technologiczny umożliwia sięganie do złóż uważanych dotąd za zbyt trudne do eksploatacji, a geopolityczne zagrożenia przyspieszają realizację kolejnych, coraz bardziej rozproszonych geograficznie inwestycji.
Przebieg wojny w Iranie pokazał, że zmiana władzy w Teheranie nie wydaje się na razie możliwa. Oznacza to, że ryzyko kolejnych konfliktów w rejonie Zatoki Perskiej będzie nadal wysokie. Dla państw grupy OPEC z tego regionu oznacza to bardzo dużą skalę wyzwań. Pomimo wciąż najbardziej obfitych złóż na świecie kraje arabskie będą jeszcze długo postrzegane jako bardzo ryzykowni dostawcy.
Mimo iż sama amerykańsko-izraelska agresja przyniosła jak na razie światowej gospodarce niemal same nieszczęścia, można zasadnie twierdzić, że ostatecznie przynajmniej w jednej kwestii wyjdzie światu na dobre. Nadmierne uzależnienie od dostaw z rejonu Bliskiego Wschodu, które tak długo stanowiło poważne ograniczenie dla światowej gospodarki, może wkrótce wyraźnie osłabnąć. Pozbawienie państw grupy OPEC tak wielkiego wpływu na rynek ropy to także nieco większa szansa na to, że konsumenci będą mieli do dyspozycji niższe ceny.