Fałszywe nadzieje na fałszywy pokój?
Trump zachwala porozumienie pokojowe, w którym brakuje prawdziwych partnerów pokojowych. Podpisanie „memorandum o porozumieniu” planowane jest na piątek w Szwajcarii. Jest tylko jeden problem. Jedna z trzech stron wojny nie chce o tym słyszeć.

Jak donoszą źródła, USA i Iran zgodziły się na „natychmiastowe i trwałe” zakończenie działań wojennych na wszystkich frontach, w tym w Libanie, co teoretycznie położy kres trzyipółmiesięcznym, okresowo przerywanym, działaniom wojennym.
Choć szczegóły pozostają niejasne, Iran podobno zgodzi się nie rozwijać broni jądrowej, będzie mógł zachować swój duży arsenał rakietowy, a do kraju powrócą miliardy dolarów zamrożonych aktywów, choć nie jest jasne, w jakiej formie.
Doprowadza to do wściekłości amerykańskich neokonserwatystów i zwolenników koncepcji „Izrael na pierwszym miejscu”, ponieważ chcą, aby Trump kontynuował walkę z Iranem tak długo, aż obali reżim i zainstaluje w Teheranie marionetkowy rząd amerykańsko-izraelski.
Obserwowanie, jak wszyscy zwracają się przeciwko Trumpowi, który do tej pory był postrzegany jako ich mesjański zbawiciel, który nie mógł zrobić nic złego, jest co najmniej zabawne. Ludzie tacy jak Mark Levin z Fox News namaścili Trumpa na „pierwszego żydowskiego prezydenta” Stanów Zjednoczonych za jego lojalność wobec Izraela.
Trump wydał 75 miliardów dolarów i dla Izraela zrujnował gospodarkę USA, rozpoczynając wojnę, która podniosła ceny energii i żywności, spowodowała niedobory nawozów (co mogło doprowadzić do głodu) i kosztowała Amerykę 13 ofiar śmiertelnych oraz ponad 250 rannych. Wszystko dla Izraela.
Dopóki Trump atakował Iran – wroga Izraela, był postrzegany jako popularny bohater wojenny, a jego działania były bronione przez wszystkich, w tym przez nikczemne posunięcia, mające na celu rozwijanie amerykańskiej technokracji za pomocą technologii 6G i budowy w całych Stanach Zjednoczonych tysięcy centrów nadzoru danych opartych na sztucznej inteligencji. Ale teraz, gdy pokazał, że chce powstrzymać bombardowanie Iranu, nienawidzą go. Po raz kolejny udowodnili, że określenie „Izrael przede wszystkim” nie jest przesadą. To jest to, co reprezentują. Ci ludzie i ich liderzy w Kongresie nie są w żadnym sensie proamerykańscy.
Technologie kosmiczne Made in Poland. Co tworzą dziś Polscy studenci?
Prezydent Trump pochwalił swoje „porozumienie”, mówiąc, że Cieśnina Ormuz zostanie natychmiast otwarta i „ropa zacznie płynąć”. Rynki ropy zareagowały natychmiast, a cena baryłki spadła w poniedziałek o 4 dolary za galon, do najniższego poziomu od początku wojny 28 lutego. Giełda gwałtownie wzrosła. Podpisanie „memorandum o porozumieniu” planowane jest na piątek w Szwajcarii.
Jest tylko jeden problem.
Jedna z trzech stron wojny nie chce o tym słyszeć.
Przywódcy państwa Izrael, które nawiązało współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, aby rozpocząć niesprowokowaną wojnę z Iranem, opierając się na krążących od dziesięcioleci pogłoskach, że ten kraj jest „odległy o kilka tygodni” od opracowania broni jądrowej, oświadczyli, że nie podpiszą porozumienia pokojowego Trumpa.
Skrajnie prawicowy izraelski minister bezpieczeństwa Itamar Ben-Gvir w poniedziałek po raz pierwszy publicznie zareagował na porozumienie pokojowe między Waszyngtonem a Teheranem.
Izraelski kanał informacyjny 24 poinformował, że Ben-Gvir potępił porozumienie USA i Iranu mające na celu zakończenie wojny, w tym w Libanie: „Porozumienie Trumpa nas nie wiąże… Nie zapewnia naszego bezpieczeństwa” – powiedział na swoim kanale Telegram, co stanowiło pierwszą odpowiedź izraelskiego urzędnika na porozumienie.
W razie, gdyby ktoś był zdezorientowany, Ben-Gvir w swoim oświadczeniu odniósł się do kwestii Libanu, mówiąc: „Moje stanowisko jest jasne: nie jesteśmy partnerami w tym porozumieniu, które nie gwarantuje naszego bezpieczeństwa i w żaden sposób nas nie wiąże”.
Możliwe, że Izraelczycy prezentują nieugięte stanowisko wobec prasy w swoim kraju, jednocześnie po cichu zgadzając się na złagodzenie wojny z Hezbollahem w Libanie. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że są niezadowoleni z Trumpa za to, że powstrzymał wojnę, ponieważ nie doszło do zmiany reżimu w Iranie, a przecież premier Izraela Benjamin Netanjahu otwarcie i bez ogródek oświadczył, że to jest jego celem w tej wojnie.
Jeśli zachodzi ten drugi przypadek, to porozumienie pokojowe nie ma szans na powodzenie. Izrael wysadzi je w powietrze w wybranym przez siebie momencie.
Według doniesień izraelskich mediów Netanjahu również potępił umowę Trumpa i odrzucił zawarty w niej zapis dotyczący Libanu, stwierdzając, że Izrael nie wycofa się z Libanu i nie uważa się za związanego tą klauzulą.
Doniesienia wskazują również, że Netanjahu zabiegał o pilne spotkanie z Trumpem, gdyż izraelski przywódca chce „wyjaśnić i zakomunikować stanowisko Izraela w negocjacjach” podczas proponowanego spotkania.
Prezydent Trump najwyraźniej naprawdę chce zakończyć tę wojnę, która nie potoczyła się zgodnie z optymistycznymi przewidywaniami Netanjahu i izraelskiego wywiadu Mosadu. Podczas spotkania w Białym Domu 11 lutego poinformowali Trumpa, że islamski reżim Iranu jest słaby, że jest bliski upadku i można go łatwo obalić w ciągu kilku dni lub tygodni bombardowań. Okazało się to złą radą i Trump popadł w tarapaty finansowe. Same bombardowania nie są w stanie obalić silnie ugruntowanego rządu z armią tak liczną, jak posiadana przez Iran. Wymagałoby to pełnoskalowej inwazji lądowej, której Trump najwyraźniej nigdy nie popierał, ponieważ nawet ona nie gwarantowałaby zwycięstwa.
Prawda jest taka, że Iran nigdy nie potrzebował broni jądrowej, aby być potęgą na Bliskim Wschodzie. Posiada bombę atomową o charakterze ekonomicznym w Cieśninie Ormuz, którą, jak udowodnił, może utrzymać zamkniętą przez bardzo długi czas, wytrzymując jednocześnie wszelkie ataki bombowe i sankcje gospodarcze nałożone na niego przez USA i Izrael.
Jednak Netanjahu raczej nie zrezygnuje ze swojego marzenia o zmianie reżimu w Teheranie. Nadal będzie zachowywał się jak rozdrażniony uczeń, który chce postawić na swoim, starając się za wszelką cenę podsycać napięcia i prowokować ponowny wysiłek wojenny ze strony swoich partnerów w Waszyngtonie. Mówi twardo o tym, że jeśli Waszyngton odmówi pomocy, Izrael będzie mógł sam przejąć kontrolę nad środkami bezpieczeństwa, ale to tylko puste słowa. Netanjahu wie, że nie wygra wojny z Iranem bez udziału USA.
Dziennik „Washington Times” doniósł także, że: „Izrael zasygnalizował w poniedziałek, iż nie ma zamiaru zaprzestać działań bojowych przeciwko Hezbollahowi w Libanie, pomimo porozumienia USA-Iran, które obiecało zawieszenie broni na wszystkich frontach”.
Pytanie brzmi: czy Trump ostatecznie ugnie się pod wolą Netanjahu i wznowi wojnę, czy też Netanjahu zostanie powstrzymany przez Trumpa?
Wiedząc, skąd ekipa Trumpa i Vance’a czerpie wsparcie finansowe, obstawiam, że Trump pierwszy mrugnie i wznowi ataki na Iran, zanim skończy się jego kadencja. A każde podpisane porozumienie pokojowe będzie w najlepszym razie tymczasowe. Niezależnie od tego, czy potrwa kilka tygodni, kilka miesięcy, czy kolejny rok, ta wojna rozpocznie się na nowo, gdy obie strony się przegrupują i dozbroją.
Pojawia się również kwestia ponownego otwarcia akt Epsteina, jeśli Trump nie ulegnie lobby izraelskiemu. Trump naprawdę znalazł się w sytuacji bez wyjścia i nie może winić nikogo poza sobą, ponieważ nie powinien był w ogóle zgodzić się na atak na suwerenne państwo, które nie stanowiło zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych. Jak sam przyznał, zdecydował się rozpocząć wojnę dla dobra Izraela i arabskich sojuszników USA w regionie Zatoki Perskiej. Nigdy nie jest dobrą polityką toczenie wojny w interesie innego kraju.
Aby pokój mógł zapanować, potrzebni są gotowi do pokoju partnerzy. Ani Izrael, ani Iran nie zamierzają w najbliższym czasie zakopać topora nienawiści, którą żywią do siebie nawzajem. To sprawia, że pokój na Bliskim Wschodzie jest praktycznie niemożliwy, a zaangażowanie USA zwiększa prawdopodobieństwo jeszcze bardziej niszczycielskiej wojny, niż gdyby Stany Zjednoczone po prostu się w nią nie angażowały i pozwoliły tym dwóm narodom rozwiązać własne spory.
Mam nadzieję, że Trumpowi uda się wyjść z tej sytuacji, odzyskać prezydenturę i odzyskać amerykańską suwerenność dla amerykańskich interesów, ale nie mogę powiedzieć, że jestem optymistą. Gdyby tak się stało, mógłby zostawić tę wojnę za sobą i skupić się na rozwiązywaniu licznych wewnętrznych problemów Ameryki.