7.5 C
Warszawa
poniedziałek, 18 października 2021

Dyrektor to ma klawe życie

Koniecznie przeczytaj

Na kulturze trudno zarobić. Znacznie łatwiej natomiast zarabiać na dotowaniu kultury. A tym zajmuje się agenda Ministerstwa Kultury: Narodowe Centrum Kultury (NCK). Szefuje mu Krzysztof Dudek, jeden z ostatnich ludzi PO na tak eksponowanym stanowisku.

Zaczynał jako nominat rządu PiS w 2007 r., ale po przegranych wyborach przez tę partię zapisał się do PO. Dziś walczy o utrzymanie prestiżowej funkcji. I nie jest bez szans, bo przez ostatnie 8 lat hojnie finansowało środowiska twórców, artystów, dziennikarzy i biznesmenów. Chociaż wśród obdarowywanych przeważali sympatycy poprzedniej władzy, to pieniądze trafiały też do innych. Dostęp do gigantycznych pieniędzy na kulturę sprawił też, że w swojej rodzimej Łodzi Krzysztof Dudek ma pozycję znacznie wyższą, niż wspierana przez niego prezydent miasta.

Dyrektor, co ma klawe życie
Cysorz to ma klawe życie – śpiewał przed laty Tadeusz Chyła. Na swoje życie narzekać nie może również dyrektor Narodowego Centrum Kultury. Podległa mu instytucja działająca przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego rokrocznie rozdysponowuje dziesiątkami milionów złotych (ok. 50-60 mln), które (przynajmniej teoretycznie), powinny służyć do wspierania polskiego środowiska artystów i twórców.
Krzysztof Dudek został dyrektorem NCK za czasów pierwszych rządów Prawa i Sprawiedliwości. Gdy partia przegrała wybory w 2007 r., opuścił jej szeregi a wkrótce potem zasilił rządzącą Łodzią Platformę Obywatelską i stał się jej aktywnym członkiem. W 2010 r. bezskutecznie kandydował do sejmiku z jej ramienia.
W Łodzi Dudek bardzo szybko stał się jedną z najbardziej wpływowych osób. Nie bez znaczenia było jego wsparcie dla Hanny Zdanowskiej (PO), która z powodzeniem ubiegała się o fotel prezydenta tego 700-tysięcznego miasta. Zdanowska potrafiła się odwdzięczyć i szef NCK od połowy 2011 r. zasiada w Radzie Nadzorczej łódzkiej spółki komunalnej Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. W 2011 r. wynagrodzenia dla całej rady nadzorczej wyniosły ok. 200 tys. złotych – wynika z akt KRS. Rada liczy pięciu członków, średnio na każdego przypada więc ok. 40 tys. zł. W sumie na przestrzeni ostatnich lat dyrektor NCK z tytułu zasiadania w Radzie Nadzorczej łódzkiego MPK zarobić miał ok. 180 tys. zł.
– Zasiadanie Pana Krzysztofa Dudka w Radzie Nadzorczej nie podlegało nadzorowi Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego – czytamy w odpowiedzi z Centrum Informacji MKiDN. Ministerstwo, gdy pierwszy raz zwróciliśmy się o komentarz w tej sprawie, przekonywało jednak, że zasiadanie dyrektora instytucji kultury w radzie nadzorczej spółki o odmiennym profilu działalności nie wymaga zgody ministra.
– Dla każdego menedżera wyższego szczebla abecadłem i truizmem jest uzyskanie zgody rady nadzorczej lub też bezpośrednio pracodawcy na dodatkową pracę zarobkową – mówi „Gazecie Finansowej” jeden z warszawskich prawników. Czy zatem państwowe instytucje kultury są jedynymi państwowymi podmiotami w kraju, których dyrektorzy mogą sobie dowolnie dorabiać – do niemałej już – pensji?
Co ciekawe – jak wynika z kontroli przeprowadzonej przez NIK w łódzkich miejskich spółkach w latach 2010-2013 – zasiadało aż 21 osób, które w wypadku odwołania z rady nadzorczej jednej powoływani byli w skład kolejnej. – Najwyższa Izba Kontroli negatywnie oceniła brak zasad i kryteriów doboru członków rad nadzorczych oraz uznaniowy charakter polegający na indywidualnym, wskazywaniu kandydatów przez Prezydent Miasta – czytamy w raporcie sporządzonym po przeprowadzonej kontroli.
Gdy do kieszeni szefa NCK płynęły dziesiątki tysięcy złotych z łódzkiej miejskiej spółki, pieniądze z NCK trafiały do łódzkich mediów, promowały lokalnych notabli, a samo Centrum dawało zatrudnienie łódzkiej śmietance towarzyskiej.

Słychać bębny i fanfary
Narodowe Centrum Kultury współfinansowało produkcje TVP Łódź (przewodniczącą Rady Programowej TVP w latach 2010-2015 była łódzka posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska) oraz zostało sponsorem imprez organizowanych przez najważniejszą lokalną gazetę – „Dziennik Łódzki” (jego dziennikarką była m.in. ww. posłanka PO).
Szef NCK, Krzysztof Dudek, jest absolwentem wydziału Prawa i Administracji na Uniwersytecie Łódzkim. Kierowany więc przez niego NCK finansuje konkurs na najlepszą pracę magisterską obronioną na tymże wydziale. Imprezę organizuje „Dziennik Łódzki”, który przy okazji promuje dyrektora NCK na swoich łamach. Inną ciekawostką jest to, że NCK zamówiło opinię prawną nt. zmiany konstytucji u dr Anny Młynarskiej-Sobaczewskiej. Pani doktor oczywiście również reprezentuje Uniwersytet Łódzki.
W 2015 r. w Łodzi odbyła się też Gala Menedżer Roku Regionu Łódzkiego. Gala finałowa konkursu organizowana była przez „Dziennik Łódzki” i Business Centre Club (Lożę Łódzką). Fundatorem i pomysłodawcą nagrody „Wielkiego Kreatora”, która została wręczona w jej trakcie było Narodowe Centrum Kultury.
Co ma wspólnego Gala Menedżerów ze statutową działalnością NCK? Na stronie Centrum czytamy, iż celem wyróżnienia jest „wskazywanie, docenianie i nagradzanie przedstawicieli biznesu, którzy poprzez swoje działania w realny sposób wspierają przedsięwzięcia kulturalne w regionie łódzkim”. Próżno szukać podobnych imprez zasilanych pieniędzmi na kulturę w innych regionach.
Wyliczenia łódzkich wydarzeń finansowanych przez NCK obejmują kilkadziesiąt różnych mniej lub bardziej związanych z kulturą wydarzeń – przykładowo 9 spektakli teatralnych w 2012 r., opłacanie Filharmonii Łódzkiej na prace związane z Oratorium Dance Project, debata oksfordzka na Uniwersytecie Łódzkim, łódzkie konferencje Culture Crisis Contact, wiele działań wspólnych z łódzkim oddziałem TVP, czy też sfinansowanie scenografii do przedstawienia „Cyrano” w łódzkim teatrze, za blisko 200 tys. złotych.
Jednak i w przypadku kultury widać powiązania z wielką polityką. W komitecie honorowym utrzymującej się od pięciu lat u władzy prezydent Zdanowskiej obok Dudka znalazł się Andrzej Pągowski, dla którego NCK zorganizowało m.in. wystawę „Mistrz -Uczeń. Świerzy-Pągowski”. Nie jest trudno zgadnąć, że wystawa odbyła się również w Łodzi.
Obok nich w komitecie honorowym pani prezydent znalazł się Ryszard Petru. NCK było wydawcą jego książek, które były promowane w 2015 r. Roku wyborczym. Koszt wydania książki lidera .Nowoczesnej „Koniec wolnego rynku? Geneza Kryzysu” (uwzględniając I i II wydanie) wyniósł łącznie ponad 102 tys. zł brutto. Całkowite honoraria ambitnego polityka z tytułu współpracy z NCK wyniosły łącznie 10 tys. zł brutto (3 tys. zł za pełne prawa do komentarzy eksperckich w książce „Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela” oraz 7 tys. zł za udzielenie wyłącznej licencji na okres trzech lat do wykorzystywania treści książki „Koniec wolnego rynku”). Ponadto NCK było sponsorem imprezy Re-Culture, na której swoje prelekcje wygłaszali działacze .Nowoczesnej Ryszarda Petru.
Oczywiście nie za darmo. Paweł Rabiej (.Nowoczesna Ryszarda Petru) był prowadzącym imprezę Re-Culture – Umowa z firmą Paweł Rabiej Doradztwo i Szkolenia opiewa na kwotę 6150 złotych. NCK w tym przypadku, jak i w każdym innym, nie badało zaangażowania politycznego właściciela firmy – czytamy w odpowiedzi rzecznika NCK.
Wyżej wspomniany Andrzej Pągowski za uczestnictwo w debacie „Kultura się liczy” oraz przygotowanie plakatu sprawił, że jego firma – Andrzej Pągowski Kreacje Pro stała się bogatsza o 2460 zł z NCK.

A tu przyjemności same
Równie ciekawie wygląda sytuacja wewnątrz kontrolowanego przez Dudka NCK. Przykładowo – kierowniczka jednego z najważniejszych działów w NCK – Działu Programowego – Marzena Strąk to synowa Andrzeja Strąka, dyrektora Śródmiejskiego Forum Kultury z Łodzi, które oczywiście otrzymuje pieniądze z NCK w ramach programów tworzonych przez Panią Marzenę Strąk („Ojczysty – dodaj do ulubionych”).
Kontrola Ministerstwa Kultury sprawdzająca funkcjonowanie NCK tylko w latach 2012-2013 wykazała 6 przypadków „zatrudnienia osób spokrewnionych i/lub spowinowaconych (trzy przypadki wśród zatrudnionych pracowników i trzy przypadki powiązań rodzinnych pracowników etatowych z osobami zatrudnionymi na podstawie umów cywilnoprawnych). Jak przekonuje nas rzecznik prasowy NCK w chwili obecnej „występują 2 przypadki zatrudniania osób spokrewnionych, w tym jeden dotyczy sytuacji sprzed 10 lat”. Tymczasem znaleźliśmy cztery takie przypadki.
Drążąc temat domniemanego nepotyzmu zapytaliśmy rzecznika o tryb w jakim została zatrudniona Aneta Radecka, której mama jest główną księgową NCK, stwierdził, że NCK zastosował tryb naboru na wolne stanowiska pracy. Dotarliśmy jednak do akt sprawy karnej, w której główna księgowa zeznała, że dyrektor polecił jej poszukiwanie zaufanej osoby na to stanowisko, a ona po prostu wskazała swoją córkę.
Zapytaliśmy też, czy córka głównej księgowej sporządza sprawozdanie z działalności merytorycznej NCK. Michał Laszczkowski twierdzi, że nie podpisuje go, a tymczasem – co można sprawdzić na witrynie NCK – jest ona wraz z Krzysztofem Dudkiem autorką co najmniej jednego sprawozdania za rok 2014.
Ostatnio NCK zasilili też powyborczy spadochroniarze: Maciej Babczyński i Marcin Hinz z gabinetów politycznych ministrów Zdrojewskiego i Omilanowskiej. Specjalnie dla nich powstały nowe miejsca pracy. Z pominięciem procedury konsultacji ze związkami zawodowymi – aby zdążyć przed zmianą w fotelu ministra. Wedle naszych informacji, „dział” kierowany przez Hinza zatrudnia jednego pracownika i to na umowę śmieciową. Babczyński natomiast nadzoruje dwa działy, które zostały wykrojone z kompetencji innego z wicedyrektorów. Czy musimy dodawać, iż w zawodowym CV Babczyńskiego na próżno szukać doświadczeń związanych ze statystyką i badaniami ilościowymi, którymi ma on teraz kierować w NCK?

Gra prześliczna melodyjka
Łódzcy dyrektorzy NCK Krzysztof Dudek i Edward Chudzik uzyskali pełną kontrolę nad kluczowymi procesami w instytucji: księgowością, kadrami, kontrolą wewnętrzną, prawnikami, administracją oraz programami dotacyjnymi. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji mogą się oni – pomimo swych działań – czuć bezpiecznie i komfortowo. – To jest jak nowotwór obejmujący newralgiczne obszary funkcjonowania każdej instytucji czy firmy. Bez wiarygodnej księgowości oraz niezależnej kontroli wewnętrznej, nadzorca może poruszać się jedynie jak dziecko we mgle. Tu potrzeba prawdziwej chemioterapii ze strony właściciela (Ministerstwa Kultury – red.) – mówi nam osoba zawodowo zajmująca się przeciwdziałaniem nadużyciom w sektorze prywatnym. – W typowy sposób kupiono przychylność wewnętrznych prawników (in-house) przymykając oko na ich kolidujące z pracą w NCK zawodowe zaangażowanie w innych miejscach. Chyba że chcemy wierzyć w fikcję, iż doba ma więcej niż 24 godziny – mówi pracownik NCK, proszący o zachowanie anonimowości.
Fachowość ludzi PO w NCK dobitnie opisuje przypadek zaufanego człowieka ministra Bogdana Zdrojewskiego – Kazimierza Monkiewicza (w NCK jest zastępcą dyrektora). Gdy został p.o. dyrektora Narodowego Instytutu im. Fryderyka Chopina, to swoimi kompromitującymi decyzjami udało mu się zjednoczyć prawie wszystkie – polskie i zagraniczne – środowiska chopinologów, które apelowały do Bogdana Zdrojewskiego, o jak najszybsze jego odwołanie. W ogólnodostępnej petycji podpisanej przez ponad 700 osób wyjątkowo łagodnie napisano, iż „dalsze pozostawianie p. Kazimierza Monkiewicza (osoby bez kwalifikacji do zarządzania kulturą), na stanowisku dyrektora NIFC grozi personalną i programową destrukcją tej narodowej instytucji”. Po NIFC-u przyszedł czas na destrukcję w NCK. Jedna z urzędniczek MKiDN mówiła tak: „mieliśmy Monkiewicza po NIFC-u zatrudnić gdzieś w kulturze na krótko, na miesiąc lub dwa, aby sobie coś w biznesie znalazł”. Jednak ten krótki okres zamienił się w prawdziwą chorobę przewlekłą trwającą już ponad trzy lata. Wątpliwości budzą też idące w setki tysięcy złotych wydatki Kazimierza Monkiewicza na technologie informatyczne w NCK, w tym na przykład 84 tys. zł rocznie dla wieloletniego kolegi z Panasonica i NIFC-u, Klaudiusza Dutkiewicza.

Z pytaniami o sytuację w NCK i planowanych działaniach wobec tej instytucji zwróciliśmy się do wiceminister Magdaleny Gawin. W odpowiedzi z ministerstwa czytamy: – w Narodowym Centrum Kultury cały czas trwa kontrola wewnętrzna, zlecona przez podsekretarz stanu w MKiDN Magdalenę Gawin. Ze wstępnej analizy wynika, że w instytucji potrzebne są zmiany, które usprawnią jej funkcjonowanie, jednakże na ostateczne wnioski jest jeszcze zbyt wcześnie. Pragniemy zauważyć, że Minister Gawin nadzoruje prace NCK od końca listopada ub. r., a większość pytań, które skierował pan do pani minister dotyczy wcześniejszego okresu, kiedy nadzór sprawowali poprzedni ministrowie: minister Zdrojewski i minister Omilanowska.
„Dobrze, dobrze być cysorzem” – śpiewał Chyła.

Autor


Najnowsze