12.5 C
Warszawa
wtorek, 27 września 2022

Na wojnie z podatnikami. Dlaczego firmy uciekają przed fiskusem za granicę?

Koniecznie przeczytaj

Podmioty z sektora prywatnego unikają płacenia podatków nie dlatego, że pragną w ten sposób szczególnie zaszkodzić polskim politykom i Polsce, lecz dlatego, że w innych krajach podatki są niższe, co stanowi najważniejszy bodziec skłaniający do ich regularnego płacenia.

Nowy projekt klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania autorstwa PiS pokazuje, że rządząca ekipa wciąż postrzega sektor prywatny przede wszystkim jako zagrożenie. Specjalna klauzula ma stanowić prawne uzupełnienie sztandarowego projektu Prawa i Sprawiedliwości, czyli opodatkowania sklepów wielkopowierzchniowych. Trwające od wielu tygodni prace nad ustawą dotyczącą podatku obrotowego od sprzedaży sprawiły, iż zagraniczne sieci podjęły już energiczne działania na rzecz obejścia nowych przepisów. Z tego właśnie powodu kierowane przez Pawła Szałamachę Ministerstwo Finansów przygotowało specjalny projekt nowego prawa podatkowego, które ma sprawić, iż zyski wielkich podmiotów nie będą uciekały przed opodatkowaniem za granicę.

Nowe przepisy mają nie dotyczyć małych i średnich przedsiębiorców, gdyż resort ma się uważnie przyglądać jedynie tym schematom finansowym, które przynoszą co najmniej 100 tys. zł oszczędności przy płaceniu podatku dochodowego. Rząd chce się w ten sposób zabezpieczyć m.in. przed wyprowadzaniem zysków przy pomocy spółek zależnych istniejących w innych krajach, czy też wykazywaniem fikcyjnych kosztów pod postacią zakupu znaków towarowych lub firmowego know-how. W tym celu ma też powstać specjalna, 7-osobowa Rada do spraw Unikania Podatków, która będzie rozpatrywała poszczególne przypadki stosowania klauzuli. Sposób powoływania jej członków nie jest jeszcze w pełni znany.

Co ciekawe, bardzo podobną klauzulę zamierzał wprowadzić na początku 2015 r. minister finansów w rządzie Platformy Obywatelskiej, Mateusz Szczurek, lecz wobec spodziewanej porażki w wyborach, prace nad odpowiednią ustawą zostały wstrzymane. Wprowadzająca tego rodzaju przepisy Polska nie jest także wyjątkiem – tego typu regulacje stosuje wiele krajów w Europie i na świecie.

Prawo i Sprawiedliwość spodziewa się, że specjalna klauzula zwiększy dochody budżetowe o 50 mln zł w 2017 r., a w 2018 r. o 100 mln zł. Wedle przyjętych przez Ministerstwo Finansów założeń klauzula ma mieć też skutki pośrednie, które w 2017 są już szacowane na 5,4 mld zł, a w kolejnych latach na jeszcze więcej.

Złe podejście
Wprowadzanie klauzul zapobiegających obchodzeniu systemu podatkowego danego państwa nie przyniosło jednak jeszcze nigdy spodziewanego skutku, ponieważ wynika ono z przyjęcia złej optyki. Podmioty z sektora prywatnego unikają płacenia podatków nie dlatego, że pragną w ten sposób szczególnie zaszkodzić polskim politykom i Polsce, lecz dlatego, że w innych krajach podatki są niższe, co stanowi najważniejszy bodziec skłaniający do ich regularnego płacenia.

Kraje Zachodu, które nakładają wysokie i niekonkurencyjne podatki, już od wielu lat prowadzą bezowocną krucjatę przeciwko rajom podatkowym. Bez względu jednak na to, jak bardzo próbowanoby usztywnić dany system podatkowy, w obecnych warunkach względnej swobody przepływu kapitału i towarów pełne uszczelnienie pozostaje tylko mrzonką. Ponadto, krytykowana dziś zawzięcie przez wielu polityków jako działanie na szkodę państwa, optymalizacja podatkowa tak naprawdę przyczynia się do tego, iż wiele firm może w ogóle funkcjonować. Stosują ją przecież nie tylko wielkie, zagraniczne firmy, lecz także ledwo wiążący koniec z końcem polscy mali i średni przedsiębiorcy.

Jak poinformowała „Rzeczpospolita”, Sąd Najwyższy wydał niedawno wyrok, który może stanowić niebezpieczny precedens dla wielu innych podobnych spraw. Za niezgodne z prawem uznano działania pewnego przedsiębiorcy, który założywszy w Londynie działalność gospodarczą, powiadomił ZUS, iż nie będzie odprowadzał składek w Polsce. Kontrola Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wykazała, że działalność firmy nie dotyczyła już w żaden sposób Anglii, lecz wyłącznie Polski. Zgodnie z wyrokiem sądu przedsiębiorcy mogą teraz zostać naliczone karne składki nawet do 5 lat wstecz.

Orzeczenie to wywołało zrozumiały strach wśród wielu Polaków, którzy prowadząc działalność w Polsce i wspierając tym samym polską gospodarkę, wobec rosnących wciąż i wygórowanych składek zusowskich zdecydowali się opłacać ubezpieczenie społeczne w Wielkiej Brytanii. Tymczasem nad Tamizą najniższa składka obowiązująca przy prowadzeniu własnej działalności wynosi zaledwie ok. 450 zł, co każdego miesiąca osobie samozatrudnionej daje ponad 550 zł oszczędności. W Wielkiej Brytanii wyższe są też kwoty wolne od podatku, co sprawia, że zarejestrowało się tam mnóstwo rodaków. Niestety jednak ostatni wyrok sprawia, iż kontrole ZUS-u będą mogły jeszcze głębiej sięgać do ich kieszeni.

Z punktu widzenia PiS-u podmioty płacące ubezpieczenie społeczne oraz podatki poza krajem działają na niekorzyść polskiego państwa, lecz rządząca ekipa najwyraźniej nie zadała sobie pytania, dlaczego Polacy tak bardzo unikają polskiego systemu podatkowego. Odpowiedź wydaje się dość prosta, choć niewygodna dla rządzących.

Niekonkurencyjne podatki
Prawo i Sprawiedliwość zdobyło władzę na jesieni 2015 r., głosząc program gospodarczy, który miał zjednać dla niej środowiska małych i średnich przedsiębiorców. W duchu walki o ich przywileje zabrano się do prac nad opodatkowaniem zagranicznych sieci sklepów wielkopowierzchniowych. W ferworze walki zapomniano jednak, że stawki podatkowe w Polsce są nadal niekonkurencyjne względem innych krajów rozwijających się. Przykładowo, w Polsce podatek CIT wynosi 19 proc., co stanowi wynik zbliżony do niektórych najbogatszych krajów Europy, jak choćby Wielkiej Brytanii, czy też Finlandii. Tymczasem w Bułgarii wynosi on zaledwie 10 proc., a w Rumunii 16 proc. Jeśli zaś chodzi o kwotę wolną od podatku dochodowego od osób fizycznych, zajmujemy wciąż jedno z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej.

Prawo i Sprawiedliwość tak bardzo uzależniło swój program wyborczy od rozmaitych kosztownych obietnic, iż zamiast zdecydować się na znaczącą obniżkę podatków, skupia całą swoją energię na uszczelnianiu systemu podatkowego oraz nakładaniu nowych obciążeń. Zapomina tym samym, iż najlepszym sposobem na zwiększenie wpływów do budżetu jest najczęściej obniżka podatków.

Ironią losu jedynym premierem, który w ostatnich latach obniżył drastycznie podatki, był postkomunista Leszek Miller, którego rząd zadecydował w 2004 r. o obniżeniu stawki podatku CIT z 27 proc. do 19 proc. Pomimo wielu głosów krytyki, że tego typu posunięcie zada śmiertelny cios budżetowi, wpływy budżetowe z tytułu tegoż podatku jeszcze tego samego roku wzrosły o 3 mld zł. Od tego czasu minęło jednak 13 lat, a pozostałe państwa nie próżnowały, dokonując jeszcze dalej idących obniżek. W rezultacie Polska ze swoimi stawkami podatkowymi jest dziś coraz mniej konkurencyjna, a wpływy z CIT ponownie zaczęły spadać. Zamiast wprowadzać nowe podatki oraz uszczelniać system pod kątem zagranicznych podmiotów, nowe władze powinny więc zdecydować się na zwiększenie konkurencyjności poprzez szybkie i zdecydowane obniżki podatków. Bez wątpienia takie właśnie są oczekiwania małych i średnich przedsiębiorców, którym obiecywano przecież „dobrą zmianę”.

Tymczasem jednak proponowana przez Prawo i Sprawiedliwość nowa klauzula zapobiegająca unikaniu opodatkowania, tak naprawdę wprowadza dodatkowe koszty i stwarza pokusę nadużycia. Wspomniana Rada do spraw Unikania Podatków to wszak kolejne urzędnicze etaty oraz wzmożona aktywność organów kontrolnych. Spodziewane zyski z klauzuli są w tej chwili wciąż tylko teoretyczne, natomiast konkretne są koszty, jakie państwo poniesie na jeszcze większą biurokrację. Ekipa Platformy Obywatelskiej okryła się złą sławą, zatrudniając w czasie swoich trwających 8 lat rządów dodatkowe 60 tys. urzędników. Zamiast odwrócić ten negatywny trend, Prawo i Sprawiedliwość przyłącza się do niego już na samym początku, także poprzez konieczność zatrudnienia dodatkowych osób do obsługi programu 500 zł na dziecko.

Nowa klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania zawiera także zapisy, które tworzą niezdrowe relacje między podmiotami prywatnymi a fiskusem. Zgodnie z nimi po uiszczeniu opłaty w wysokości 20 tysięcy złotych podatnik będzie mógł uzyskać opinię, czy resort finansów nałoży na niego większą daninę, czy jest już bezpieczny. Reguła ta w jawny sposób narusza zasadę domniemania niewinności. Ponadto, skoro o tym, czy ktoś unika podatków, bądź nie, musi zadecydować specjalna komisja, stwarza to sytuację korupcjogenną. Jest to dość oczywiste zarówno z punktu widzenia wielkich podmiotów gospodarczych, jak i członków komisji, kimkolwiek by byli.

Kolejne miesiące będą dla Prawa i Sprawiedliwości kluczowe i pokażą, jak dalece poważnie ugrupowanie to poważnie traktuje swoje własne wyborcze obietnice. W czasie kampanii wyborczej obecna premier Beata Szydło zapowiadała m.in. obniżkę CIT do 15 proc. oraz VAT-u do 22 proc. Niedawno minister finansów Paweł Szałamacha wykluczył pierwszą z nich, natomiast o jakiejkolwiek obniżce VAT-u nikt w rządzie nie odzywa się ani słowem. Na razie główna energia rządzących skupia się na szukaniu dodatkowych zysków budżetowych przy pomocy nowych podatków i uszczelnianiu obecnie istniejącego systemu.

Autor

Najnowsze