25.7 C
Warszawa
poniedziałek, 4 lipca 2022

Dziennikarz, Piarowiec, Szpieg

Koniecznie przeczytaj

Był piarowcem, jest dziennikarzem. Dziennikarze wypominają mu współpracę z Urzędem Ochrony Państwa. Kim jest nowa gwiazda Telewizji Publicznej?

52-letni Jacek Łęski od roku ma własny program ekonomiczny najpierw w programie pierwszym TVP, a później na kanale informacyjnym TVP Info, gdzie od dwóch miesięcy współprowadzi program „Studio Polska”.

Jego angażowi towarzyszyły spore kontrowersje, ponieważ Łęski odszedł z dziennikarstwa wiele lat temu i został specem od Public Relations. Czyli doradzał tym, o których chcieli pisać dziennikarze. Ten biznes jest znacznie bardziej dochodowy niż dziennikarstwo. Dlaczego zatem zdecydował się prowadzić programy w państwowej telewizji?

Bystrzak z UOP

Łęski często jest przedstawiany jako jeden z „prekursorów” polskiego dziennikarstwa śledczego po 1989 r. Zasłynął tekstami o Pierwszym Komercyjnym Banku w Lublinie Davida Bogatina czy spotkaniu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z rosyjskim oficerem wywiadu Władimirem Ałganowem.

Kto stał za karierą Łęskiego w mediach ujawnił mjr Tomasz Budzyński, oficer Urzędu Ochrony Państwa (a następnie ABW). Spisujący słowa Budzyńskiego dziennikarz Wojciech Sumliński nie wymienił Łęskiego z nazwiska, jednak opis jednoznacznie wskazuje o kogo chodzi, bo mowa o autorze artykułu o Bogatinie, który później zrobił wielką ogólnokrajową karierę.

„Do UOP Redaktor zgłosił się sam. Wyglądał na bystrzaka, mówił jak bystrzak i naprawdę był bystrzakiem – i generalnie spodobał się. Sprawę uprościło także i to, że miał tu kolegów. Znał się z zastępcą szefa Lubelskiej Delegatury UOP, Zbigniewem Niezgodą i Erykiem Chojnackim, funkcjonariuszem kontrwywiadu, byłym działaczem NSZ Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W Delegaturze Redaktor funkcjonował jako zabezpieczenie operacyjne i na swoim stanie miał go kapitan Zbigniew Związko, kierownik sekcji do spraw przestępstw gospodarczych, znajdującej się wówczas w strukturach wydziału kontrwywiadu. Pierwszym poważnym zadaniem, jakie Redaktor wykonał dla UOP, była pomoc przy wyeliminowaniu z rynku banku pewnego amerykańskiego Żyda, o którym kontrwywiad lubelski posiadał szeroką wiedzę na podstawie informacji przekazanych przez stronę amerykańską. (…) Redaktor „odkrył” i opisał nieprawidłowości w Banku (…). Ktoś ciekawski mógłby zapytać: po co dziennikarz śledczy wiąże się ze służbami specjalnymi, skoro w ten sposób traci niezależność – czyli tak naprawdę clou tego, co dziennikarza czyni dziennikarzem – i staje się chłopcem na posyłki? Odpowiedź jest prosta: wygrzebywanie informacji spod ziemi, związana z tym strata czasu i cała ta stresująca otoczka w połączeniu z nieustannym narażaniem się ludziom na wysokich stołkach to nie są i nigdy nie będą rzeczy przyjemne. Po co kopać się z koniem, skoro można dostać gotowca i zyskać splendor bez ryzyka? A że nie ma to nic wspólnego z dziennikarstwem? Trudno. Zresztą, kto by się przejmował takimi drobiazgami, prawda? Przez szereg następnych lat Redaktor oddał nam nieocenione usługi. Jako dziennikarz zrobił oszałamiającą karierę i tylko nieliczni domyślali się, że tak naprawdę nigdy nie był dziennikarzem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Był za to dobrym i sumiennym „współpracownikiem” – jednym z kilku, jakich „Firma” miała wówczas na Lubelszczyźnie, jednym z setki, jakich miała na terenie całego kraju. I współpracował jeszcze długo – wspomina Łęskiego mjr Budzyński w książce „Oficer”.

– W „Oficerze” ujawniony znany PR-owiec i dziennikarz TVP jako tajny współpracownik służb specjalnych – skomentował sytuację, w listopadzie ub. roku, na Twitterze dziennikarz śledczy Robert Zieliński.

Dotarliśmy w tej sprawie do dwóch oficerów dawnego  UOP, którzy potwierdzili nam fakt iż współpraca Łęskiego miała miejsce i rozpoczęła się na początku 1992 r. Wówczas było to najzupełniej legalne i dość powszechne – zaznaczają, podkreślając iż Łęski – szczególnie na początku – wykonał dobrą robotę dla kraju.

Do „uwolnionego” od złej sławy SB UOP-u dziennikarze zapisywali się chętnie i dobrowolnie. Gdy w 1997 r. szef MSW Zbigniew Siemiątkowski polecił szefowi UOP – gen. Andrzejowi Kapkowskiemu sporządzenie listy dziennikarzy (i polityków) współpracujących z cywilnymi służbami specjalnymi, efekt okazał się piorunujący. Na liście znalazło się wielu dziennikarzy i dziennikarek – dziś będących w pierwszym szeregu tzw. narodowych mediów. Siemiątkowski zakazał wówczas służbom werbowania dziennikarzy bez zgody premiera (jak pokazała późniejsza historia III RP przepis ten okazał się w praktyce martwy).

Kierunek wschód

Łęski porzucił dziennikarstwo i zdecydował się na bardziej dochodowy biznes – public relations. – Z własnej woli nigdy bym z dziennikarstwa nie odchodził. Przez rok jednak nie miałem środków do życia. Chodziłem od redakcji do redakcji. Przygarnęli mnie przyjaciele, którzy  rozpoczynali przygodę z PR – bronił się w rozmowie z SDP rok temu.

Jako PR-owiec Łęski zrobił karierę dzięki pracy dla Przemysłowego Związku Donbasu. Donbas działał w Polsce poprzez spółkę córkę ISD Polska. Jak alarmował wówczas m.in. „Najwyższy Czas!” Donbas w 2007 r. bardzo korzystnie nabył Stocznię Gdańską, a także przejął inne polskie strategiczne zakłady produkcyjne –np. Hutę Częstochowa w 2005 r. O tym kto kryje się w cieniu „ukraińskiego” Donbasu „Gazeta Finansowa” pisała równo dekadę temu (jednak do oficjalnego przejęcia przez Rosjan doszło w 2010 r. gdy ukraińscy akcjonariusze sprzedali pakiet kontrolny akcji ISD rosyjskiemu konsorcjum na czele z Aleksandrem Katuninem).

Obsługa PR-owa „Ukraińców” przypadła prowadzonej przez Łęskiego firmie Aimcomms (dawniej PBL Public Affairs, której właścicielem był również Marcin Ciok). Łęski zaczął występować jako rzecznik Donbasu.

Co ciekawe – z tym epizodem z życia Łęskiego łączy się powstanie firmy obecnego właściciela tygodnika „Wprost” – PMPG Michała Lisieckiego. W 2004 r. obsługiwana przez Łęskiego ISD kupiła spółkę Arksteel. Miała być ona „platformą biznesową do kolejnych akwizycji w Polsce” (cyt. za Łęskim na portalu Salon24 – red.). Dwa lata później kontrolę nad Arksteel przejęła Point Group Lisieckiego i połączone firmy pod nazwą PMPG (Platforma Mediowa Point Group) zaczęły działać na Giełdzie Papierów Wartościowych.

Sąd nad Łęskim

W Krajowym Rejestrze Sądowym można zapoznać się z historią kilku firm PR-owskich Łęskiego. W 2000 r. powstała spółka cywilna PBL S.C. Zawiązał ją Marcin Ciok i Dorota Mitrus. Następnie w 2006 r. powstała spółka jawna PBL Public Affairs Marcin Ciok (KRS 259209). W połowie 2006 r. nowym wspólnikiem został Jacek Łęski (nabywając akcje Mitrus).

Od 2007 r. spółka zaczęła używać nazwy Aimcomms. W grudniu 2012 r. zarządzono postępowanie przymuszające o złożenie sprawozdania finansowego wobec spółki Łęskiego. Tutaj przypomnijmy (za blogiem adwokat Anny Patoleta) „Niezłożenie sprawozdania finansowego oraz sprawozdania z działalności w KRS, a także nie złożenie sprawozdania finansowego do ogłoszenia to przestępstwo, za które kierownikowi jednostki (w spółkach kapitałowych – członkom zarządu) grozi grzywna albo kara ograniczenia wolności, wymierzane na podstawie Kodeksu karnego”.

7 stycznia 2013 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy wszczął postępowanie z urzędu o przymuszenie do złożenia wniosku o ujawnienie wzmianki o złożeniu rocznego sprawozdania finansowego za lata 2009 – 2011. 23 stycznia sprawę umorzono. Co znalazło się w sprawozdaniach?

W sprawozdaniu finansowym za 2011 r. Aimcomms na koniec roku miała ponad 2,66 mln zł aktywów, ponad 650 tys. kapitału własnego,  ponad 2,66 mln zł pasywów, ponad 3,3 mln zł przychodów netto ze sprzedaży i ponad 550 tys. zł zysku netto.

W 2010 r. spółka miała prawie 2,9 mln zł dochodu i ponad 2,9 mln zł kosztów uzyskania przychodu. W 2009 r. ponad 1,9 mln zł dochodu i prawie 1,49 mln kosztów uzyskania przychodu. W 2008 r. ponad 2,2 mln zł dochodu i ok. 1,6 mln zł kosztów uzyskania przychodu. W 2007 r. prawie 1,2 mln zł dochodu i ponad 1,3 mln zł kosztów uzyskania przychodu.

Na koniec 2012 r. firma miała ponad 1,2 mln zł przychodów netto oraz ponad 167 tys. zł zysku netto.

21 maja 2013 r., kilka miesięcy po postępowaniu ws. sprawozdania finansowego, Łęski i Ciok postanowili o rozwiązaniu spółki. Stan spółki z okresu 1 stycznia – 31 maja 2013 r. to: 63 tys. zł aktywów i pasywów, zero przychodów i zero zysku.

Drugą firmę – Influent.PR (KRS 414132) Łęski i Ciok powołali do życia w 2012 r. Trzecim „wspólnikiem” było Aimcomms / Anchugo Limited. W marcu 2016 r. – gdy Łęski wchodził z programem do TVP – firma nazywała się już INF, Ciok i Łęski byli jej udziałowcami, z czego Ciok prokurentem, a Łęski prezesem. W KRS nie ma jej sprawozdań finansowych.

Influent.PR Marcin Ciok (KRS 501349) to jedno z ostatnich ich przedsięwzięć. Łęski ponownie założył ją ze swoim wieloletnim partnerem w 2014 r. Spółka została rozwiązana bez procedury likwidacji 1 marca 2016 r. W 2015 r. miała ponad 865 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży i prawie 126 tys. zł zysku netto. W 2016 r. zero.

„Powrót” do mediów

Gdy rok temu ogłoszono, że Jacek Łęski będzie prowadził autorski program w państwowej telewizji dziennikarze przecierali oczy ze zdumienia. Andrzej Skworz, redaktor naczelny branżowego magazynu „Press” nazwał w rozmowie z nami program PR-owca Jacka Łęskiego w telewizji publicznej prawdziwym problemem.

O tym, że programy Łęskiego różnią się od normalnych produkcji dziennikarskich można przekonać się bardzo łatwo. Przykład? Audycja z 6 września 2016 r. dotyczyła styropianu. Prowadzący program przekonuje, że wybierając produkty należy wybierać te posiadające odpowiednią rekomendacje i wymienia Instytut Techniki Budowlanej.

Na stronie Instytutu Techniki Budowlanej, w bazie obowiązujących aprobat dla płyt styropianowych pojawiają się tylko trzy wyniki. Dwie z trzech aprobat technicznych otrzymała Termo Organika – dla której jeszcze niedawno Łęski świadczył usługi PR.

Autor

Poprzedni artykułPorozumienie Centralne
Następny artykułBiuletyn reklamowy „Wprost”

Najnowsze