29.2 C
Warszawa
sobota, 25 czerwca 2022

Bandyci z blachami

Koniecznie przeczytaj

Polacy są częściej bici przez policjantów niż przez bandytów na ulicach.

Śmierć Igora Stachowiaka wstrząsnęła Polską. Najbardziej bulwersujący jest fakt, że funkcjonariusze policji robili wszystko, aby zatuszować morderstwo. Z komendy zniknął monitoring z tego dnia, a nagranie będące dowodem koronnym, było odzyskiwane ponad rok. Taka jest rzeczywistość, w której żyjemy, zwykły obywatel nie ma szans w starciu z policjantami, którzy kłamią, oszukują i niszczą dowody bardziej niż zwykli bandyci.

Śmierć w męczarniach

Igor Stachowiak został zatrzymany na wrocławskim rynku 15 maja 2016 roku. Powodem zatrzymania było fizyczne podobieństwo do mężczyzny, który wcześniej uciekł policjantom. Stachowiak od samego zatrzymania był duszony. Było to tak drastyczne, że przechodnie zwracali uwagę policjantom, aby tego nie robili. Policjanci wielokrotnie łamali prawo, przeszukując go w toalecie oraz poniżając i poddając torturom. Następnie Igor został przeprowadzony do innego pokoju w komisariacie, gdzie sześciu funkcjonariuszy przycisnęło go do ziemi tak skutecznie, że chłopak zmarł. Jest to powszechna technika obezwładniania. Policjant przyciska do ziemi podejrzanego, a drugi go zakuwa w kajdanki. Ucisk na klatkę piersiową przez jednego z policjantów nastręcza trudności z oddychaniem, a co dopiero przez czterech lub pięciu, zakładając, że podejrzani są „kuci” przez jednego tylko policjanta. Oficjalnie powodem śmierci Igora była niewydolność krążeniowo-oddechowa. Nie wiadomo, czy policjanci udusili Igora, czy jego śmierć jest wynikiem połączenia kilku czynników. Początkowo rodzina chłopaka była poinformowana, że może zapoznać się z monitoringiem na komisariacie, na którym zginął Igor. W trakcie śledztwa okazało się, że tego dnia monitoring nie działał… na całym komisariacie. Śledczym zajęło aż rok odzyskanie nagrania z paralizatora, którego używał jeden z funkcjonariuszy. Na nagraniu widać jak 25-latek jest poddawany torturom. Zapewne, gdyby Igor nie wykonał poleceń policji, uciekł lub zwyczajnie pobił funkcjonariuszy, żyłby do dzisiaj. Tylko wówczas miałby na głowie cały aparat państwowej represji.

Tutaj dotykamy sedna sprawy. Jako obywatele nie mamy nawet prawa bronić się przed bezprawnym działaniem policji. Teoretycznie dwóch policjantów może zapukać do naszych drzwi, pobić nas, a sąd i tak da wiarę ich zeznaniom, są bowiem funkcjonariuszami publicznymi korzystającymi ze specjalnej ochrony prawnej. Sprawa Igora nie jest jedyną, co tylko potwierdza to, że policja, jako służba państwowa, jest tak skompromitowana, że potrzebuje gruntownej reorganizacji. Pojawiają się też głosy, że powinna zostać zastąpiona inną służbą, która przejęłaby jej obowiązki. Komisariat, w którym umarł Igor, już został okrzyknięty katownią na Trzemeskiej. Sęk w tym, że nasz kraj jest pełen takich komisariatów.

W Częstochowie policjanci napadli na rodzinę z dziećmi. Wszyscy przechodzili w niedozwolonym miejscu na uliczce osiedlowej. Gdy ojciec najpierw poprosił o wylegitymowanie się policjanta i zaczął nagrywać interwencję, został skuty wraz z rodziną i przewieziony na komendę. Tam wraz z żoną spędził 8 godzin pod zarzutem „czynnej napaści na funkcjonariuszy policji”. W Słupsku policjanci Adrian S. oraz Michał Ł. stosowali przemoc wobec niewinnego mężczyzny. Funkcjonariusze co prawda poza służbą, ale pod wpływem alkoholu zabrali mężczyźnie telefon komórkowy, tak aby ten nie mógł wezwać policji. Zbulwersowanym osobom przedstawili odznakę policyjną i pozorowali wykonywanie czynności służbowych. Następnie pobili kolejnego mężczyznę. W Rzeszowie zatrzymano naczelnika wydziału kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie. Zatrzymany ma usłyszeć zarzut nadużycia uprawnień, gdy pełnił funkcję w zarządzie CBŚP w Rzeszowie. Sprawa ma związek z handlem ludźmi.

To tylko nieliczne przypadki, gdy policja nadużywa przemocy lub łamie prawo. Sprawę poruszył Rzecznik Praw Obywatelskich, który skierował oficjalne pismo do ministra sprawiedliwości. Według rzecznika, policja stosuje przemoc zarówno wobec zatrzymanych, jak i świadków, dzięki czemu przypominamy afrykańską kolonię, gdzie funkcjonariusze policji mogą robić, co im się żywnie podoba, a przecież tortury są zakazane jednakowo przez konstytucję, jak i układy międzynarodowe. A jak wyglądają przyjemności serwowane przez policję na komendzie? Opisał to Rzecznik Praw Obywatelskich: „bicie po całym ciele – najczęściej pałką w pięty – rażenie paralizatorem po całym ciele, także w miejsca intymne, używanie gazu służbowego, zakładanie worka foliowego na głowę i duszenie, rozbieranie i wystawianie na widok publiczny, grożenie zgwałceniem, podrzucenie narkotyków, sprowokowanie sprawy karnej, pogryzienie przez psa, przyprowadzenie osoby bliskiej i przestrzelenie kolan w trakcie ucieczki, długotrwała izolacja bez kontaktów z rodzicami, zmuszanie do przebywania w powodującej ból pozycji, ściskanie jąder, chwytanie za członka oraz doprowadzenie do poddania się innej czynności seksualnej”. Policyjny park rozrywki to też wkładanie kostki lodu w odbyt, naciskanie kręgosłupem na kostkę mydła, oddawanie moczu i nagrywanie tego, po czym grożenie upublicznieniem nagrania. Według Adama Bodnara do tortur dochodzi często na początku postępowania, nawet przed pierwszym przesłuchaniem – na komendzie, w czasie transportu, przy zatrzymaniu, w czasie przesłuchań.

Zmowa milczenia

Przy takich sprawach, jak sprawa Igora, wychodzi na jaw to, co najgorsze w polskiej policji. Fałszowanie dokumentacji czy ukrywanie, a nawet niszczenie dowodów. Policja z racji pełnionych funkcji ma silne związki ze środowiskiem prokuratorów, którzy podejmują decyzje o losach postępowania. Przy dobrym układzie policjanci są bezkarni. Co więcej, także sądy dają wiarę zeznaniom policjantów, traktując je, jak prawdę objawioną. Obie grupy zawodowe są przeczulone na punkcie swojego wizerunku. Przykładem jest sprawa producenta odzieży, który produkował antypolicyjne ubrania. Właściciele firmy z Zawiercia usłyszeli zarzut pomówienia policjantów i policji za swoją odzież z hasłami „Policja morduje” oraz „Stop katom w niebieskich mundurach”. Na trop tej strasznej zbrodni wpadli policjanci z Katowic, którzy wylegitymowali młodzieńca odzianego właśnie w taką bluzę. Funkcjonariusze powiadomili o tym swoich przełożonych, o sprawie szybko dowiedziały się związki zawodowe, które złożyły zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Co ciekawe dochodzenie prowadziły najlepsze jednostki policji – Wydział do Walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Miejskiej Policji w Katowicach z udziałem Wydziału do walki z Cyberprzestępczością Komendy Głównej Policji. Niestety jak się okazało, sprawa ma jedynie charakter pomówienia tj. art. 212 k.k. Jak zatem wyjaśnić fakt, że funkcjonariusze policji w sprawach pomówień nie chcą pomóc obywatelom, a gdy tylko ktoś dotknie ich personalnie, uruchamiają wydział do walki z przestępczością gospodarczą?

To i tak nie koniec, bowiem do sprawy przyłączyła się prokuratura, uzasadniając to ważnym interesem społecznym. Każdy, kto wie, jak działa prokuratura i policja rozumie, jak bezczelne jest to wykorzystywanie pozycji silniejszego. Tym, którzy nie wiedzą, polecamy złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na dowolnym komisariacie policji w kraju. Policjanci, chociaż sprawa powinna toczyć się z oskarżenia prywatnego, zabezpieczyli w firmie z Zawiercia kilka sztuk odzieży, a także komputer. Poddano go ekspertyzie przez biegłego, który odnalazł na nim pliki graficzne zawierające symbolikę umieszczaną na odzieży. W ten sposób policja uzyskała dodatkowe dowody potwierdzające to, że firma produkowała treści naruszające jej dobra osobiste, w tym wizerunek.

W tym przypadku chodziło akurat o wizerunek policji. Są jednak sprawy, gdzie współpraca przebiega na linii policja–prokuratura–sąd, a my w zasadzie do sądu idziemy po wyrok, a nie sprawiedliwość. Najgorsze jest to, że policjanci w trakcie postępowań zajmują się tuszowaniem lub pomijaniem niewygodnych dowodów, które nie odpowiadają nakreślonemu wynikowi postępowania. Zdarza się im, że chronią przestępców donoszących im na innych przestępców, mataczą w sprawach swoich kolegów. Tak było w przypadku tajemniczej śmierci Roberta, którego ciało znaleziono w mieszkaniu warszawskiego policjanta homoseksualisty. Śmierć mężczyzny wywołało przedawkowanie GBL, czyli tabletki gwałtu w postaci płynnej. Na miejscu zdarzenia znaleziono zakrwawiony mundur policyjny i znaczne ilości akcesoriów służących zażywaniu środków odurzających. Mimo to policja prowadzi postępowanie w kierunku przedawkowania przez samego zmarłego. Nikt nie zadał pytania, jak to możliwe, że na domówce u policjanta obecne są narkotyki, umiera młody człowiek, a na miejscu znajdują się 4 telefony i tylko 3 karty SIM.

Po złości obywatelom

Wiele działań policji jest podyktowanych zwykłą złośliwością. Policjanci często ze złej woli utrudniają, jak tylko mogą, nam życie. Jeden z najbardziej jaskrawych wypadków ma cyklicznie miejsce w warszawskim metrze, gdzie funkcjonariusze policji ustawiają się na jednej ze stacji metra, licząc na złapanie osób, które przeskoczyły przez bramki metra. Robią to tak sprytnie, że chowają się za kolumnami, aby być jak najmniej widoczni. Gdy tylko jakiś nieuważny pasażer przeskoczy te bramki, wyłapują go i wlepiają mandat. Nikt się nie zastanowi, po co tak naprawdę są bramki w metrze oraz czy nie lepiej jest pozwolić ludziom nawet na przeskakiwanie przez nie, zwłaszcza gdy jest jakiś kryzys komunikacyjny lub godziny szczytu. Dzielni funkcjonariusze stoją jednak na straży chaosu, który sami wywołują. Kolejnym przykładem jest masowa akcja zatrzymywania na trzy miesiące prawa jazdy obywatelom w okolicach Częstochowy. Policjanci bez skrupułów pozbawiają środków utrzymania nawet zawodowych kierowców, pozbawiając ich tym samym możliwości pracy. Powodem takiego, a nie innego zachowania jest oczywiście polowanie na skuteczność i wykrywalność. Po prostu statystyki muszą się zgadzać, góra musi mieć czym się pochwalić przed przełożonymi. Jednak nikt tak naprawdę nie liczy rzeczywistych kosztów takiej „pracy” policjantów. Sądy od kilku lat narzekają na zbyt dużą liczbę spraw wykroczeniowych, które paraliżują ich działanie.

Każdy wniosek o ukaranie w związku z popełnionym przestępstwem obliguje policję do stawiania się na rozprawy. Mimo to funkcjonariusze zaniedbują ten obowiązek, co ma bezpośrednie przełożenie na długość przewodu sądowego. Najgorszy jest jednak tak naprawdę efekt skali. W 2015 roku było około 500 tys. spraw o wykroczenie. Obserwujemy obecnie lawinowy wzrost, zaledwie 4 lata wcześniej było to bowiem około 370 tys. Zakładając, że połowa spraw o wykroczenie kończy się nieukaraniem lub przedawnieniem, to ich łączny koszt tylko przy jednej rozprawie to około 50 milionów złotych w skali roku. Koszt pracy sędziego, asystenta, protokolanta i wszelkich czynności związanych z postępowaniem to tylko niektóre wydatki związane z akcją mandatową policji. Trzeba pamiętać, że nie każde postępowanie kończy się po jednym posiedzeniu. W rzeczywistości większość tych spraw ciągnie się do czasu przedawnienia. Na miejsce są wzywani świadkowie, którzy mogą liczyć na zwrot kosztów przyjazdu. Często są powoływani biegli. Także czas pracy policjantów, którzy muszą uczestniczyć w postępowaniu, to znaczne koszty. Dlatego rzeczywiste koszty mogą sięgać nawet 10-krotności podanej sumy. Środki mogłyby zostać wykorzystane w zupełnie inny sposób, np. zakupując wyposażenie do szkół lub refundując obiady przez cały rok dla ponad 85,5 tys. dzieci! W zamian za to policja przeczołguje obywateli przez sądy i postępowanie wykroczeniowe, nie uzyskując często niczego w zamian. Na głupim wymuszaniu mandatów tracą wszyscy. Skarb Państwa, sędziowie, sami policjanci i obywatele, którzy miesiącami muszą żyć z piętnem spraw, które i tak zostaną umorzone, zamiast skupić się na pracy i normalnym życiu.

Państwo policyjne w kamerze

Obecnie modne stało się hasło „1,3,1,2”. Zastąpiło robiące furorę hasło ACAB, czyli „All Cops Are Bastards”. W rzeczywistości pokazuje to wojnę propagandową, którą policja toczy od lat. Opisany wcześniej przykład producenta odzieży to tylko jeden jej aspekt. Przez dekady wmawia się nam, że policja cieszy się zaufaniem publicznym na poziomie bliskim 80–90 procent. Jest to co prawda gorszy wynik niż popularność MO czy ZOMO w latach PRL, gdzie zaufanie do tych służb sięgało niemal 100 procent, jednak można z dumą powiedzieć, że pod tym względem policji niewiele brakuje. To, co policjantów najbardziej boli, to możliwość nagrywania ich w trakcie dokonywania czynności służbowych. Policja zdaje sobie sprawę, że Polacy dysponują niebezpieczną bronią propagandową. Wystarczy telefon komórkowy z kamerą i popularny serwis video, aby wywołać kryzys na szczytach policyjnej drabiny. Policjant bijący mopem, łomem czy duszący człowieka to coraz częstszy obraz polskiej rzeczywistości. Pojawiają się głosy działaczy praw obywatelskich, że policjanci powinni być wyposażeni w kamery służbowe na ich mundurach, które rejestrowałyby czynności służbowe podejmowane przez nich. W grudniu ubiegłego roku taki plan modernizacji wyposażenia przedstawił szef MSW Mariusz Błaszczak. Wszystko przez rosnącą falę oburzenia społecznego wobec policjantów. Jak stwierdził minister Błaszczak, koszty całej akcji będą niewielkie, a rezultaty okażą się pozytywne. Umożliwi to rozstrzyganie sporów. Rozwiązanie to wprowadzono całkiem niedawno w USA i Wielkiej Brytanii. Efekty są piorunujące, liczba skarg na funkcjonariuszy spadła o 93 proc. Policja twierdzi, że obywatele przestali zmyślać na temat nadużywania przez nich przemocy fizycznej. Pojawiają się jednak głosy, że funkcjonariusze tamtejszej policji z obawy przed odpowiedzialnością zmienili sposób zachowania.

Pytanie tylko, czy takie rozwiązanie sprawdziłoby się w Polsce? Skoro potrafiło zniknąć nagranie monitoringu z całego komisariatu to czy nie zniknie nagranie z kamery umieszczonej na mundurze? Znane są przypadki, gdzie jedynym dowodem popełnienia przestępstwa przez policjantów jest nagranie z monitoringu miejskiego. I w takim przypadku nagranie też potrafi zniknąć. Na pewno czeka nas plaga zniszczeń policyjnych kamer. Jak zawsze winni będą pobici przez funkcjonariuszy, którzy ostatecznie zostaną obciążeni kosztami zniszczeń elementów wyposażenia.

O funkcjonariuszach policji coraz częściej mówi się, że policjant to ich zawód wykonywany, natomiast wyuczony to milicjant. O tym, że funkcjonariusze policji tkwią głęboko w PRL, świadczy ich coraz większy opór przed nagrywaniem policyjnych interwencji. Rafał Jankowski, przewodniczący Zarządu Głównego NSZZ Policjantów, stwierdził udzielając wywiadu, że chce razem ze środowiskiem policjantów doprowadzić do sytuacji zakazania nagrywania policyjnych interwencji. Jak stwierdził pan przewodniczący: „Jeśli ktoś chce kręcić filmy, to niech zostanie reżyserem kina akcji”. Można by rzec – odpowiedź godna głębokiego PRL. Ten sam człowiek, komentując sprawę śmierci Igora Stachowiaka, stwierdził na łamach kolejnego medium, że „chciałby wiedzieć, że są jakieś okoliczności, które mogą wytłumaczyć tę historię”.

Kto komu służy?

W całym tym zamieszaniu medialnym i odkrywaniu patologii w policji można zadać pytanie o to, czy policja jest dla społeczeństwa, czy społeczeństwo dla policji? Budżet policji sięga prawie 9 miliardów złotych rocznie. Jest to prawie jedna trzecia kwoty, jaką przeznaczamy na wojsko. To my, płacąc podatki, utrzymujemy policjantów, którzy zamiast nas chronić, używają wobec zwykłych obywateli przemocy. Możemy przypomnieć funkcjonariuszom, że to oni są dla nas, gdy do końca będziemy egzekwować swoje prawa. Tak jest w przypadku nieuzasadnionego zatrzymania.

O tym, że za niesłuszne tymczasowe aresztowanie należy się odszkodowanie, wiadomo powszechnie. Jednak mało kto wie, że takie odszkodowanie należy się także w przypadku nieuzasadnionego zatrzymania przez policję. Tu kwoty nie są powalające, ale za kilka godzin spędzonych bez sensu na komendzie czy w policyjnym areszcie, możemy uzyskać kilka tysięcy złotych. Odszkodowanie należy nam się nie tylko za to, że utraciliśmy zarobek lub pogorszył się nasz stan zdrowia. Wystarczy, aby samo zatrzymanie było niesłuszne lub nieuzasadnione. Wniosek o przyznanie odszkodowania nie wiąże się z dodatkowymi kosztami. Postępowanie jest darmowe dla pokrzywdzonego, zgodnie z przepisem art. 552 §4 ustawy kodeks postępowania karnego, przysługuje w wypadku niewątpliwie niesłusznego tymczasowego aresztowania lub zatrzymania. Wniosek powinien wskazywać kwotę odszkodowania, której się domagamy. Oczywiście powinniśmy wykazać, że nasze zatrzymanie było niesłuszne lub niezgodne z przepisami prawa. Będzie tak, gdy policja zakuje nas w kajdanki bez podania powodu i podstawy prawnej, nieprowokowana zastosuje wobec nas przemoc, będzie zwlekać z przesłuchaniem i nie sporządzi protokołu zatrzymania. Ponadto zatrzymanie powinno być dokonane po ujęciu na gorącym uczynku lub bezpośrednio po nim. Wreszcie we wniosku należy wskazać, że zatrzymanie przysporzyło nam szkód materialnych lub moralnych. Słowem wszystko, co istotne w takiej sprawie. Powinniśmy wykazać swoje zarobki lub przedstawić dokumentację medyczną na dowód ewentualnego uszczerbku na zdrowiu. Policja zatrzymuje osoby, po czym niechętnie sporządza protokół zatrzymania. Jest tak, bowiem wiąże się to z koniecznością dodatkowej pracy papierkowej oraz ryzykiem negatywnego zweryfikowania decyzji o zatrzymaniu. Dlatego to istotne, aby upomnieć się o protokół zatrzymania. Wniosek należy złożyć w sądzie okręgowym właściwym ze względu na miejsce, w którym nastąpiło zwolnienie tymczasowo aresztowanego lub zatrzymanego. W dochodzeniu ważne jest zachowanie terminu. Nasze ewentualne roszczenie przedawnia się po upływie roku od daty uprawomocnienia się orzeczenia dającego podstawę do odszkodowania. Termin biegnie dla nas od daty zwolnienia. Dlatego funkcjonariusze policji liczą na to, że wypuszczony „delikwent” szybko zapomni o swoich prawach i będzie chciał jak najszybciej zapomnieć o całej sprawie. Rokrocznie z tytułu bezprawnego zatrzymania i aresztowania sądy w całym kraju przyznają miliony złotych odszkodowania, co oczywiście jest solą w oku policji, która coraz częściej musi się tłumaczyć.

Podsumowanie

Sprawa Igora Stachowiaka nie jest pierwszą ani ostatnią taką sprawą bez zmian strukturalnych. Patologia w policji będzie tylko się pogłębiać i dalej będziemy częściej obrywać od policjantów niż bandytów na ulicy.

Autor

Poprzedni artykułHibernacja Microsoftu
Następny artykułReprywatyzacja widmo

Najnowsze