14.7 C
Warszawa
wtorek, 4 października 2022

Papierowy baseball

Koniecznie przeczytaj

Afera monachijska pokazała jak wielkie koncerny przy użyciu dziennikarzy wpływają na władze.

Afera monachijska wybuchła po publikacji jednego z bardziej opiniotwórczych niemieckich magazynów „Focus”. Dziennikarze powołując się na dane z raportu firmy HP, który do nich „wyciekł” zaatakowali władze Monachium, za próbę rezygnacji z oprogramowania Microsoft na rzecz systemu operacyjnego Linux.

Zmiana ta miała, według autorów raportu, kosztować Niemców niemal 61 mln euro. Gdy jednak urzędnicy i władze miejskie zaczęły domagać się wglądu do wyliczeń dziennikarze, autorzy raportu i Microsoft, który jak się okazało zamówił raport, nabrały wody w usta.

Niemiecka robota

Pod koniec 2012 roku władze stolicy Bawarii – Monachium przedstawiły, na wniosek radnych niezrzeszonych, raport, z którego wynikało, że eksperyment odejścia od oprogramowania amerykańskiego giganta Microsoft się powiódł i zaoszczędzono 10 mln euro. Było to wynikiem rezygnacji z płatnego oprogramowania Windows i Office na rzecz Linuksa i pakietu biurowego OpenOffice, dostosowanych do potrzeb niemieckich urzędników.

– Tym zastępującym „okienka” Linuksem miała być specjalna dystrybucja o nazwie LiMux, bazująca na Debianie i Ubuntu, wykorzystująca jako środowisko graficzne KDE, jako przeglądarkę Firefoksa, jako klienta poczty Thunderbirda i jako pakiet biurowy oczywiście OpenOffice.org. Całość uzyskała certyfikat ISO 9241 od instytutu TÜV IT, dowodzący gotowości systemu do zastosowań produkcyjnych – informował wówczas red. Adam Golański z branżowego portalu DobreProgramy.pl.

Pomysł rezygnacji z oprogramowania amerykanów zrodził się jeszcze w 2003 roku, gdy przedstawiono plan migracji systemowej na komputerach miejskich. Datą docelową był rok 2006 jednak prace zostały zatrzymane „osobistą interwencją Steve’a Ballmera – CEO Microsoftu złożył w stolicy Bawarii osobistą wizytę, obiecując uelastycznić cennik na oprogramowanie z Redmond, a zarazem ostrzegając, że wybór Linuksa może być ryzykowny z prawnego punktu widzenia: system ten miał naruszać pewne patenty Microsoftu” – informował red. Golański.

Niemniej „uelastycznienie cennika” niewiele dało i nie rozwiązało kwestii homogeniczności systemów (system operacyjny i system biurowy pochodziły od tego samego producenta). – Brakowało ujednoliconego systemu zarządzania użytkownikami, systemami i sprzętem, wykorzystywano ponad 300 różnych aplikacji (…), a informatycy mieli do czynienia z 21 wersjami Windows z różnymi kombinacjami zainstalowanych łatek – wymieniał dziennikarz.

Władze Monachium podjęły więc drugą próbę odejścia od Microsoft, podzieloną na kilka etapów. Jednym z etapów było pilotażowe zastąpienie Windowsa Linuksem na ponad tysiącu urzędniczych komputerach. Do połowy 2010 roku na Linuksie działało już 3 tysiące komputerów, a pod koniec 2011 roku 9 tysięcy.

Pod koniec 2012 roku na Linuksie pracowało już 11 tysięcy komputerów, a oprogramowanie biurowe OpenOffice było zainstalowane na wszystkich 15 tysiącach komputerach należących do magistratu.

Władze Monachium w swoim raporcie przedstawiły dane, z których wynikało, że koszty utrzymania Windowsa (7) i Office (2010) wynosiłyby 11,6 mln euro (z czego 4,6 mln euro kosztowałoby dostosowanie starszych komputerów do wymogów systemowych Windows 7).

Opcja Windows plus oprogramowanie biurowe Open Office zamiast Office Microsoftu kosztowałaby 7,4 mln euro. Koszt wprowadzenia Linuksa wyniósł zaledwie 270 tys. euro. Koszty szkoleń użytkowników były jednakowe przy każdym z trzech wariantów (ponad 22 mln euro). Tym samym nawet częściowa rezygnacja z produktów Microsoft przyniosła ok. 7-11 mln euro oszczędności. Co ciekawe – niemieccy informatycy chwalili sobie zmianę, twierdząc, że liczba wezwań pomocy technicznej zmniejszyła się z 70 do 46 miesięcznie.

Drżenie dużych misiów

Sukces władz Monachium wzbudził zaniepokojenie Amerykanów, dla których wizja rezygnacji kolejnych miast i urzędów z ich oprogramowania mogła oznaczać nawet miliardowe straty.

Na początku 2013 roku w władze miejskie uderzyła niemiecka prasa. W poczytnym magazynie „Focus” (a następnie kolejnych gazetach, które zaczęły go cytować) pojawił się materiał o tajnym raporcie HP. Według wewnętrznego raportu, sporządzonego przez od lat współpracującym z Microsoft HP, wynikało, że migracja na Linuksa i OpenOffice kosztowała Monachium ponad 60 milionów euro, zaś na Windows XP i Office 2003 kosztowałaby 17 milionów.

Władze miasta, mimo nagonki medialnej, zwróciły się otwarcie o przedstawienie pełnych wyliczeń, na których oparto raport HP. Okazało się, że raport HP był zamówiony przez Microsoft. A ten wyliczeń nie chce ujawnić.

Niektórzy dziennikarze postanowili sprawdzić skąd wzięły się dane w części raportu, który wyciekł do „Focusa”, a następnie do mediów i Internetu.

– Różnice leżą w specjalistycznym oprogramowaniu, które zaprojektowano dla środowisk z systemami Microsoftu, a także, nie ukrywajmy, w rozbieżności celów przygotowywania raportów. Analitycy z HP założyli, że narzędzia do wykonywania pewnych procedur zostaną przeportowane na Linuksa, a tymczasem bawarscy specjaliści zbudowali środowisko z terminalami i zwirtualizowanymi Windowsami XP na maszynach, na których on jeszcze pozostał. Taki wybieg pozwolił na wprowadzenie Linuksa na ponad 10 tysięcy stacji roboczych z planowanych 14 tysięcy za 23 miliony euro. Koszty pozostania z produktami Microsoftu w analizie HP przewidują aktualizację z NT4 do XP i Office 2003 (17 milionów euro), podczas gdy Monachium obliczyło wydatki, jakie musiałoby ponieść kupując aktualizacje do „siódemki” (34 miliony euro). Raport nie bierze również pod uwagę tego, że jednym z podstawowych powodów migracji jest chęć korzystania z formatu ODF (wprowadzone w Office 2007 SP2 w 2009 roku) przy wymianie dokumentów, krytykuje tempo migracji i bierze pod uwagę ceny wsparcia technicznego z cennika Canonicala, którego Monachium nie wykupiło. Podane liczby wywołały jednak sporo zamieszania, a na sprostowanie ze strony Microsoftu trzeba było niestety poczekać kilka dni, władze Monachium nadal nie skomentowały sytuacji – wyjaśniała wyniki raportu HP red. Anna Rymsza.

Microsoft i HP nie chciały przedstawić szczegółów powstawania raportu.

Drugie podejście?

Na początku 2017 roku media obiegła informacja, że władze Monachium chcą wrócić do oprogramowania Microsoft. Amerykanie uznali to za wielki sukces, a prasę zasypały artykuły, w których przekonywano, że rezygnacja z systemu Microsoft była błędem.

Podstawą miał być raport firmy Accenture (to partner Microsoftu). Wynikało z niego, że Linux nie sprawdził się, przysparzając wiele problemów z „drukowaniem, przeglądaniem i edytowaniem dokumentów”.

Odmiennego zdania był jednak szef City of Munich’s IT Karl-Heinza Schneidera, który ocenił, że decyzja nowych władz jest polityczna i nie ma nic wspólnego z technicznymi problemami.

– Nie widzimy żadnych istotnych powodów technicznych, aby wracać do systemu Windows i pakietu Microsoft Office. Rozwiązaliśmy problemy kompatybilności i interoperacyjności poprzez zapewnienie (głównie dzięki wirtualizacji) możliwości współpracy z biurami zewnętrznymi w dokumentach pakietu Office – powiedział Schneider, cytowany przez portal PC World.

Wyjaśnił też, że wszystkie zgłaszane przez urzędników problemy nie miały nic wspólnego z Linuksem, a winą obarczył „niewykwalifikowany personel, który podjął złe decyzje”. – To bardzo dziwne, że decyzje te nie są dokonywane w oparciu o fakty, ale emocje i interesy polityczne – mówi Schneider, twierdząc, że badania Accenture były prowadzone tak, aby przedstawić Linuksa w złym świetle.

Autor

Najnowsze