5.5 C
Warszawa
czwartek, 21 stycznia 2021

Mimo wszystko jestem optymistką

Koniecznie przeczytaj

Sektor handlowy odpowiada za blisko 15 proc. naszego PKB. Skutki drugiego lockdownu odczuje, więc każdy uczestnik rynku – mówi Magdalena Kowalewska Contry Manager Operations i członek zarządu Immofinanz w Polsce w rozmowie z Agnieszką Bulus-Trando w Biznes INFO TV.

Podczas pierwszego lockdownu wasza reakcja była bardzo szybka. Jakie rozwiązania planujecie wdrożyć teraz?

Podczas pierwszego lockdownu naszym celem było przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa i stworzenie jak najbezpieczniejszego środowiska dla naszych klientów, pracowników oraz wszystkich obsługujących nas ekip. Włożyliśmy bardzo dużo wysiłku, aby nasze centra były bezpieczne. Obecnie dzielimy się opiniami i doświadczeniami z właścicielami innych centrów handlowych na temat rozwiązań niezbędnych dla naszego sektora. Wśród naszych postulatów jest m.in. propozycja, aby wprowadzić na nowo handlowe niedziele. Rozmawiamy również o tym, aby nie przerzucać wszystkich kosztów obecnej sytuacji na właścicieli centrów handlowych.
W naszym portfolio znajdują się obecnie zarówno parki handlowe pod marką Stop Shop, jak i z centra handlowe pod szyldem Vivo. Parki handlowe dość szybko odbudowały poziom odwiedzalności, czyli tzw. footfall, w przeciwieństwie do centrów handlowych, gdzie trwa to dłużej.
Parki handlowe generalnie przez dłuższy czas były postrzegane, jako tzw. słabsze siostry centrów handlowych. Jednak podczas pierwszego lockdownu dawny „Kopciuszek” stał się prawdziwą gwiazdą. Klienci czuli się w takich obiektach dużo bezpieczniej. Wejście do sklepu bezpośrednio z parkingu powoduje, że nie musieli się spotykać z innymi na tzw. wspólnych powierzchniach. Tymczasem w przypadku centrów handlowych odbudowa tzw. footfallu wciąż trwa.
Nasza branża liczyła na to, że zacznie odrabiać straty już podczas tegorocznego Black Friday, czyli 27 listopada. Dziś wiemy, że nie będzie to możliwe, ponieważ zamknięcie centrów przewidziane jest do 29 listopada. Cały czas mamy jednak nadzieję, że będziemy mogli skorzystać z okresu przedświątecznego, gdy obroty w branży handlowej są zwykle najwyższe.
Moim zdaniem należy jednocześnie mówić o tym, że nie ma żadnych przekonujących dowodów na to, że w centrach handlowych w okresie pandemii jest niebezpiecznie. Tym bardziej, że właściciele tych obiektów podjęli gigantyczny wysiłek, aby były one bezpieczne. Niestety skutki obecnej sytuacji odczuje każdy uczestnik rynku. Jaka będzie rzeczywista skala tych strat dowiemy się jednak dopiero po 29 listopada.

Zarządzacie ogromnym portfolio. Jak w ostatnim czasie wyglądała wasza praca, aby utrzymać wynajem handlowych powierzchni?

Nie wspominam tego okresu zbyt dobrze, ponieważ był to morderczy wysiłek nie tylko mnie, ale i całego zespołu. Nasze portfolio charakteryzuje się wysokim poziomem wynajmu, ale gdy zdarza się sytuacja, że nie ma obrotów, bo sklepy są zamknięte to wówczas jak mówi przysłowie „z pustego i Salomon nie naleje”. Prowadziliśmy w tym okresie wielogodzinne rozmowy z najemcami, wysłaliśmy setki pism. Każdy z nich przedstawiał swoją sytuację i chciał być wysłuchany. Generalnie pracujemy blisko z naszymi klientami. Staraliśmy się, więc wypracować rozwiązania dobre dla obu stron.

Jakie są wasze plany odnośnie dalszego rozwoju marki Stop Shop?

Obecnie mamy prawie 100 Stop Shopów na terenie całej Europy. Polska jest również dla nas ważnym rynkiem. Ponieważ ostatnie miesiące pokazały, że parki handlowe poradziły sobie lepiej niż centra handlowe. Nasza strategia w związku z tym generalnie się nie zmienia. Utwierdzamy się tylko w przekonaniu, że tzw. retail parki to dobry produkt na trudne czasy. W takich obiektach, z uwagi na dobór najemców oferowane są produkty pierwszej potrzeby w atrakcyjnych cenach, co się dziś dobrze sprawdza. Duże znaczenie ma również taki aspekt jak lokalność oraz oferta, którą znajdziemy przysłowiowo „tuż za rogiem”.
Warto dodać, że w trakcie pandemii otworzyliśmy nasz najnowszy park handlowy Stop Shop Siedlce i zarazem największy w portfolio, bo liczący ponad 14 tys. m2. Mimo tego, że okoliczności nie były sprzyjające odnieśliśmy sukces. Odzwiedzalność była na wysokim poziomie. Na początku maja, czyli podczas pierwszego tygodnia funkcjonowania Stop Shopu w Siedlcach wyniosła 44 tys. klientów. Natomiast w maju i czerwcu nasz park odwiedziło niemal 600 tys. osób, co jest naprawdę bardzo dobrym wynikiem. To kolejny dowód na to, że nasza strategia jest dobra i dlatego będziemy dalej podążać w tym kierunku.

Sytuacja w sektorze handlowym jest trudna. Czy w związku z tym planujecie dywersyfikację działań i położenie większego nacisku np. na nieruchomości biurowe?

Tak naprawdę nie mamy potrzeby zmieniania kierunku naszych działań. Jesteśmy firmą, która dywersyfikuje swoją ofertę. Skupiamy się głównie na sektorze handlowym oraz biurach. Jeżeli chodzi o handel mamy dwa typy produktów: parki i centra handlowe. W przypadku biur nasze portfolio jest również zdywersyfikowane. Nasze biurowce znajdują się praktycznie we wszystkich ważniejszych dzielnicach biznesowych. Co więcej obecnie oferujemy nie tylko długoterminowe umowy najmu, ale zaczynamy również wchodzić z nowym produktem, czyli elastycznymi powierzchniami.

Obserwujemy dziś duży wzrost segmentu e-commerce. Czy pani zdaniem ten kanał będzie dominować w handlu?

Te dwa sektory zarówno tradycyjny, jak i internetowy są tylko pozornie różne. Segment e-commerce podobnie jak home office funkcjonował przed pandemią i to się raczej nie zmieni, gdy pandemia się skończy. Nie jest również prawdopodobne, aby zniknęła tradycyjna forma zakupów, bo ludzie nadal mają potrzebę spotykania się na żywo i robienia w ten sposób zakupów. Podobnie jest, gdy porównamy home office i pracę stacjonarną w biurze. Dlatego wydaje mi się, że w przyszłości będą raczej funkcjonować hybrydowe formy, to oznacza, że oba kanały tradycyjny i internetowy będą funkcjonowały obok siebie.

E-commerce ułatwia dziś sprzedaż najemcom z branży odzieżowej. Czy dzięki temu pozostają oni w centrach handlowych?

Handel jest systemem naczyń połączonych. Najemcy potrzebują centrów handlowych, a centra najemców. Oczywiście cieszymy się, że najemcy odrabiają swoje straty poprzez segment e-commerce. Tym bardziej, że właściciele centrów im w tym pomagają. Promują ich marki m.in poprzez social media, dzięki czemu, gdy sklepy są zamknięte zakupy mogą odbywać się poprzez kanał online.

W waszym portfolio są cztery centra handlowe Vivo. W Lublinie, Stalowej Woli, Krośnie i Pile. Jakie macie plany rozwoju odnośnie tej marki?

Biorąc pod uwagę obecną sytuację oraz fakt, że centra handlowe wolniej odrabiają swoje straty, będziemy się dziś skupiać na tym, aby optymalizować ich działalność.
Jesteśmy przygotowani na okres świąteczny, jeżeli chodzi o promocję naszych najemców. Zapewniamy też bezpieczne środowisko robienia zakupów. Dziś jest ten temat jest naszym „oczkiem w głowie”.

Jak może wyglądać tegoroczny okres świąteczno-noworoczny?

Sektor handlowy odpowiada za blisko 15 proc. naszego PKB, skutki obecnej sytuacji odczuje, więc każdy uczestnik rynku. Podmiotów powiązanych z sektorem handlowym jest bardzo dużo. Chodzi m.in. o dostawców, detalicznych sprzedawców, magazyny i hurtownie.
Dziś staramy się raczej skupiać na konstruktywnych działaniach. Ponadto jesteśmy członkiem Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH) i prowadzimy obecnie dialog z rządem. Mamy nadzieję, że przyniesie to dobre owoce. Na pewno będziemy namawiać rząd do tego, aby przywrócić niedziele handlowe, które pozwoliłyby branży na częściowe odrobienie strat.

Jaka jest według pani główna recepta dla branży, która pozwoliłaby jej odbudować się po pandemii?

Chodzi, co najmniej o dwa aspekty. Pierwszym jest przywrócenie niedziel handlowych, drugi związany jest z rezygnacją z przerzucania wszystkich kosztów obecnej sytuacji na właścicieli centrów handlowych. Przy spełnieniu tych założeń możemy mówić o odbudowie kondycji handlowego sektora w tym trudnym dla wszystkich okresie.

Jak widzi pani przyszłość branży w przyszłym roku?

To jest pytanie, które każdy dziś sobie zadaje. 2021 rok jest już, blisko, ale zarazem daleko. Obecnie jest to jedna wielka niewiadoma. Obecny rok pokazał, że dynamika zmian jest bardzo wysoka, co jest trudne dla wielu organizacji, ponieważ zmienia się również sposób zarządzania. Trzeba szybko podejmować decyzje, które nie są łatwe. Dziś mamy otoczenie prawne, które ulega częstym zmianom, co jest trudne nawet dla podmiotów działających od wielu lat na rynku. Ja mimo wszystko jestem optymistką i wierzę, że nadchodzący rok przyniesie dobry czas i mimo wszystko wyjdziemy z tego trudnego dla wszystkich okresu obronną ręką.

Najnowsze