29.9 C
Warszawa
niedziela, 26 czerwca 2022

Naftowa eksplozja

Koniecznie przeczytaj

Zamieszanie na rynkach ropy

Wybuch w saudyjskiej rafinerii Abqaiq spowodował największe zamieszanie na rynkach ropy od czasów pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. Jeszcze niedawno przedstawiciele Donalda Trumpa sygnalizowali, że wysocy rangą amerykańscy politycy są gotowi spotkać się prezydentem Iranu Hasanem Rouhanim, lecz obecnie ten scenariusz wydaje się raczej wątpliwy.

Przeprowadzony przy pomocy dronów atak uderzył w samo serce naftowego kompleksu Arabii Saudyjskiej. Rafineria Abqaiq jest największa na świecie i odpowiadała do niedawna za nawet 5 proc. całkowitej produkcji kluczowego dla światowej gospodarki surowca (przerabia się w niej nawet 7 mln baryłek dziennie). W ostatnich latach Saudowie przeznaczyli astronomiczne kwoty na zapewnienie bezpieczeństwa swojej strategicznie najbardziej istotnej branży. Od wielu lat rafinerii, portów oraz ropociągów i gazociągów chronią m.in. rakiety ziemia-powietrze Hawk oraz oddziały wojsk, mające do dyspozycji nowoczesny sprzęt kupowany od Amerykanów.

Łatwy cel
Wszystkie te środki okazują się jednak niewystarczające wobec coraz bardziej nowoczesnej technologii umożliwiającej przeprowadzanie ataków nawet z bardzo odległych miejsc przy pomocy trudnych do wykrycia dronów. W ten właśnie sposób już w maju dokonano skutecznego ataku na saudyjskie instalacje przemysłu naftowego, który, jak wykazało późniejsze śledztwo, miał swoje źródło w Jemenie. Tamtejszy ruch Huti miał rzekomo wysłać drona, który po przebyciu kilkuset kilometrów zaatakował przepompownie ropy, doprowadzając do wielkiego chaosu. Kolejny atak przeprowadzono w czerwcu, a jego przedmiotem były tankowce przebywające w Zatoce Omańskiej. Ostatni zaś miał miejsce w sierpniu, a jego autorem mieli być ponownie rebelianci z Jemenu, wspierani przez Iran. Początkowo przedstawiciele Aramco, czyli saudyjskiego giganta administrującego złożami ropy naftowej przekonywali, że zniszczenia w rafinerii nie są wielkie i już dwa dni po ataku produkcja powróci do pierwotnego stanu. Wkrótce jednak zmuszeni byli skorygować swój komunikat. Okazało się, że jedno sprawne uderzenie w samo serce saudyjskiego kompleksu naftowego doprowadziło do wzrostu cen ropy w ciągu 48 godzin od wydarzenia o nawet 10–20 proc. W reakcji na to prezydent Donald Trump zapowiedział, że jest w stanie uruchomić specjalną Strategiczną Rezerwę Naftową, aby tylko ceny ropy naftowej powróciły do dawnego kształtu. Tradycyjnie silny związek ropy z dolarem ma ogromne znaczenie dla amerykańskiej gospodarki, która nie może sobie pozwolić na zbyt wysoki kurs swojej waluty.

Atak na rafinerię Abqaiq może stanowić dla amerykańskiego establishmentu powód do najwyższego niepokoju. Okazuje się bowiem, że najważniejszy zasób gospodarczy kluczowego sojusznika USA w regionie stał się na tyle podatny na ataki, że zagrożone jest jego normalne funkcjonowanie. Donald Trump zagroził Iranowi wojną, przekonując, że jest gotowy do ataku odwetowego, lecz nawet gdyby faktycznie zdecydował się uderzyć na Iran (co jest raczej nieprawdopodobne), nie byłby w stanie zapewnić tym samym bezpieczeństwa saudyjskiemu przemysłowi naftowemu. W całej Arabii Saudyjskiej wytwarzana jest obecnie co dziesiąta baryłka ropy naftowej na świecie, lecz już wkrótce może się to zmienić. W rejonie Zatoki Perskiej coraz szybciej eskaluje konflikt o dominację, czego dowodem był chociażby incydent z lipca tego roku, kiedy to brytyjski tankowiec został zatrzymany w Cieśninie Ormuz przez jednostki należące rzekomo do Gwardii Rewolucyjnej Iranu. Oficjalnie Iran wciąż nie przyznaje się do udziału w kolejnych incydentach, lecz bez wszelkich wątpliwości Teheranowi zależy na tym, aby amerykańscy sojusznicy w regionie zostali maksymalnie osłabieni. Rafineria Abqaiq jest położna stosunkowo niedaleko od wybrzeży Zatoki Perskiej i stanowi wyjątkowo łatwy cel dla ewentualnych ataków przeprowadzanych z terytorium Iranu.

Zagrożony debiut
Uderzenie w serce arabskiego przemysłu naftowego stanowi przy okazji poważny cios także dla amerykańskiego establishmentu. Od wielu lat dynastia Saudów rozważa wejście Aramco na nowojorską giełdę. W ostatnich miesiącach proces ten wyraźnie przyspieszył, a w razie jego powodzenia byłby to największy w historii rynków finansowych debiut giełdowy na świecie. Wedle różnych szacunków Aramco jest warte nawet 2 bln dolarów, choć częściej mówi się o zdecydowanie mniejszych kwotach. Straty spowodowane atakiem na Abqaiq mogą zaś sprawić, że giełdowy debiut będzie o wiele mniej spektakularny. Najbardziej istotne jest jednak to, że wejście na New York Stock Exchange może przynieść o wiele mniejsze profity całej klasie politycznej i biznesowej, która przy tego typu okazjach bywa najczęściej hojnie obdarowana akcjami debiutanta. Można więc z tego wnioskować, że atak na saudyjską rafinerię popsuł humory nie tylko właścicielom aut, którzy będą wkrótce musieli zapłacić więcej pieniędzy za benzynę, lecz głównie tym, którzy już zacierali ręce z powodu debiutu giełdowego wszech czasów. Jeszcze do niedawna mogło się wydawać, że Stany Zjednoczone są gotowe na pewne ustępstwa i deeskalację konfliktu z Iranem. Świadczyć o tym mogło nagłe odwołanie doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Johna Boltona, znanego z wielkiego oddania na rzecz interesów Izraela. Atak na saudyjską rafinerię sprawił jednak, że w rolę Boltona wcielił się sekretarz stanu Mike Pompeo, który wprost oskarżył Teheran o dokonane ataki i jednoznacznie wykluczył, aby mogły one zostać przeprowadzone z terytorium Jemenu. W tej sytuacji wątpliwe wydaje się, aby Amerykanie byli w najbliższym czasie skłonni znieść nałożone wcześniej sankcje i unormować ruch handlowy w rejonie Zatoki Perskiej.

Samowystarczalny Wuj Sam
Konfrontacja z Iranem nie jest z pewnością na rękę Stanom Zjednoczonym, które zamiast ostrych środków będą zapewne próbowały sprawić, aby presję na Teheran wywarły także inne światowe mocarstwa. Od saudyjskiej ropy uzależnione są m.in. Chiny, Indie czy też Australia, a zbyt wysokich cen surowca przy coraz bardziej zauważalnych symptomach spowolnienia gospodarczego nie chce nikt poza największymi eksporterami ropy. Donald Trump wyraźnie przerzucił odpowiedzialność za wywołanie wojny na Saudów, stwierdzając, że to oni muszą zadecydować, czy potrzebują amerykańskiej pomocy militarnej. Iran stwierdził, że jest gotowy na wojnę z USA, lecz amerykańskie wysiłki w najbliższym czasie skoncentrują się zapewne na próbach zwiększenia bezpieczeństwa saudyjskiego przemysłu naftowego. Pojedynczy atak z 14 września wywołał spore zamieszanie na światowych rynkach i straty szacowane przez Arabię Saudyjską na 3,5 mld dolarów. Kolejne ataki, których nie można w tej chwili wykluczyć, będą powodowały coraz większe straty. W całym zamieszaniu warto zwrócić uwagę na to, że w ostatnich latach sami Amerykanie coraz bardziej uniezależniają się od dostaw ropy z rejonu Zatoki Perskiej. Rewolucja łupkowa sprawiła, że już dziś USA eksportują więcej ropy niż importują. Drugi kryzys naftowy, przypominający ten, do którego doszło w latach 70. ubiegłego wieku, już Stanom nie grozi. O wiele większym zagrożeniem są za to napięte stosunki z Iranem, po którego stronie w razie konfrontacji mogą stanąć znacznie potężniejsi gracze.

Autor

Poprzedni artykułPrezydent USA na podsłuchu
Następny artykułKomandosi XXI wieku

Najnowsze