26.2 C
Warszawa
środa, 29 czerwca 2022

Kosztowny odwrót

Koniecznie przeczytaj

Terroryści uciekają

Jaką cenę zapłaci Donald Trump za opuszczenie Kurdów?

– Módlmy się za naszych kurdyjskich sojuszników, którzy zostali bezwstydnie opuszczeni przez administrację Trumpa – skomentował decyzję prezydenta USA republikański senator Lindsey Graham. Decyzja Donalda Trumpa o wycofaniu amerykańskich wojsk z północnej Syrii spotkała się z krytyką największych sojuszników prezydenta USA. Co gorsza, po decyzji Trumpa i ataku Turcji Kurdowie zdecydowali się na zmianę sojusznika i zawrzeć porozumienie z rządem prezydenta Baszara al-Asada i Rosją. Jakie będą skutki decyzji Trumpa? Czy wpłynie na poparcie prezydenta wśród republikanów? Jak wycofanie się Amerykanów z Syrii i odcięcie od kontrolowanych za pośrednictwem Kurdów złóż ropy naftowej wpłynie na gospodarkę?

Trudna historia
Kurdowie o niepodległość walczą od prawie 100 lat. Idea powołania Królestwa Kurdystanu padła tuż po zakończeniu I wojny światowej, gdy na terenach zamieszkałych przez Kurdów odkryto bogate złoża ropy naftowej. Obecnie na Bliskim Wschodzie żyje ok. 35 mln Kurdów (w tym ok. 15 w Turcji), a wiele milionów przebywa na emigracji – np. w Europie. Konflikt bojówek Kurdów z Turcją trwa od lat 80., a początkiem było powołanie Partii Pracujących Kurdystanu, której celem było utworzenie niepodległego państwa. Walki zawieszono w 2015 r., bojówki wycofały się za południową granicę do Syrii, a lidera PPK Abdullaha Öcalana aresztowano i skazano na dożywocie. W Syrii społeczność Kurdów stanowi ok. 10 proc. mieszkańców kraju, a po wybuchu wojny w 2011 r. Powszechne Jednostki Ochrony (zrzeszają kurdyjskie bojówki w Syrii) zostały przekształcone w Syryjskie Siły Demokratyczne. To właśnie Kurdom udało się odeprzeć islamskich terrorystów z północnych regionów, a następnie utworzyli autonomiczny region Rojava (Rożawa).

Sojusz Kurdów i USA powstał w 2014 r. Oddziały Kurdów z Syrii i Turcji pomagały Amerykanom w walce z Państwem Islamskim w Syrii. W 2017 r. padł bastion ISIS w Ar-Rakka, a w 2019 terroryści zostali niemal całkowicie wypchnięci z Syrii. Schwytanych ulokowano w wielkich więzieniach. Dzięki Kurdom Amerykanie przejęli kontrolę nad bogatymi w ropę naftową terenami. W ramach podziękowań zobowiązali się zaś zostać w Syrii, zbroić i szkolić sojuszników. To właśnie obecność Amerykanów powstrzymywała Ankarę przed agresją na tereny kontrolowane przez Kurdów w Syrii (w tym Kurdów, którzy wycofali się z Turcji). Sprawa nabrała nieoczekiwanego obrotu w październiku 2019 r., gdy prezydent Donald Trump zadecydował o wycofaniu się sił USA z Syrii. Oficjalne tłumaczenie prezydenta o chęci zakończenia konfliktu nie zostały odebrane jako wiarygodne. Część mediów zarzuciła mu, iż chciał chronić swoje prywatne interesy w Turcji, gdzie znajdują się m.in. jego wieże Trump Towers.

„Źródło Pokoju”
Atakując Syrię Turcja przekonywała, że chce ustabilizować sytuację za swoją południową granicą i pomóc uchodźcom wojennym (ok. 3 mln osób) wrócić do swoich domów. Rozmowy na ten temat trwały między Ankarą a Białym Domem co najmniej od sierpnia. Turcy obiecali Amerykanom, że biorą na siebie odpowiedzialność m.in. za przebywających w więzieniach terrorystów Państwa Islamskiego. Do ataku doszło w nocy z 7 na 8 października.
– Amerykanie zmusili Kurdów, by dla nich zabijali bojowników ISIS, co przyniosło masowe straty po stronie kurdyjskiej. Potem zachęciliśmy ich, by rozmontowali swój system obronny, obiecując, że będziemy ich chronić. Teraz Trump zaprasza Turków do Syrii, dając im zielone światło, by wytępili Kurdów – komentował wydarzenie senator Chris Murphy (demokraci). Oburzenia nie kryli również republikanie, na czele z największym zwolennikiem Trumpa, senatorem Grahamem. Również przedstawiciele Pentagonu i Departamentu Stanu nie kryli niezadowolenia z zaistniałej sytuacji. Z kolei Turcję potępiły Niemcy, Francja i przedstawiciele Unii Europejskiej. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan w odpowiedzi tym ostatnim… posunął się do gróźb.

– Hej, Unio Europejska, opanuj się! Jeśli nazywacie naszą operację („Źródło Pokoju” – red.) w Syrii inwazją, otworzymy bramy i wyślemy wam 3,6 miliona uchodźców. Oni z chęcią skorzystają z tych pieniędzy. Z tej drugiej transzy 3 mld euro, których nam nie wyślecie – zapowiedział. Chodzi o 3 mld euro z 6 mld, jakie Unia Europejska zgodziła się w 2018 r. wypłacić Turcji na pomoc syryjskim uchodźcom. Sama Turcja na ten cel przeznaczyć miała dotychczas ok. 40 mld dolarów (według deklaracji Erdoğana).

Terroryści uciekają
Chaos w północnej Syrii narósł w ostatni weekend, gdy okazało się, że wycofujący się na południe Kurdowie pozostawili bez nadzoru więzienia z terrorystami Państwa Islamskiego. Tylko z obozu Ain Issa w weekend uciekło 785 członków rodzin bojowników ISIS. Jednak Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Londynie, powołując się na źródła w tym obozie, twierdzi, że w rzeczywistości uciekło ok. 100 osób Po wyjściu tego wydarzenia na jaw, w poniedziałek 14 października turecki minister obrony Hulusi Akar oskarżył w mediach Kurdów, iż wypuszczają oni na wolność dżihadystów z Daesh.
– Gdy tam dotarliśmy, zobaczyliśmy, że zostało opróżnione (…) i dżihadyści z Daesh zostali uprowadzeni. Wiemy to dzięki zdjęciom i nagraniu – zapewniał minister. Z kolei Ankara oświadczyła, że nie weźmie odpowiedzialności za więzienia dla terrorystów, które znajdą się poza jej „strefą bezpieczeństwa”. Kurdów oskarżył też prezydent USA. Trump stwierdził na Twitterze, że siły kurdyjskie mogą celowo uwalniać więźniów z Daesh, aby skłonić USA do powrotu do regionu. Zapewnił jednocześnie, że terroryści mogą zostać łatwo wyłapani przez Turcję i „państwa UE, z których przybyli (na wojnę w Syrii – red.)”. Decyzja USA i agresja Turcji sprawiła, że liderzy Kurdów zwrócili się ku prezydentom Syrii i Rosji.

– Rosjanie i syryjski reżim złożyli nam obietnice, które mogą uratować życie milionów ludzi żyjących pod naszą protekcją. Nie ufamy ich obietnicom. Jeśli musimy wybierać między kompromisami i ludobójstwem naszego narodu, z pewnością wybierzemy życie naszych ludzi – poinformował Mazlum Abdi, dowódca Syryjskich Sił Demokratycznych. Siły rządowe Baszara al-Asada, wspierane przez Rosjan i Irańczyków od poniedziałku zaczęły zajmować tereny, z których wycofali się Amerykanie. Dla Kurdów sojusz ten będzie najpewniej oznaczać koniec syryjskiej autonomii Rożawy. Od początku tygodnia ewakuują się z niej m.in. Amerykanie i zagraniczne media. Swoją decyzją Trump dał przeciwnikom nowe argumenty, by nakłonić republikanów do poparcia wniosku o impeachment. Co gorsza, wzbudził też niepokój innych sojuszników USA, którzy obserwując los Kurdów, mogą zacząć wątpić w wiarygodność swoich partnerów

Autor

Poprzedni artykułPodatek od Nobla
Następny artykułKasa za awans na EURO

Najnowsze