9.6 C
Warszawa
środa, 28 października 2020

Podatkowa ofensywa rządu

Koniecznie przeczytaj

Pełzający lockdown

Nie zrobiono nic...

Górski Karabach. Nowe ludobójstwo Ormian?

Do tej wojny nigdy by nie doszło...

Lockdown w wersji pełzającej

Pod dyktando paniki

Perły polskiego biznesu

25 najbardziej przedsiębiorczych kobiet

Umożliwione przez koronawiursa permanentne zarządzanie kryzysowe sprawiło, że rząd nie czuje się już skrępowany, aby planować kolejne podwyżki podatków.

„Jedynym gwarantem tego, że podatki będą służyły Polakom i nie będą podnoszone, jest prezydent Andrzej Duda” – tak w czasie kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi mówił premier Mateusz Morawiecki. Co prawda tego typu zapewnienia stanowiły element umizgów w kierunku wyborców Konfederacji, a z racji tego, że dokonywał ich również Rafał Trzaskowski, mało kto brał je na poważnie, lecz mimo wszystko powinny wciąż zachowywać swoją moc. Kilka miesięcy to jednak w świecie polityki cała epoka, dlatego dziś mało kto zadaje sobie w ogóle trud, aby przypomnieć politykom PiS, że jeszcze całkiem niedawno obiecywali Polakom zupełnie inny kurs.

Podatki „nowej normalności”

Z punktu widzenia rządzących rzekoma konieczność podnoszenia podatków i wprowadzania nowych danin wynika zapewne z nadzwyczajnych okoliczności związanych z wybuchem pandemii koronawirusa. W rzeczywistości jednak deklaracje Andrzeja Dudy i Mateusza Morawieckiego padały już w momencie, gdy „nowa normalność” towarzyszyła nam już od kilku miesięcy, dlatego byli w pełni świadomi nadchodzących wyzwań. Pomimo tego nader chętnie składali deklaracje i zobowiązania, o których dziś nie chcą już w żaden sposób pamiętać. W pewnym sensie zakres najnowszej podatkowej ofensywy dobrej zmiany wręcz zdumiewa, gdyż jeszcze nigdy do tej pory PiS nie próbował wprowadzić kilku nowych podatków i ograniczeń dla wolności gospodarczej jednocześnie. Sprzyjają temu czasy, gdyż w mediach najważniejszym tematem wciąż jest światowa walka z wirusem, która podsyca w społeczeństwie poczucie występowania ciągłego stanu wyjątkowego. Jeden z najnowszych pomysłów rządu przewiduje opodatkowanie spółek komandytowych podatkiem CIT. Zdaniem przedstawicieli Ministerstwa Finansów ten rodzaj formy prawnej od dawna był nadużywany przy optymalizacji podatkowej, choć dla tysięcy przedsiębiorców był to do tej pory bardzo korzystny sposób na uniknięcie podwójnego opodatkowania. Prawo i Sprawiedliwość odkopało tym samym stary pomysł ministra finansów z rządów koalicji PO– PSL Jacka Vincenta Rostowskiego, który swoimi deklaracjami przyczynił się do tego, że masowo zakładano swego czasu spółki jawne. Podobnie może być i tym razem, gdyż rząd wydaje się być zdeterminowany w swoich działaniach, a nadzwyczajna sytuacja związana z COVID-19 wydaje się być jego sojusznikiem. Opodatkowanie CIT-em spółek komandytowych ma w zamierzeniu decydentów wspomóc funkcjonowanie estońskiego CIT-u, którego start zaplanowano na styczeń 2021 r. Rząd szuka pieniędzy na pokrycie bezprecedensowego deficytu, ale czy znajdzie je, dokonując kolejnego kroku w dziele uszczelniania systemu, wydaje się wysoce wątpliwe.

Opłata cukrowa, oskładkowane umowy

Faktem dokonanym jest już natomiast podatek cukrowy, który wejdzie w życie od 1 stycznia 2021 r. Mająca zasilić budżet Narodowego Funduszu Zdrowia danina jest od początku przedstawiana przez „dobrą zmianę” jako środek pomagający poprawić zdrowie Polaków, a jednocześnie podreperować budżet służby zdrowia. W praktyce jego skutki odczują najbardziej polscy rolnicy oraz producenci napojów. Zamiast więc wspierać rodzime branże, rządzący stawiają się w roli samomianowanych wychowawców narodu. Spore obawy budzi także pomysł pełnego oskładkowania umów-zleceń, który był sondowany już od wielu lat. Wedle zapowiedzi miałoby to dotyczyć tych osób, które pracują na co najmniej dwóch umowach zleceniach lub łączą pracę na zleceniu z etatem czy działalnością gospodarczą. Można się wprawdzie pocieszać tym, że rządzący nie chcą jeszcze pełnego oskładkowania wszystkich umów tego typu, lecz działając zgodnie z metodą małych kroczków, ostatecznie i tak dopną kiedyś swego celu. Z tego tytułu rząd Morawieckiego spodziewa się uzyskać ok. 2,5 mld zł dochodów rocznie. Nie jest to zawrotna suma, ale z perspektywy rządu liczy się dziś przede wszystkim uzyskanie wielu nowych źródeł dochodu. Jednorazowa podwyżka któregoś z najważniejszych podatków mogłaby przynieść duże straty wizerunkowe, dlatego obecna strategia „dobrej zmiany” polega głównie na próbie wprowadzenia wielu zmian jednocześnie. W ten sposób uwaga opinii publicznej zostaje rozproszona i nie skupia się na żadnej z poszczególnych modyfikacji. Na całość należy także spojrzeć z perspektywy prowadzonej równolegle kampanii przeciwko przemysłowi futrzarskiemu. Nie wiadomo dziś jeszcze, w jaki sposób skończy się pomysł rządu, aby zakazać uboju rytualnego oraz chowu klatkowego zwierząt futerkowych, lecz projekt zmian jest zdecydowanie maksymalistyczny. Oznacza to, że wcześniej czy później zostanie zablokowany w części lub całości, lecz mimo wszystko spełni swoją polityczną rolę. Z jednej strony partia Kaczyńskiego zapunktuje wśród centrolewicowych wyborców, a z drugiej polityczna awantura oraz konieczność wycofania się ze swoich planów skutecznie odciągnie uwagę od podwyżek, które przynosząc po kilka mld zł dodatkowego dochodu uzbierają łącznie całkiem pokaźną sumę.

Zasiłek plus

Trudno, rzecz jasna, winić rząd za to, że próbuje łatać budżet w kryzysowych miesiącach, lecz należy pamiętać o tym, że można to uczynić na wiele różnych sposobów. Długo niepróbowanym w Polsce narzędziem mogłaby być obniżka podatków. Jak do tej pory rząd zdecydował się jedynie na obniżkę CIT-u dla małych i średnich firm w formule zastosowanej przed dekadą w Estonii. Oprócz tego trudno jednak znaleźć jakikolwiek inny przykład działań o tym charakterze. Choć w trwającym wciąż roku rządy krajów członkowskich mają zielone światło ze strony Komisji Europejskiej, aby czasowo obniżać stawki VAT w celu udzielenia pomocy najbardziej poszkodowanym branżom, rząd Morawieckiego nie bierze nawet takiego kroku pod uwagę. „Dobra zmiana” najbardziej lubi występować w roli hojnego darczyńcy, który wszystko rozdaje w ramach programów okraszonych przyimkiem „plus”. Z tego właśnie powodu wprowadza mimochodem kolejne podatki i liczy, że dzięki temu będzie mogła później zaproponować kolejne programy dopłat i zasiłków. Jeszcze w lipcu minister finansów Tadeusz Kościński przekonywał, że w najbliższym czasie nie są planowane żadne podwyżki podatków. Nie minęły dwa miesiące, a rząd zmienił już zdanie na ten temat. Z kolei Andrzej Duda, który obiecywał, że jako prezydent niskich podatków zawetuje wszystkie ustawy zwiększające opodatkowanie, póki co bierze w głęboki nawias wszystkie swoje wcześniejsze deklaracje. Błędem ze strony PiS byłoby jednak uznanie, że rzucanie obietnic bez pokrycia pozostaje bez konsekwencji. Jedną z głównych przyczyn wysokich notowań tej partii po 2015 r. było zawsze to, że w przeciwieństwie do swoich poprzedników sumiennie wypełniła większość swoich przedwyborczych obietnic. Nie oceniając samego programu „dobrej zmiany” wniosło to nową jakość na polską scenę polityczną i bez wątpienia zbudowało lojalność sporej grupy wyborców. Zbyt swobodne rzucanie obietnic bez pokrycia może jednak ten kapitał łatwo roztrwonić. Kuszenie wyborców wolnorynkowymi hasłami może się stać w pewnym momencie na zawsze zamkniętą ścieżką. I choć wyborcy, dla których tego typu kwestie stanowią priorytet nie są wcale liczni, ich głos może się kiedyś okazać decydujący przy budowaniu sejmowej większości.

Najnowsze

Lockdown w wersji pełzającej

Pod dyktando paniki

Koniec silników spalinowych

Koniec sprzedaży nowych aut

Niemiecki nazizm powraca

Zdemaskowanie kolejnej grupy zwolenników Adolfa Hitlera

Odbudowa centralnie planowana

Ministerstwo Rozwoju określa Krajowy Plan Odbudowy