-1.5 C
Warszawa
poniedziałek, 8 marca 2021

Wielka wyprzedaż

Koniecznie przeczytaj

Przedsiębiorcy z branży objętych lockdownem likwidują firmy. Wiele rzeczy można kupić za bezcen.

Nawet o połowę taniej niż przed wybuchem epidemii w 2020 r. można kupić dziś wyposażenie restauracji, hotele, sprzęt do siłowni i fitness, a także auta do przewozu osób (różnego rodzaju busy). Wystarczy wpisać w internetowej przeglądarce słowa „wyprzedaż likwidowanej firmy” i już można wybierać. Wyprzedają majątek nie tylko sami przedsiębiorcy, ale także komornicy. Część Polaków jednak zwleka z zakupami, bo być może największe obniżki cen jeszcze przed nami. Z przecieków bowiem wynika, że polski rząd nie tylko nie zamierza zdejmować obostrzeń, ale wręcz, że rozważa jego ponowne zaostrzenie.
Ponad 10 tys. firm hotelarskich i gastronomicznych jest zadłużonych – wynika z Krajowego Rejestru Długów. Nie stać ich na regulowanie bieżących opłat. Mimo że rząd pozwolił branży hotelarskiej na przyjmowanie klientów, to płynność finansową może stracić w pierwszym kwartale aż 9 na 10 firm z tej branży. W zasadzie funkcjonuje ona tylko z pożyczek i dotacji właścicieli. Np. Tadeusz Gołębiewski swoje hotele dotuje, bo ma dochodową firmę cukierniczą Tago. Problem w tym, że zyski z tej firmy nie wystarczają, aby utrzymać nieczynne obiekty.
Według danych Euler Hermes w branżach objętych lockdownem liczba upadłości wzrosła w ciągu ostatniego roku prawie dwa razy (o 86 proc). Nie każda branża jednak na lockdownie traci. Są przecież firmy handlujące w Internecie, a także producenci środków czystości, oni mają nadwyżki gotówki. I właśnie oni krążą dziś jak stado sępów, patrząc, którzy przedsiębiorcy wykrwawili się podczas zamknięcia gospodarki. Przejmowanie restauracji jest ryzykowne. Nikt bowiem tak naprawdę nie wie, dlaczego niektóre knajpy są dochodowe, a inne plajtują. Za to można tanio kupić wyposażenie kuchni lub meble. W okazyjnych cenach są także busy do przewozu osób. Na rynku nieruchomości przeceny to wciąż jednak pojedyncze przypadki, a nie trend.
Turystyczna plajta
Najbardziej ucierpiała branża turystyczna. Przewóz osób do miejscowości turystycznych praktycznie przestał istnieć. Firmy wyprzedają często luksusowe busy za połowę ceny. Auta od roku stoją na parkingach i tracą na wartości. Mało kto na tym rynku był w stanie przeżyć prawie roczną przerwę w prowadzeniu biznesu. Część z tych firm nawet nie może ogłosić upadłości, ponieważ ich majątek nie pozwala zapłacić za działanie syndyka.
W Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, a nawet na Węgrzech rząd wziął na utrzymanie branżę turystyczną. W Polsce tarcze wzbudziły raczej śmiech, niż były realną pomocą. Cóż bowiem znaczyło 5 tys. zł, a nawet 50 tys. zł, gdy same koszt rat za samochody (nie licząc wynagrodzeń pracowników) wynosiły często miesięcznie ponad 100 tys. zł. Według Rafała Jańczuka, prezesa Stowarzyszenia Przewoźników autokarowych około 600 firm z 3,3 tys. istniejących ma dziś kłopoty ze spłatą rat za auta. Firmy leasingowe nie mają skrupułów. Sprzedają ich flotę za bezcen, a dług zostaje. Na to, aby kupować za połowę ceny busy i hotele, szykują się biznesmeni z Chin.
Okazyjnie można dziś też kupić sprzęt fitness i wyposażenie siłowni. Wyprzedaje się np. majątek Fitness World, sieci, która nie wytrzymała drugiego lockdownu.
Mimo że rząd pozwolił działać stokom narciarskim, to tanio można kupić też wyciągi narciarskie. Fora branży turystycznej pełne są ogłoszeń o chętnych na zakup. Poszukiwane są najczęściej hotele powyżej 50 pokoi w standardzie powyżej trzech gwiazdek i w miastach powyżej pół miliona mieszkańców. „Tak samo jak my, kupując mieszkanie czy samochód liczymy, że uda się trafić na atrakcyjną ofertę i załatwić to taniej, tak samo teraz swoją szansę w trudnej sytuacji polskich hotelarzy widzą ci, którzy na pandemii nie stracili. W obu przypadkach działa dokładnie ten sam mechanizm”– informuje Marek Migdal, prezes Forum Turystyki.
Przedsiębiorcy czują się oszukani przez rząd
Pan Andrzej z Warszawy miał firmę eventową. Wiosną zeszłego roku nie uwierzył, że nie będzie kolejnych lockdownów i zamknął działalność, zwalniając ludzi. Dzięki temu nie ma dziś kłopotów takich jak ci, którzy zakładali, że władza zrobi wszystko, by nie ograniczać działalności. Część z nich zaciągnęła kredyty, często pod zastaw domów, aby przeżyć pierwszy lockdown. Kolejnych, tak zinterpretowali słowa rządu, miało nie być. Tymczasem decyzje na jesieni był zgoła inne. Najgorsza w tym wszystkim jest niepewność. Nie wiadomo bowiem jaka będzie polityka rządu. Gdy wprowadzono drugi lockdown, opowiedziano o żółtych, zielonych i czerwonych strefach. W zależności od liczby zakażeń miano zamykać i otwierać gospodarkę. Teraz teoretycznie prawie cała Polska jest zieloną strefą. Rząd jednak doszedł do wniosku, że skoro świat się zamyka, to Polska też będzie zamknięta. Bez żadnego uzasadnienia, bez uprzedzenia, zmieniono politykę.
Rząd oficjalnie twierdzi, że jest super, bo kłopoty finansowe ma mieć tylko 6,7 proc. firm. Marek Niedużak, wiceminister rozwoju, pracy i technologii podaje, że w Polsce jest 139 tys. firm więcej niż w lutym 2020 r. Tak oczywiście może mówić tylko dyletant. Jest jasne, że przedsiębiorcy zaczęli zakładać nowe firmy, ponieważ ich standardowe biznesy splajtowały. Nic dziwnego, że ludziom zaczynają puszczać nerwy. Furorę zaś robi w Internecie hasło: „ciekawe ile potrwałby lockdown, gdyby w trakcie jego trwania politycy nie mogli pobierać pieniędzy”.
– Dzisiaj kapitał nie ma narodowości. To po prostu kapitał, który czeka na okazję. Są całe segmenty rynku, które w tej chwili się bogacą. A nadwyżkę trzeba przecież lokować. Więc jeśli się trafi taka okazja, to firmy będą kupowały przedsiębiorstwa w gorszej sytuacji. A to, czy te hotele będą później prowadzone dalej, czy pójdą na sprzedaż, to już zupełnie inna kwestia – podsumowuje cytowany już wcześniej Marek Migdal. Większym optymistą jest Marcin Mączyński, sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego. „Hotele rzeczywiście są w trudnej sytuacji i zawsze może się pojawić jakiś właściciel, który powie, że ma tego dość i chce się swojego biznesu pozbyć. Ale z danych, które posiada nasza organizacja, nie widać na razie, żeby zanosiło się na sprzedawanie hoteli za np. 50 proc. wartości rynkowych. Oczywiście, jak jest kryzys, to zawsze znajdzie ktoś, kto szuka w tym swoich okazji, ale na razie na rynku hotelowym nie ma tanich przejęć”.
Chińskie słowo „kryzys” oznacza również szansę. Wielka wyprzedaż bankrutujących polskich firm jest oczywiście przykra. Porównanie nabywców do sępów trochę krzywdzące. Wciąż jednak trudno go uniknąć. Szczególnie, że ci, którzy mają gotówkę, będą twardo negocjować z tymi, którzy jej potrzebują.

Poprzedni artykułChińska ekspansja
Następny artykułPlandemia

Najnowsze