25 C
Warszawa
wtorek, 28 czerwca 2022

Niemiecki atak na Europę

Koniecznie przeczytaj

Od pewnego czasu, gdy Berlin mówi Unia Europejska, ma na myśli Niemcy.

 Finał niemieckich perturbacji koalicyjno-gabinetowych to klarowny sygnał końca obecnego status quo w Europie. Wypowiedzi Angeli Merkel wskazują, że Berlin powraca do gry, otwierając nowe fronty. Niemcy zrobią wiele, aby do reform unijnych przystąpić wraz z Francją. Poważnych zmian oczekiwać należy w relacjach Berlina z Moskwą. Nas powinna interesować cena, jaką za niemiecką ofensywę zapłaci Europa Środkowa, a więc Polska. Bo to, że zapłacimy, jest pewne.

Na Paryż!

Z najnowszych doniesień wynika, że Angeli Merkel udało się przełamać długotrwały impas w formowaniu rządzącej koalicji. Przypomnijmy, że ubiegłoroczne wybory do Bundestagu nie dały chadeckiemu sojuszowi CDU/CSU przewagi, która pozwalałaby pani kanclerz rozdawać ministerialne karty. Pierwsza próba złożenia rządu, podjęta wraz z Partią Wolnych Demokratów (FDP) i Zielonymi zakończyła się niepowodzeniem. Jednak prawdziwą przyczyną fiaska była postawa wielkiego przegranego ostatnich wyborów – Socjaldemokratycznej Partii Niemiec. SPD uzyskała najgorszy wynik w powojennej historii, zbierając niewiele ponad 20 proc. głosów i oświadczyła, że przechodzi do opozycji.

Winą za porażkę obarczono nowego przewodniczącego SPD Martina Schultza, który nie sprostał programowej i intelektualnej konfrontacji z Merkel. Po trzech miesiącach politycznego pata Schultz zmienił jednak zdanie i włączył SPD do rozmów gabinetowych. Zainicjował umowę z CDU/CSU, za którą zapłacił utratą partyjnego przywództwa. Centrowi wyborcy nie mogli wybaczyć Schultzowi oportunizmu. Podpisane porozumienie musi zatwierdzić jeszcze terenowy aktyw SPD, ale wszystko wskazuje, że Angela Merkel może udzielić większej uwagi polityce zagranicznej, a przede wszystkim europejskiej. O tym, że Niemcy planowali przyspieszenie reform wewnętrznych UE, nie trzeba nikogo przekonywać. Kryzysy strefy euro, migracyjny czy wreszcie Brexit były dla Berlina alarmowymi sygnałami do działania. Jednak dotychczasowa sytuacja nie sprzyjała niemieckiej aktywności. Unijne podziały związane z uchodźcami, bezpieczeństwem, a co najważniejsze przyszłością samej UE, spowodowały osamotnienie Niemiec w Europie. W ubiegłym roku Angela Merkel kilkakrotnie deklarowała potrzebę nadania polityce unijnej nowej dynamiki, ale do wyborów i utworzenia nowego gabinetu były to tylko słowa.

Za kolejny, tym razem poważny impuls trzeba uznać wystąpienie pani kanclerz podczas ostatniego forum ekonomicznego w Davos. Merkel wezwała Europę do politycznej ofensywy, która oznacza odgrywanie większej, a co najważniejsze samodzielnej roli w stosunkach globalnych. Zdaniem kanclerz nasz kontynent powinien wypracować wspólną strategię postępowania wobec światowych graczy, z którymi dzielą ją odmienne poglądy na zasadnicze kwestie. Miała na myśli USA, Chiny, Rosję i zapewne Indie. Cytując sens jej wystąpienia: Europa nie była najbardziej aktywnym regionem w relacjach międzynarodowych. Bardzo często zdawała się na USA, ale Stany Zjednoczone są obecnie skoncentrowane na rozwiązywaniu problemów wewnętrznych. Taka sytuacja musi ulec zmianie. Europa powinna wziąć za siebie odpowiedzialność, bo jej los leży we własnych rękach. Jak interpretować tezy niemieckiej kanclerz?

Cały artykuł w Gazecie Finansowej 07/2018

{source}

Gazeta Finansowa 07/2018 - okładka

{/source}

Autor

Poprzedni artykułKrach Trumpa
Następny artykułOrlen specjalnej troski

Najnowsze