19.4 C
Warszawa
niedziela, 26 czerwca 2022

Tani przewrót

Koniecznie przeczytaj

Jak przygotowano aferę, która rozbiła rząd Austrii

400 tys. euro – tyle kosztowało przygotowanie prowokacji, która pogrążyła wicekanclerza Austrii. Jak wyjaśnił austriacki dziennik „Kronen Zeitung”, za przygotowaniem prowokacji stał ekspert ds. bezpieczeństwa specjalizujący się w szpiegostwie przemysłowym, były funkcjonariusz tajnych służb, właściciel agencji detektywistycznej w Monachium oraz specjalizującym się w nieruchomościach prawnik z Wiednia.

W kwocie 400 tys. euro mieścił się zarówno koszt kamer i mikrofonów, jak i „dniówka” dla bośniackiej studentki, która udawała kuzynkę rosyjskiego oligarchy. Materiał, który wysadził rząd Austrii, został sprzedany niemieckiej spółce z kontami w jednym z rajów podatkowych za 600 tys. euro.

Alkohol, narkotyki, kompromaty
Tydzień przed wyborami do Parlamentu Europejskiego niemiecka prasa ujawniła nagranie, które uderzyło w wicekanclerza Austrii Heinza-Christiana Strache, stojącego na czele koalicyjnej Wolnościowej Partii Austrii (Freiheitliche Partei Österreichs). Na nagraniu Strache zaoferował układ kobiecie podającej się za krewną rosyjskiego oligarchy Igora Makarowa. Strache miał zaproponować jej, by wykupiła połowę udziałów w najpoczytniejszej austriackiej gazecie „Kronen Zeitung”. W zamian za wsparcie jego formacji w wyborach „Rosjanka” miała otrzymać państwowe kontrakty. Efektem publikacji była dymisja wicekanclerza, rozpad koalicji i kryzys polityczny w Austrii. W wyborach do Parlamentu Europejskiego formacja kanclerza Sebastiana Kurza zdobyła najwyższe poparcie i zyskała trzy nowe mandaty. Wolnościowa Partia Austrii, jak na tak wielki wstrząs, z wyborów wyszła z niewielką stratą – 2,2 pkt. proc. (jeden mandat mniej). Po zakończeniu wyborów dziennikarz Christoph Budin z „Kronen Zeitung”, która to gazeta była tematem ujawnionej rozmowy lidera Wolnościowej Partii Austrii, opisał kulisy prowokacji i powstania nagrań. Stworzenie „taśm z Ibizy” miało łącznie kosztować 400 tys. euro. W prowokację zaangażowali się dwaj eksperci ds. bezpieczeństwa, specjalizujący się w szpiegostwie przemysłowym (z czego jeden to były funkcjonariusz służb), właściciel agencji detektywistycznej w Monachium oraz specjalizujący się w nieruchomościach prawnik z Wiednia. Prawnik miał za zadanie uzyskać intymne i szczegółowe informacje na temat prywatnego życia Strachego od jednego z jego byłych ochroniarzy. Wykorzystano je do wytypowania kobiety, która podszyła się pod Rosjankę zainteresowaną zainwestowaniem w Austrii. W tej ostatniej roli wystąpiła bośniacka studentka kierunku rolniczego. Studentka władała czterema językami, w tym płynnie rosyjskim. Za jeden dzień udziału w prowokacji otrzymywała od 6 do 7 tys. euro „dniówki”. Jak się okazało, również sama willa na Ibizie nie była przypadkowa. Była bowiem już wcześniej wykorzystywana do podobnych operacji. Oprócz alkoholu gościom podsunięto też narkotyki, środki odurzające, które pomogły „rozwiązać języki” Strachemu i uczestniczącemu w zabawie Johannowi Gudenusowi. Ten drugi był w 2017 roku członkiem rady miejskiej Wiednia, później został szefem klubu parlamentarnego Wolnościowej Partii Austrii.

Taśma na rynku
Po zakończonej akcji nagranie próbowano sprzedać za pięciokrotność kosztów wytworzenia, tj. za 1,5–2 mln euro. Oferować je miano kilku partiom politycznym, a nawet koncernowi budowlanemu. Pierwszy raz taśma trafiła na sprzedaż już w 2017 roku, w trakcie kampanii wyborczej. Jak przekonuje dziennik, wówczas nikt jej nie kupił. Ostatecznie nabywca znalazł się dopiero w 2019 roku. Miała nią być niemiecka spółka z kontami w jednym z rajów podatkowych. Za nagranie zapłaciła 600 tys. euro. Czwórka autorów była „na plusie” tylko z 200 tys. euro. Za wideo miano zapłacić w złotych monetach, Krugerrandach. To właśnie ta niemiecka spółka przekazała nagranie dwóm niemieckim gazetom, dziennikowi „Süeddeutsche Zeitung” i tygodnikowi „Der Spiegel”, które opublikowały materiały na tydzień przed wyborami. Co ciekawe, wiedeński prawnik, który był zaangażowany w przygotowanie nagrania, miał tydzień po ujawnieniu afery, za pośrednictwem swego przedstawiciela prawnego tłumaczyć, że prowokacja była „motywowana względami obywatelskimi”. Dziwne zachowanie służb „Kronen Zeitung” w materiale opisującym powstanie taśmy, zwróciło uwagę na zaskakujące zachowanie austriackich służb. Musiały one bowiem wiedzieć o nagraniu najpóźniej w czasie, gdy pierwszy raz film trafił do sprzedaży w 2017 roku. Ten fakt tłumaczyłby, dlaczego szef austriackiego MSW Herbert Kickl (Wolnościowa Partia Austrii) kazał policji przeszukać biura krajowej agencji wywiadowczej BVT (Bundesamt für Verfassungsschutz und Terrorismusbekämpfung). – W czasie, gdy wideo było oferowana austriackim politykom i koncernowi, austriackie służby musiały już dowiedzieć się o jego istnieniu, powstaje więc pytanie, co w tym czasie robiły służby i dlaczego nie interweniowały. (…) „Pułapka na Ibizie” została nie do końca przemyślana: ci, którzy ją przygotowali, zarobili stosunkowo niewiele. Nie chciałbym być teraz w ich skórze. Poza śledztwami policyjnymi i prokuratorskimi z pewnością mają wielu przeciwników – ocenił red. Christoph Budin. Budin zaznaczył, że nie wiadomo, czy oprócz ww. czwórki w prowokację nie były zaangażowane inne osoby. Dziennikarz poddał też w wątpliwość motywy autorów prowokacji. Warto przypomnieć, że to właśnie szef MSW Herbert Kickl, który nakazał policji przeszukanie biur agencji wywiadowczej BVT, został odwołany jako pierwszy, co spowodowało wyjście z rządu wszystkich ministrów z ramienia Wolnościowej Partii Austrii.

Rachunek za kryzys
Oprócz problemów, które czekają zaangażowanych w wytworzenie nagrań z Ibizy, konsekwencji kryzysu może doczekać się sam kanclerz Sebastian Kurz. W ubiegłym tygodniu parlament przegłosował wotum nieufności dla rządu i Kurz w konsekwencji został odwołany. Dzień po wyborach do Parlamentu Europejskiego prezydent Austrii Alexander Van der Bellen poinformował, że odwołuje rząd. Pełnienie obowiązków kanclerza tymczasowo miał przejąć dotychczasowy minister finansów Hartwig Loeger z partii Sebastiana Kurtza. Jednak już w czwartek 30 maja prezydent zaproponował stanięcie na czele nowego rządu Brigitte Bierlein, prezes austriackiego trybunału konstytucyjnego. Bierlein ma kierować rządem do września, do wyborów. – Bierlein jako pierwsza kobieta w historii Austrii została w 2002 roku pierwszą wiceprzewodniczącą trybunału konstytucyjnego (wcześniej robiła karierę w prokuraturze generalnej). W 2017 roku stanęła na jego czele również jako pierwsza kobieta. Nowa kanclerz ma dość konserwatywne poglądy, z drugiej strony jednak sprzeciwiała się planom (…) ministerstwa spraw wewnętrznych, by prewencyjnie aresztować starających się o azyl. Nie podoba się jej też wprowadzony przez rząd Kurza zakaz zakrywania twarzy, który, jak się okazało, uderza nie w ortodoksyjne muzułmanki, ale w wiedeńczyków, którzy zimą jeżdżą na rowerze i obwiązują twarz szalem, chroniąc się przed zimnem – zauważył były korespondent „Gazety Wyborczej” red. Bartosz Wieliński. Mimo zwycięstwa w wyborach do Parlamentu Europejskiego nie wiadomo, czy kolejne fakty związane z „taśmami z Ibizy” nie pozwolą odbudować się Wolnościowej Partii Austrii, a jednocześnie rzucić nowe światło na rolę w aferze służb podległym Sebastianowi Kurzowi.

Autor

Poprzedni artykułPiłkarska wojna o miliardy
Następny artykułFiskus swoje, sądy swoje

Najnowsze